Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

DKK dla dorosłych (spotk. 21)

Dnia 30 marca br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się dwudzieste pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym gościłyśmy czternaście osób.
Tym razem klubową lekturą była książka pań – Katarzyny Miller i Moniki Pawluczuk, pt. „Być kobietą i nie zwariować”, pozycja zdecydowanie odmienna od dotychczas omawianych na klubowych spotkaniach. I pewnie w związku z tą odmiennością wzbudziła nader kontrowersyjne opinie naszych klubowiczów. Dyskusja była bardzo żywiołowa, a zdania podzielone, choć można by nadać im wspólny mianownik, a mianowicie wszyscy nasi klubowi goście zastanawiali się, czy terapeutyczne spotkania z psychologiem, które są treścią książki, rzeczywiście spełniają swoją rolę w tak fantastyczny sposób, jak przedstawiły to autorki. Obecni na klubowym spotkaniu stwierdzili, że po prostu trudno jest uwierzyć w tak opisane problemy wybranej grupy, w tym przypadku dwunastu kobiet.
Uznali również, że im wiwisekcja zdecydowanie nie jest potrzebna i z całą pewnością nie chcieliby uczestniczyć w takiej terapii, aczkolwiek przyznali, że owszem są ludzie, którzy czują potrzebę takich spotkań, zainteresowanie którymi przywędrowało do nas z Zachodu. Wszak z Stanach Zjednoczonych sesje u psychoterapeuty są sprawą powszechną i dla społeczeństwa tak zwyczajną, jak np. codzienna higiena osobista. I nie jest, to kwestia ostatnich kilku lat, ale lat kilkudziesięciu.
Nasi klubowicze stwierdzili, że na gruncie polskim aż tak wszechobecna „moda” na psychoterapię raczej się nie przyjmie, choć jest to: „coraz bardziej powszechne zjawisko, zwłaszcza ostatnich lat, podobnie, jak np. treningi interpersonalne prowadzone w firmach”. Tłumaczyli zresztą, że ich zdaniem dzieje się tak, m. in. z uwagi na coraz szybsze tempo, które ”funduje” nam współczesny świat, w związku z czym ludzie po prostu przestali sobie radzić z coraz większym naciskiem, któremu są poddawani, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym: „i stąd właśnie wziął się ten boom szukania pomocy u profesjonalistów”.
Reasumując – klubowa lektura okazała się, zdaniem naszych gości, mało wartościowa i np. dla nas kompletnie nieprzydatna, takie przegadane „ple, ple”, ale wywołała burzliwą dyskusję, jak najbardziej zgodną z założeniami i profilem Dyskusyjnych Klubów Książki, więc marcowe spotkanie naszego książkowego klubu „dla dużych” można chyba uznać za udane, choć zachwytu publikacją duetu pisarskiego pań - Miller i Pawluczuk, o problemach współczesnych kobiet, na nim nie odnotowaliśmy. Wobec czego na następnym, które umówiliśmy sobie na 27 kwietnia, oczywiście o stałej porze, tj. o godz. 17.00, porozmawiamy o książce p. Małgorzaty Terleckiej – Reksnis, pt. „Holoubek. Rozmowy”, zdecydowanie różniącej się od psychoterapeutycznego wywodu, jakim była marcowa lektura. 

DKK dla dorosłych (spotk. 20)

Dnia 23 lutego br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się dwudzieste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym stawiło się dziesięć osób, ośmioro naszych klubowiczów natomiast zadzwoniło z informacją, że leżą zagrypieni i proszą o przekazanie na klubie ich wrażeń z lektury „Stu lat samotności” Gabriela Garci Marqueza, która była „zadana” do przeczytania na to lutowe spotkanie. A wrażenia, i to zarówno te z telefonicznych „konsultacji”, jak i na żywo, były bardzo zróżnicowane. Klubowicze, bowiem podzielili się na dwa obozy – jeden zawierał w sobie zachwyconych, zdeklarowanych fanów książki Marqueza, drugi zaś zgromadził, nawet nie to, że zagorzałych przeciwników, ale właściwie rzec by można, obojętnych odbiorców prozy zdobywcy Literackiej Nagrody Nobla, za całokształt twórczości, za rok 1982. 
Na dobrą sprawę trudno byłoby wyjaśnić przyczynę, tak kontrastowego podejścia klubowiczów do słynnej powieści kolumbijczyka, ale może należy jej upatrywać w dość powszechnej niechęci czytelników do powtórnej lektury tytułów, które już kiedyś czytali. Ta niespecjalnie zachwycona grupa bowiem, to osoby, które po „Sto lat samotności” sięgnęły po raz wtóry, „zaliczywszy” ten tytuł kilkanaście lub więcej nawet, lat temu. Jak mówiły wtedy, np. w latach 60. czy 70-tych ubiegłego wieku były nim naprawdę zachwycone, ale czytając książkę teraz, na potrzeby DKK, niestety już nie. 
Może to i marne usprawiedliwienie i tłumaczenie, ale myślę, że chyba zgodne z prawdą – gust czytelniczy z biegiem lat też się przecież zmienia (i dzięki Bogu, bo stagnacja w jakiejkolwiek dziedzinie, to nic dobrego) i trudno kogokolwiek za to ganić czy osądzać. Gdyby czytać przez całe życie jedną książkę lub tylko te podobne do niej, to cóż byśmy osiągnęli?... A tak, przez ponowną lekturę powieści Marqueza przypomnieliśmy sobie, że przed laty nas urzekła, ale... pora na zmiany (także czytelnicze). 
Ci zaś z klubowiczów, którzy czytali tę skądinąd świetną, prozę po raz pierwszy mogli spojrzeć na nią z takim zachwytem, jak my 20, 30 czy 40-kilka lat temu. I dlatego wydaje mi się, że dopóki będą osoby, które zechcą czytać tak wartościowe pozycje z, już klasyki literatury, to zawsze znajdą się wśród nich tacy, którzy z pierwszej lektury tych dzieł wyniosą zachwyt, na który one z całą pewnością zasługują.
Mimo tak różnych opinii nt. klubowej lektury spotkanie DKK „dla dużych” było całkiem udane, z czego bardzo się cieszę. Na następne zaś umówiliśmy się 30 marca, jak zwykle o godz. 17.00. Porozmawiamy na nim o książce zupełnie innej od „Stuletniej samotności”, tym razem bowiem będzie to pozycja z literatury popularnonaukowej, wydana w ubiegłym roku „Być kobietą i nie zwariować”, autorstwa dwóch pań psycholożek – Katarzyny Miller i Moniki Pawluczuk.  

DKK dla dorosłych (spotk. 18)

Dnia 24 listopada br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się osiemnaste, a zarazem ostatnie w tym roku, spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym miałyśmy przyjemność gościć 19 osób. Rozmawialiśmy o książce Roberta Kaplowa „Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?”, która wywołała dość burzliwą klubową dyskusję, w znacznej mierze spowodowaną faktem, że znakomitej większości naszych klubowiczów zdecydowanie nie przypadła do gustu. Czym można by to wytłumaczyć? Wydaje mi się, że ten, jak go reklamuje wydawnictwo, „kryminał literacki”, w założeniu autora miał być książką tak bardzo amerykańską, że niestety udało się to aż „za dobrze”. Jeśli kogoś dziwi takie sformułowanie, to może zechce je sobie porównać, np. z filmem Baza Luhrmanna „Romeo i Julia”, z Leonardo di Caprio, który także jest BARDZO amerykański i w dodatku tak dalece odbiega od pierwowzoru literackiego, że gdyby Shakespear'e miał możliwość go obejrzeć, to za skarby świata nie uwierzyłby iż jest to ekranizacja jego utworu. Myślę, że takie zestawienie powinno, choć w części wyjaśnić dlaczego kryminał Kaplowa został raczej mało przychylnie odebrany przez naszych klubowiczów. Bo może i jest nowatorskim ujęciem tematu morderstw dokonywanych na osobach, znanych chyba wszystkim czytelnikom, pisarzy amerykańskich, ale przede wszystkim jest to jednak ciężkostrawna farsa, kreślona grubą krechą groteska, wzbudzająca raczej niechęć niż choćby cień sympatii, czy to do któregokolwiek z bohaterów czy, w konsekwencji lektury, do osoby autora. Zdaniem naszych klubowych gości, Robert Kaplow przedobrzył i jego książka przypomina przez to, przeładowany mnóstwem niepasującego do siebie wzajemnie jedzenia, talerz. Mówiąc nieco bardziej obrazowo, to tak, jak gdyby na taki talerz nałożyć jednocześnie : bigos, lody, śledzie w śmietanie, sałatkę owocową, tatara z cebulą, tort, wymieszać ze sobą i polać to wszystko słodkim sokiem i zasmażką. No i jak, pyszne? Można to zjeść bez łomotania żołądka o zęby? Po mojemu, nie. Oczywiście zdanie innych czytelników, może być diametralnie różne, ale na spotkaniu klubu niemal wszystkie obecne na nim osoby podzieliły je w 100%. 
Poza tą niestrawnością, na domiar złego, w trakcie lektury czytelnik czuje się bez mała tak, jakby czytał książkę telefoniczną. Bohaterów ci tam dostatek, a nawet zdecydowany przesyt. Wygląda to trochę tak, jakby autor nie był pewien, czy wydadzą mu jeszcze jakąś książkę, więc wszystkie osoby, które miał zamiar uczynić bohaterami innych swoich dzieł, dla pewności, że się nie zmarnują, upchnął w ten tytuł. Wyszedł, więc kolejny przesyt, a przecież wiemy, że lepiej mniej niż za dużo (może za wyjątkiem pieniędzy). Tak też właśnie klubową lekturę odebrali nasi goście. Poza tymi wrażeniami, które opisałam, doszli do wniosku, że autor sam nie wie, co chciał swoja książką przekazać, ale jakieś próby porozumienia z odbiorcą podjął, m. in. nawiązując lekko do klasyki i wplatając w intrygę swojej powieści motyw „Wyspy doktora Moreau” George'a Wellsa. Wyszło średnio i zdaniem naszych klubowiczów ani nowatorsko ani książce Kaplowa „na zdrowie”, choć kilkoro naszych gości nie było aż tak krytycznie nastawionych i próbowało tego kryminalnego utworu bronić. Te głosy, jakkolwiek w zdecydowanej mniejszości, przydały naszej dyskusji ognia i koloru, więc atmosfera była dość wulkaniczna, choć do erupcji nie doszło. Chyba po części dlatego, że klubowicze uznali iż nie warto o ten akurat tytuł „kopii kruszyć”. Ogólnie zaś uznano, ze nie wart był nawet i tego, by w ogóle po niego sięgnąć. I tym stwierdzeniem zakończyliśmy dyskusję nad książką Roberta Kaplowa.
Po czym wycałowaliśmy się, życząc sobie najpiękniejszych świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku, a ponieważ grudniowe święta, to Mikołaj i prezenty, więc dostali je i nasi klubowicze. Może nie były wściekle rewelacyjne, ale wyglądało na to, że nasi goście byli z nich naprawdę bardzo zadowoleni. Każdy z nich bowiem otrzymał CD z nagranymi zdjęciami ze wszystkich klubowych spotkań, od początku istnienia DKK „dla dużych ludzi” oraz ze spotkań z autorami, których mieliśmy zaszczyt i przyjemność gościć w bibliotece, w tym 
i ubiegłym roku, jako prezenty dla klubowiczów z DKK. 
Było, więc naprawdę miło, a wszyscy dobrze się czuli, na tym kończącym drugi rok działalności DKK dla dorosłych, spotkaniu naszego klubu.
Następne spotkanie umówiliśmy sobie 26 stycznia, już 2011 roku, jak zwykle o godz. 17.00, a porozmawiamy wtedy o książce - finalistce wielu nagród w dziedzinie literatury, m. in. Nagrody Literackiej NIKE 2008 r. autorstwa p. Małgorzaty Szejnert „Czarny ogród”. Mam tylko nadzieję, że może spotka się ona z cieplejszym przyjęciem ze strony naszych klubowiczów.


DKK dla dorosłych (spotk. 17)

Dnia 27 października br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się siedemnaste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym gościłyśmy 18 osób, w tym p. dyrektor naszej biblioteki. 
Rozmawialiśmy o książce p. prof. Andy Rottenberg „Proszę bardzo”. Zdaniem naszych klubowiczów to dobra, napisana w elegancki sposób i takimż słownictwem, literatura niebeletrystyczna, choć mieli lekkie zastrzeżenia, co do wyboru tej pozycji na klubową lekturę. Chodziło po prostu o temat książki, a konkretnie o to, że jest to, najogólniej rzecz biorąc, tytuł traktujący o historii rodziny prof. Rottenberg. Wobec czego nasi klubowi goście podsumowali tę rodzinną opowieść krótkim stwierdzeniem, że „owszem jest to naprawdę dobra i wartościowa literatura, ale nie pozostawia miejsca na dyskusję, bo o czym tu dyskutować. Tak, jak inne tego rodzaju pozycje literackie, m. in. „W ogrodzie pamięci” p. Joanny Olczak - Ronikier czy „przerabiana” na wrześniowym spotkaniu DKK książka p. Jerzego Stuhra „Stuhrowie. Historie rodzinne”, nie jest materiałem, nad którym można by się zbyt szczegółowo rozwodzić”. Ale oczywiście „trochę” czasu poświęciliśmy dyskusji nad pracą p. prof. Co do efektów tejże rozmowy natomiast, to nasze klubowe panie, np. bardzo wzruszyły losy syna p. Rottenberg, Michała, który pewnego dnia po prostu zniknął z życia rodziny. I to zniknął tak bardzo, że po jedenastu latach poszukiwania go przez matkę, okazało się, że niestety zniknął na zawsze, a ona mogła go już tylko pochować w rodzinnym grobie. Zresztą tego właśnie obawiała się, ale i spodziewała przez wszystkie te lata, daremnych poszukiwań. Spodziewała zaś dlatego, że jej syn był człowiekiem bardzo słabym, uzależnionym od narkotyków, nastawionym wręcz na samozniszczenie, które w końcu niestety stało się faktem. Ten rodzinny dramat prof. Rottenberg opisuje jednak w tak powściągliwy, taktowny i rzeczowy sposób, że chyba właśnie to sprawia, iż jej książka wzbudza takie zainteresowanie odbiorcy, co dało się zauważyć także na październikowym spotkaniu DKK „dla dużych”. Nasza klubowa „mniejszość”, czyli panowie natomiast mieli drobne zastrzeżenia, co do raczej swobodnie potraktowanej przez autorkę chronologii, „dzięki” której lektura historii rodziny p. Rottenberg przysporzyła im lekkich problemów, bo jak stwierdzili „trochę trudno czyta się książkę, w której co chwilę zmienia się czas „akcji”. Poza wszystkim jednak autorka, mimo naprawdę trudnych przeżyć, zachowuje bardzo sympatyczne, lekkie i na dobrym poziomie, poczucie humoru, co czytelnicy cenią wysoko, właśnie z uwagi na ciężkie życiowe doświadczenia, bo chyba nie ma nic gorszego, niż pochować własne dziecko, którego nie udało się uratować przed nim samym. I tak też, doceniając trud włożony przez pisarkę w tę jej bardzo osobistą pracę, odebrały książkę osoby obecne na spotkaniu.
Na szczęście ogólne wrażenia z czytania „Proszę bardzo” okazały się nie takie złe i końcowe wnioski naszych miłych klubowiczów wypadły raczej, zresztą ku mojej uldze, in plus. 
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że może przynajmniej kolejna klubowa lektura, a będzie to tym razem „literacki kryminał” Roberta Kaplowa - „Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?”, okaże się nieco bardziej „zjadliwa” i dostarczy więcej materiału do tak upragnionej przez naszych gości, dyskusji, na którą umówiliśmy się 24 listopada, jak zwykle o godz. 17.00  

DKK dla dorosłych (spotk. 16)

Dnia 29 września br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się pierwsze po letniej przerwie, a szesnaste od początku istnienia, spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym gościłyśmy „mendel” (czy może nieco bardziej elegancko mówiąc, piętnaście) osób, w tym panią instruktor MBP. 
Rozmawialiśmy o dwóch książkach „zadanych” klubowiczom do przeczytania przez wakacje – p. Beaty Pawlikowskiej „Blondynka wśród łowców tęczy” oraz „Stuhrowie. Historie rodzinne”, autorstwa znanego i cenionego aktora, p. Jerzego Stuhra. No i tu, niestety, zaczęły się „schody”, bo choć oba tytuły podobały się naszym klubowiczom (zwłaszcza opowieść rodzinna p. Stuhra), to jednak stwierdzili oni, że były zbyt lekkie i mało ambitne, by można było o nich powiedzieć coś więcej ponadto właśnie, że się podobały. Inaczej mówiąc nie było w nich materiału na żywiołową, soczystą (a nawet „krwistą”) dyskusję, z „gatunku” tych do jakich nasi klubowicze przywykli na klubowych spotkaniach. 
Winę za taki stan rzeczy ponoszę oczywiście ja, choć usprawiedliwieniem doboru klubowych lektur może być to, że chciałam by książki wybrane do czytania w czasie wakacji nie były zbyt ciężkie.
Wydawało mi się bowiem, iż lato nie będzie sprzyjało lekturom trudnym, służącym „łamaniu” psychiki czytelnika. Założenie okazało się błędne („mea culpa, mea maxima culpa”), a powinnam już przecież wiedzieć, po tak długim czasie spotkań naszego DKK „dla dużych”, że nasi klubowi goście, to zdecydowanie „nieprzeciętne ludzie”. 
Z całego powyższego wywodu można byłoby wywnioskować, że to wrześniowe spotkanie było... nieudane. Nic bardziej mylnego! Cieszę się ogromnie, że na nasz „książkowy klub” przychodzą właśnie tacy ludzie! Lepszych klubowiczów nie mogłabym sobie wymarzyć, nawet gdyby byli „robieni” na zamówienie, bowiem wobec stwierdzenia, że obie omawiane na spotkaniu, książki nie były do końca takie, jakich by sobie życzyli i tak, oczywiście, stanęli na wysokości zadania i nasza rozmowa potoczyła się wartko i, co równie ważne, dowcipnie, czyli po prostu tak, jak zwykle („rozbestwiłam się”, trzeba mnie dobić). Rozmawialiśmy oczywiście o obu tytułach, choć zdecydowanie więcej czasu poświęciliśmy książce p. Stuhra, która bardziej podobała się naszym klubowiczom, jako ich zdaniem bardziej wartościowa, już choćby z uwagi na sięgnięcie przez autora do czasów odległych od nam współczesnych o niemal dwa stulecia. Naszym klubowym gościom podobała się także, m. in. dbałość autora o szczegóły i kult dla tradycji rodzinnych, ale przede wszystkim bardzo plastyczne, a przez to urokliwe, no i świetne do czytania, przed - stawione przez niego na kartkach książki, opowieści o świecie, którego już nie ma. 
Jedna z pań obecnych na klubie porównała nawet, trochę wprawdzie kurtuazyjnie, książkę p. Stuhra do nagrodzonej w 2002 roku literacką NIKE, opowieść p. Joanny Olczak – Ronikier „W ogrodzie pamięci”, ale obiektywnie stwierdziła, że jednak bardziej wartościowy literacko jest właśnie ten drugi tytuł, której to opinii przyklasnęli pozostali klubowicze. 
O”Blondynce wśród łowców tęczy” z kolei nie mówiliśmy zbyt wiele, bo choć podobała się naszym gościom, nie uznali jej za pozycję ważną literacko. Rozmawialiśmy za to czas jakiś o samej autorce, podróżniczce p. Beacie Pawlikowskiej, która wzbudziła u naszych klubowiczów uznanie za ogromną siłę,dzięki której realizuje swoją życiową pasję, czyli wyprawy do dżungli amazońskiej. A ponieważ odbywają się one w zdecydowanie spartańskiej oprawie, więc proporcjonalnie tym większy podziw determinacja p. Pawlikowskiej wzbudziła u naszych klubowiczów. 
Podsumowując wrześniowe spotkanie DKK „dla dużych ludzi” można zatem spokojnie powiedzieć, że mimo braku zachwytu, ze strony osób na nim obecnych, dla wybranych lektur, przebrnęliśmy przez nie gładko i bezboleśnie. 
Mając zaś nadzieję, że może następna klubowa książka będzie nieco bardziej trafiona w gust naszych gości, na kolejne klubowe „rendez - vous” umówiliśmy się 27 października, jak zwykle o godz. 17.00, a na klubowy „warsztat” weźmiemy wtedy „Proszę bardzo” p. prof. Andy Rottenberg.  

DKK dla dorosłych (spotk. 15)

Dnia 23 czerwca br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się piętnaste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym miałyśmy przyjemność gościć 18 osób. 
Na tym ostatnim przed wakacjami klubowym „zlocie” rozmawialiśmy o książce p. Hanny Kowalewskiej - „Tego lata w Zawrociu”, która okazała się dla naszych klubowiczów tytułem, co najmniej kontrowersyjnym. Tylko bardzo nielicznym osobom obecnym na „klubie książki” się podobała, chociaż oczywiście wszyscy, jako szalenie obowiązkowi czytelnicy, powieść p. Kowalewskiej, przeczytali. Co nie przeszkadza, że jak tłumaczyli, nie było w niej ani jednej postaci, która zdobyłaby ich sympatię i z którą mogliby się utożsamiać, a tego zawsze w klubowych lekturach szukają. Natomiast „Zawrocie” okazało się na tyle ciężkie, smutne i przytłaczające, że nasi klubowi goście zdecydowanie nie zaliczyli tego tytułu do ulubionych pozycji literackich. Nie udało się nam na spotkaniu znaleźć usprawiedliwienia dla postępowania Matyldy, głównej bohaterki powieści, która jakkolwiek skrzywdzona w dzieciństwie (co znalazło swój smutny ciąg dalszy w jej dorosłym życiu) jest wg opinii naszych klubowiczów : „zupełnie niedojrzała emocjonalnie i życiowo, a jednocześnie tak dziwnie opisana przez autorkę, że po prostu kompletnie nie można zrozumieć ani jej postępowania ani jej samej”. Podobna ocena spotkała babkę Matyldy, która w powieści jest obecna właściwie tylko duchem, ponieważ książkowa historia zaczyna się po jej śmierci. Jest to jednak postać zarysowana przez pisarkę tak mocną kreską, że na dobrą sprawę każdemu czytelnikowi wydaje się równie żywa, jak wszyscy bohaterowie, którzy z „rozkazu” autorki „żyją” na kartach jej książki. Naszym klubowiczom jednak zdecydowanie się nie podobała 
i „zdiagnozowali” ją, jako „zimną, podłą i wyrachowaną kobietę, pozbawioną jakichkolwiek ciepłych, ludzkich uczuć, którymi mogłaby obdarzyć, czy to własną rodzinę, czy bodaj nawet jakąś obcą osobę”. Wnuczka, czyli główna bohaterka jest do niej niestety podobna, chociaż bardzo tego nie chce, więc wedle opinii naszych klubowiczów „też nie budzi u czytelnika żadnych pozytywnych uczuć”. Pozostali bohaterowie powieści p. Kowalewskiej, jakkolwiek bardziej, wg naszych gości, mdło i papierowo przez autorkę opisani, podzielili los tychże dwóch antypatycznych kobiet, tzn. nie podobali się naszym klubowiczom zupełnie. I tu zadziałała demokracja i równość absolutna, czyli innymi słowy skrytykowano tak kobiety, jak i mężczyzn, opisanych w książce. Jednak, mimo że klubowa lektura nie zyskała pochlebnej opinii naszych klubowych gości, to okazało się, że zdecydowana większość z nich chciałaby mimo to przeczytać dwie dalsze części „Zawrocia” - „Górę Śpiących Węży” i „Maskę Arlekina”, a ponieważ znajdują się one w księgozbiorze naszej biblioteki, więc myślę, że rzecz cała jest jak najbardziej wykonalna. W obliczu tego ostatniego wydaje mi się, że czerwcowe spotkanie DKK dla dorosłych można spokojnie uznać za udane. Po części zapewne dlatego, że tradycyjnie już oprócz klubowej lektury omawialiśmy także tematy nieco luźniejsze, w tym plany wakacyjne naszych klubowiczów. Było cudnie i uroczo, a w dodatku pod koniec spotkała mnie bardzo miła niespodzianka ze strony naszych przemiłych gości, którzy podarowali mi własnoręcznie wykonany piękny dyplom oraz oryginalną, także samodzielnie zrobioną zakładkę do książki. Wyściskaliśmy się serdecznie, życząc sobie fantasty - cznych wakacji, a na następne klubowe „rendez – vous” wyznaczając datę 29 września, jak zwykle o godz. 17.00. Ponieważ zaś mamy do czytelniczej dyspozycji aż dwa miesiące, więc ustaliliśmy, że na tym powakacyjnym spotkaniu klubu omówimy dwie książki – p. Beaty Pawlikowskiej - „Blondynka wśród łowców tęczy” oraz p. Jerzego Stuhra - „Stuhrowie. Historie rodzinne”.  

DKK dla dorosłych (spotk. 14)

Dnia 19 maja br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się czternaste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, w którym udział wzięła największa, jak do tej pory, liczba klubowiczów. Trafiliśmy bowiem „oczko”, czyli 21 gości – 18 pań i, ku naszej wielkiej radości, 3 panów (i to nie „w łódce”, a w czytelni naszej placówki). Było nam ogromnie miło, że tak wiele osób zechciało poświęcić swój wolny czas, by spotkać się i porozmawiać nt. „zadanego” do przeczytania przed miesiącem „Lektora” Bernharda Schlinka. 
Prawdopodobnie po części ze względu na solidną frekwencję, opinie nt. książki niemieckiego pisarza były tak różne, że chyba nigdy jeszcze na naszych klubowych spotkaniach nie było, aż tak żywiołowej dyskusji. Nasi klubowicze spierali się ze sobą tak ogniście, próbując przekonać innych do swoich racji, że istniało duże prawdopodobieństwo iż Filia 2 „rozleci się” nam od nagromadzo - nych emocji. Niemniej, celem uspokojenia, spieszę donieść, że do rękoczynów nie doszło – nie ten poziom, zbyt dużo kultury i ogłady mają nasi goście na takie rozstrzyganie klubowych sporów, ale gorąco było. To ostatnie zresztą bardzo się przydało, bo maj w tym roku upałami nas nie roz - pieszcza i w czytelni naszej biblioteki, gdzie odbywają się klubowe „nasiadówki” zimno było jak licho, a w związku z temperaturą sporów nt. „Lektora”, zrobiło się tam od razu dużo cieplej. 
Co w książce Schlinka sprawiło, że klubowe spotkanie przebiegło nam ph. „10 w skali Beauforta” ?
Myślę, że po części zapewne fakt, iż majowy DKK miał charakter koedukacyjny - „rozmnożyli się” nam, po raz pierwszy odkąd klub istnieje, mężczyźni. Panie natychmiast „wykorzystały”okazję, by zaprezentować odmienne poglądy nt. klubowej lektury. Zupełnie inaczej bowiem wyglądały nasze spotkania w „babskim” gronie – było bardziej spokojnie i powściągliwie. Nie należy oczywiście sądzić, że wtedy bywało „równo, sztywno, z bukietem w ręku, pod watowanym parasoem”, ale w porównaniu z tym najświeższym spotkaniem, poprzednie, zwłaszcza te, na których były same panie, to było po prostu „kółko różańcowe”.
Szczerze mówiąc, mnie osobiście bardzo cieszy, że to nasze majowe spotkanie było właśnie takie – ciśnienie natychmiast się podniosło, więc o tym żeby klubowicze z nudów zasnęli i „osunęli się z hukiem na glebę”, mowy nie było, a przy okazji dowiedziałam się, jak różne sprawy, które np. mnie nie przyszły na myśl, „wynaleźli” nasi klubowi goście w książce Schlinka. I tak – większość pań uważała Hannę, bohaterkę powieści za osobę zimną, wyrachowaną i pozbawioną uczuć, która perfidnie uwiódłwszy młodego 15 – letniego chłopca, właściwie jeszcze dziecko, okaleczyła go tym sposobem na całe życie. Michael bowiem, tytułowy „lektor”, nigdy już nie zbudował trwałego związku z żadną kobietą, nie przetrwało jego małżeństwo, a co gorsza przy „okazji” skrzywdzona została córka z tegoż związku, bowiem po rozwodzie rodziców umieszczono ją w szkole z internatem, co mimo iż autor nie rozbudował tego wątku, pozwala czytelnikowi domyślać się, że i ona, wzorem ojca, szczęśliwa nie jest i nie będzie. Z tego wynika, że winę za taki właśnie stan rzeczy nasze „klubowiczki” przypisały pierwszej kobiecie w życiu Michaela, z niego samego czyniąc biedną, słabą ofiarę. Inne panie optowały raczej za rozłożeniem tej winy nieco bardziej równomiernie, na dwójkę głównych bohaterów „Lektora”. Natomiast nasi klubowi mężczyźni uważali iż chłopak niejako sam „wpadł” w ten interes, jak „śliwka w kompot”, bowiem to jego ciekawość ? fascynacja ? - przygnały do Hanny i to on do niej wracał, więc nie można całej winy za ten dziwny, niszczący w końcu ich oboje, związek przypisać tylko kobiecie.
Poza wszystkim jednak „Lektor” nie jest książką tylko i wyłącznie „o miłości” (nie szkodzi, że chorej i niezbyt normalnej), autor bowiem, być może celem usprawiedliwienia poczynań bohaterów, uczynił z Hanny byłą funkcjonariuszkę SS, aufzejerkę w obozie pracy dla kobiet, podczas II wojny światowej, przez którą (choć była „tylko” jedną z wielu winnych) w czasie bombardowania, w zamkniętym kościele spłonęło żywcem kilkaset więźniarek. Michael, już jako student prawa, uczestniczy w procesie, na którym Hanna występuje jako oskarżona za tamte czyny
(nie otworzyła drzwi kościoła, co pozwoliłoby ocalić zamknięte tam kobiety z obozu). On sam zresztą, choć jest już osobą dorosłą, nie potrafi sobie poradzić z własnymi uczuciami. Podchodzi do sprawy tak nieobiektywnie, jak było to do przewidzenia, chociaż nie próbuje bronić kobiety i ingerować w decyzję sądu. Właściwie mógłby to uczynić, ale wtedy musiałby zdradzić największy sekret Hanny, która całe życie ukrywa przed światem swój wstyd – nie potrafi czytać i pisać. Michael jest jedyną (żyjącą) osobą, która o tym wie (kiedy łączył ich, tak ważny dla niego związek,  
czytał jej książki, był jej „lektorem”), ale ponieważ wie także, iż Hanna woli poświęcić wszystko, dosłownie wszystko, by tajemnica nie ujrzała światła dziennego, więc milczy, a kobieta, którą kocha zostaje skazana na dożywocie.
Dalej jest już właściwie tylko gorzej, a koniec powieści, chociaż zaskoczył niektórych klubowiczów, jest raczej dość przewidywalny, tzn. żadnych euforycznych „żyli długo i szczęśliwie”, a tylko śmierć i ogromna pustka. Jedna z pań obecnych na klubowym spotkaniu posunęła się nawet do stwierdzenia, że w tej dramatycznej historii, Hanna uosabia... Adolfa Hitlera, który tak jak ona Michaela, „uwiódł” i skrzywdził naród niemiecki. Podobnie nawet, tj. samobójstwem, zakończyło się życie, tak Hanny, jak i przywódcy Trzeciej Rzeszy.
Była to wprawdzie jednostkowa opinia, ale poprowadzona na tyle logicznym wywodem, że w sumie zgodziły się z nią, przynajmniej niektóre osoby, obecne na naszym spotkaniu DKK „dla dużych”.
Podsumowując, więc – maj okazał się dla naszego klubu całkiem fartowny, a dobór lektury trafiony. Żywiąc nadzieję, że może w dalszym ciągu tenże fart będzie nam sprzyjał, na następne spotkanie umówiliśmy się 23 czerwca br., jak zwykle o g. 17.00, kiedy to porozmawiamy o książce p. Hanny Kowalewskiej - „Tego lata w Zawrociu”.
Bardzo chciałabym, by nasi przemili goście nie zniechęcili się do klubowych spotkań i na ostatnie przed wakacjami, przybyli równie licznie, jak na to majowe.

DKK dla dorosłych (spotk. 13)

Dnia 21 kwietnia br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się trzynaste (ale wcale niepechowe) spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym gościłyśmy 16 osób. 
Rozmawialiśmy o „zadanej” do przeczytania przed miesiącem książce, amerykańskiej pisarki, Jodi Picoult - „Dziewiętnaście minut”. Wszyscy obecni na spotkaniu klubowicze zgodnie uznali powieść za świetnie napisaną i wartościową literaturę. Podkreślali także „fantastyczny zmysł obserwacyjny autorki i jej doskonałe wyczucie psychologiczne, jeśli idzie o zachowania ludzi w sytuacjach życiowych tak trudnych, że wręcz ekstremalnych”. 
„Dziewiętnaście minut” jest fikcją literacką, ale pisarka posiłkowała się przy pracy nad książką historiami równie dramatycznymi, jak ta przez nią opisana, a zaczerpniętymi wprost z życia. 
Być może to właśnie sprawia, że podczas lektury chwilami zapomina się wręcz, że to beletrystyka tak bardzo książka Picoult przypomina dokument.
Tytułowe „minuty”, to czas, w którym rozgrywa się w tej opowieści cały dramat. Wydaje się, że w ciągu tak krótkiego czasu po prostu nie powinno to być możliwe, ale niestety w tym przypadku okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych. W tak dużym skrócie rzecz cała nie wygląda strasznie, ale to tylko pozory... 
Główna postać tej dramatycznej historii, to ogromnie nieszczęśliwy 17 – latek o imieniu Peter, jeden z wielu uczniów, jednego z wielu collegów w Stanach Zjednoczonych. Mocno przeciętny, potwornie zakompleksiony i, jako się rzekło, bardzo nieszczęśliwy, zagubiony dzieciak, który w wyniku nagromadzonego przez lata (począwszy od przedszkola do wspomnianego collegu), żalu, poczucia krzywdy, za prześladowanie go przez rówieśników, pewnego całkiem zwyczajnego dnia przychodzi do szkoły z bronią i w ciągu tytułowych „dziewiętnastu minut” zabija na terenie tejże szkoły, kilkanaście osób. Na naszym klubowym spotkaniu zastanawialiśmy się, co lub kto, tak naprawdę w tej opowieści zawinił i kto jest w tym konkretnym przypadku winnym, a kto ofiarą.
I mimo że, sądząc z tego krótkiego opisu treści książki, rzecz wydaje się oczywista, to tak naprawdę, wg zdania naszych klubowiczów, ofiarą jest tu z całą pewnością Peter, zagubiony dzieciak - morderca (z okropnego i nieszczęśliwego przypadku). Na „klubie” mówiliśmy o tym, jak bardzo jego otoczenie (w tym także, niestety, najbliżsi, tj. rodzina) przyczyniło się do strasznego dramatu, którego był głównym „bohaterem”. Przecież, gdyby w porę ktoś (ktokolwiek) zadał sobie trud zauważenia tego, co się dzieje i wyciągnięcia do tego chłopaka pomocnej dłoni, cała ta koszmarna historia z pewnością by się nie wydarzyła. Ale nikt tego nie zrobił i doszło do tragedii, od której nie było odwrotu, bez względu na to czy, już po wszystkim, ludzie z jego otoczenia, w tym, m. in. rodzice, którym z pewnością było najbardziej ciężko, chcieli mu tej pomocy udzielić. Po prostu wtedy na wszystko było już za późno.
Nasi klubowicze byli przeczytaną powieścią bardzo poruszeni i mówili na spotkaniu głównie o tym, jak ważne jest słuchanie, uważne słuchanie, drugiego człowieka, zwłaszcza tak młodego, właściwie jeszcze dziecka, które przez lata prosiło (nawet, jeśli bez słów) o pomoc. I nie otrzymało jej od nikogo... 
Klubowi goście opowiadali także, jako że kilkoro z nich to „ciała pedagogiczne”, o podobnych przypadkach, nierozumianych przez otoczenie, często prześladowanych przez rówieśników po – gubionych dzieciach. Wprawdzie te wspominane przez nich przypadki, na szczęście, nie miały tak dramatycznego zakończenia, jak ten książkowy, ale i tak były to często bardzo przykre historie.
Najlepszy dowód, że nie pozostawiły obojętnymi tych z naszych klubowiczów, którzy się z nimi zetknęli na różnym etapie swojego życia, a pamiętają je do dziś. 
Z uwagi na tak trudny problem, z którym zmierzyła się w swojej książce Jodi Picoult, zrobiło się nam na naszym klubowym spotkaniu trochę „przesadnie” smutno, więc po jej omówieniu, celem przywrócenia „równowagi w przyrodzie”, zaczęliśmy rozmawiać na tematy nieco pogodniejsze, nie związane już z klubową lekturą, tylko z m. in. naszym DKK (wspominaliśmy nasze poprzednie spotkania, w tym także to, na którym gościliśmy pisarkę p. Izabelę Sowę) i w rezultacie rozstaliśmy się po ponad 5 godzinach, nie zwracając, w ferworze dyskusji, uwagi na upływający w zawrotnym tempie, czas.
Podsumowując zaś nasze klubowe spotkanie, okazuje się, że dobra książka nie jest zła (nawet, jeśli początkowo działa lekko zniechęcająco, liczy sobie bowiem niemal 700 stron) i warto po taką pozycję literacką sięgnąć, nawet jeśli jej temat jest tak trudny, jak to miało miejsce w tym konkretnym przypadku.
W sumie można chyba pokusić się o stwierdzenie, że kwietniowe spotkanie DKK dla dorosłych było całkiem udane, czego nieśmiało, ale żarliwie bardzo byśmy sobie życzyły i na następnych klubowych „zlotach”. Na kolejnym zaś, które umówiliśmy sobie 19 maja, jak zwykle o godz. 17.00, porozmawiamy o książce Bernharda Schlinka - „Lektor” i sądzę, że także w przypadku tego tytułu klubowicze nasi nie będą czuli się zawiedzeni. Ale, czy naprawdę tak się stanie, okaże się dopiero za miesiąc. 

DKK dla dorosłych (spotk. 12)

Dnia 24 marca br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się dwunaste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym miałyśmy przyjemność gościć 17 osób. Było nam ogromnie miło, że mimo naprawdę pięknej pogody – słońce i nareszcie ciepło, tak wiele osób dobrowolnie z niej zrezygnowało na rzecz klubowego spotkania, na którym rozmawialiśmy o książce Simona Becketta - „Zapisane w kościach”.
Wszystkim naszym klubowiczom powieść angielskiego pisarza o anatomopatologu doktorze Davidzie Hunterze, odczytującym historię zbrodni z pozostałych po niej ludzkich szczątków, na szczęście przypadła do gustu, więc każdy z obecnych na spotkaniu gości miał o niej do powiedzenia choć kilka słów, w związku z czym, ku mojej wielkiej uldze, ciszy na „klubie książki” nie było. Wprawdzie dyskusja nt. książki Becketta była krótka i treściwa, ale przynajmniej 
nie napotykaliśmy na „dziury” w rozmowie, której w związku z tym nie trzeba było „ciągnąć za włosy”, by jakoś się toczyła.
Wspomniałam, że omawianie klubowej lektury było raczej krótkie, ale nie należy sądzić, że powodem było to, iż nie podobała się naszym klubowiczom. Na szczęście nic z tych rzeczy. Po prostu nasi goście stwierdzili, że powieść Becketta zwyczajnie im się podobała, jako swego rodzaju „przerywnik” przy omawianiu na DKK nieco trudniejszej literatury, ale nie jest to tytuł nad którym byłby sens jakoś szczególnie się rozwodzić, ponieważ „Zapisane w kościach” kojarzy im się „raczej z literaturą komercyjną, niż taką, która ma szanse „wejść” do klasyki”. Szczęśliwie, mimo tej konkluzji nie odrzucili powieści Becketta li tylko dlatego, że chyba jednak nie stanie się jedną z pozycji literatury wysokich lotów.
A ponieważ mimo wszystko byli raczej zadowoleni z tej lektury, więc nasze spotkanie nadal pozostało w „kręgu medycznym”, jako że nasi klubowi goście przytaczali wiele innych przypadków związanych ze sprawami medycyny sądowej i kryminalnej, o których czytali bądź słyszeli, a w których, jak w książce Becketta, główne role grali, tzw. „zimni chirurdzy”. Mieliśmy nawet i to szczęście, by posłuchać takich historii niejako „z pierwszej ręki”, bowiem jedna z naszych „klubowiczek” jest lekarzem w stanie spoczynku. Wprawdzie nie była anatomopatologiem, ale uczestniczyła, jak wszyscy studenci medycyny, w zajęciach w prosektorium, w związku z czym wysłuchaliśmy kilku historii, które zdarzyły się właśnie w tym zdecydowanie nieprzyjemnym miejscu. Pani doktor opowiedziała, m. in. o sekcji zwłok znanego, łódzkiego muzyka, Edwarda Ciukszy i innych, w których brała udział. 
Temat okazał się, podobnie jak w klubowej książce absolutnie... nieapetyczny, ale na szczęście nasi klubowicze podeszli do niego bardzo profesjonalnie, stwierdziwszy na koniec, że „i tak ktoś to musi robić, więc lepiej, że przynajmniej są takie osoby, dla których ta praca po prostu jest pasją i nie cierpią przy jej wykonywaniu”. Na bazie tego ostatniego stwierdzenia porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę o innych „pasjonatach”, tym razem z zupełnie odmiennych zawodów. 
Nasi goście opowiadali o zafascynowanych swoją pracą geniuszach, m. in. matematycznych, informatycznych czy chemicznych. Przywołali nawet w opowieściach naszą rodaczkę, zdobywczynię Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki i chemii – Marię Skłodowską – Curie, która także wg ich opinii „zalicza się do kategorii pasjonatów”.
I tak nasze klubowe spotkanie z kręgów literackich przeniosło się w rejony przedmiotów nieco bardziej ścisłych. Ale myślę, że to chyba dobrze, że nie trzymaliśmy się „jak tapeta ściany” tylko i wyłącznie omawianej klubowej lektury, bo dzięki tej naszej rozmowie gros osób obecnych na spotkaniu stwierdziło, że dowiedzieli się wielu nader ciekawych rzeczy, o których dotąd właściwie nie mieli pojęcia.
Tak, więc w sumie nasz klubowy „spęd” był chyba udany, a przynajmniej żadna z osób na nim obecnych nie wyszła niezadowolona. To już coś !
W końcu się rozstaliśmy, życząc sobie wszystkiego dobrego na Święta Wielkanocne, przypadające już w przyszłym tygodniu. Zaś na następne klubowe spotkanie umówiliśmy się 21 kwietnia, jak zwykle o godz. 17.00. A porozmawiamy wtedy o książce Jodi Picoult - „Dziewiętnaście minut”.



Zobacz zdjęcia ze spotkania:
  • 181 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • 184 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • 186 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • 191 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • 193 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • 194 DKK dla dorosych (spotk. 12)
  • P1010179
  • P1010180
  • P1010181
  • P1010182
  • P1010183
  • P1010184
  • P1010185
  • P1010186
  • P1010187
  • P1010188
  • P1010189
  • P1010190
  • P1010191
  • P1010192
  • P1010193
  • P1010194
  • P1010195
  • P1010196
  • P1010197
  • P1010198

DKK dla dorosłych (spotk. 11)

Dnia 17 lutego br. w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się jedenaste spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym gościłyśmy 15 pań. Rozmawiałyśmy o dwóch, „zadanych” do przeczytania przed miesiącem, książkach, a były to - „Kamienie przodków” Aminatty Forny i „Późny Gomułka, wczesny Gierek” p. Andrzeja Dziurawca. Jako pierwsza na nasz „klubowy warsztat” trafiła powieść, autorki afrykańskiego po -
chodzenia, pt. „Kamienie przodków”, składająca się z opowiadanych przez cztery Afrykanki, losów ich i ich rodzin. Temat poruszony przez Aminattę Fornę okazał się, zdaniem naszych „klubowi - czek”, trudny do odbioru przez osoby spoza tamtych obszarów kulturowych, bowiem nawet sama narracja, sposób w jaki w książce, historie wybranych kobiet zostały opowiedziane, właściwie na tyle mocno „kłóci się” z naszą kulturą, że dla naszych klubowych pań był tak obcy, że wręcz nie do pojęcia. Zgodnie stwierdziły, że zwyczaje, kultura, obyczajowość tamtych terenów są 
dla nas, Europejczyków, kompletnie niezrozumiałe. Panie nie mogły pogodzić się z większością spraw, o których pisze autorka, choćby z całkowitym właściwie, podporządkowaniem kobiet tamtej kultury, ich wręcz, poddaństwem i ubezwłasnowolnieniem, które obecne na spotkaniu panie, w rozmowie, porównały do losów innych kobiecych bohaterek, z książek typu „Biała Masajka”. 
Nasze „klubowiczki”, choć starały się do omawianej na spotkaniu książki Forny podejść z chłod - nym dystansem, to jednak uznały tę powieść za zbyt okrutną, ciężką, bolesną i dla osób z kręgu kultury europejskiej, obcą i nie do przyjęcia. Na tle takich wypowiedzi trudno nawet mówić, czy „Kamienie przodków” im się podobały. Jakkolwiek panie obecne na spotkaniu były, mimo wszystko, raczej pozytywnego zdania na temat prozy Forny, ale o zachwycie nie było nawet mowy.
Drugim tytułem omawianym na lutowym spotkaniu naszego DKK „dla dużych ludzi”, była książka p. Andrzeja Dziurawca - „Późny Gomułka, wczesny Gierek”, wspominająca, ze sporą dawką humoru, polskie lata 60 i 70 – te, które upłynęły nam pod znakiem rządów tych dwóch, właśnie, wymienionych w tytule „władców”. Ponieważ większość pań obecnych na spotkaniu naszego klubu doskonale pamiętała czasy, o których pisze p. Andrzej, więc rozmowa o jego książce potoczyła nam się „o niebo” płynniej niż wcześniej dyskusja o „Kamieniach przodków”. Jak już wspomniałam, szczęśliwie się złożyło, że p. Dziurawiec napisał swoją książkę z poczuciem humoru, w lekkiej formie przedstawiając, w sumie dość ciężkie, trudne i smutne czasy z naszej historii. Proszę jednak nie sądzić, że „Późny Gomułka, wczesny Gierek” jest tylko i wyłącznie płytką, głupawą satyrą na PRL - nic z tych rzeczy, nie wszystkie historie opowiedziane w niej przez autora są lekkie i zabawne. Nie należy, więc sądzić, że na tę książkę szkoda czasu. Nic bardziej mylnego - naszym „klubowiczkom” bardzo się podobała. Z sentymentem, trochę nostalgicznie, ale także 
na wesoło wspominały tamte lata, dokładając do opowieści p. Dziurawca, swoje własne.
A w ogóle sympatycznie i wesoło zrobiło się nam na naszym klubowym spotkaniu, gdyż panie poczuły taki „zew” tamtych czasów, że zaczęły nawet opowiadać dowcipy, które wtedy powstały, one zaś okazały się do dziś szalenie zabawne i ciągle „na czasie”.
Gdyby, więc trzeba było powiedzieć, która z omawianych na DKK dla dorosłych książek była bardziej „trafioną” w gusta naszych „klubowiczek”, to okazałoby się, że jednak panie zdecydowanie lepiej czuły się w „klimatach peerelowskich”, niż w tych egzotycznych, które były dla nich zbyt męczące, trudne i na tyle obce, że nie mogły się poczuć, przy ich omawianiu, swojsko, komfortowo i swobodnie. Nie należy jednak sądzić, że nasze „klubowiczki” zlekceważyły powieść Forny – nic podobnego, podeszły do jej omówienia bardzo profesjonalnie, ale mimo to nie udało się nam na spotkaniu wykrzesać zbytniego entuzjazmu dla tego tytułu. Ale, że nadrobiła to, przynajmniej częściowo, druga klubowa lektura, więc na szczęście „klub książkowy” nam się udał.
Kolejny zaplanowałyśmy sobie na 24 marca br., jak zwykle o godz. 17.00, a porozmawiamy wtedy o powieści sensacyjnej Simona Becketta - „Zapisane w kościach”.

Zobacz zdjęcia ze spotkania:
  • P1010116
  • P1010118

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi