Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Recenzje czytelników klubów DKK

Recenzja książki "Ja nie jestem Miriam"

Majgul Axelsson zaliczam do moich ulubionych pisarek. Jej książki podejmują trudne tematy i są bolesne. Autorka uważa, że „szkoda czasu na pisanie o rzeczach, które nie są ważne. Z kolei sprawy ważne zwykle są w jakiś sposób bolesne”. Zatem trzeba się przygotować na to, że lektura jej powieści nie będzie relaksująca. Trzeba będzie się zmierzyć ze smutkiem, lękiem, czasem nawet rozpaczą, które są udziałem stworzonych przez nią bohaterów. Te uczucia przechodzą i na czytelnika. Pamiętam dojmujący smutek, który czuliśmy, omawiając w naszym DKK „Dom Augusty”.

W przypadku „Ja nie jestem Miriam” nasze odczucia są jeszcze silniejsze, tematyka bowiem dotyczy II wojny światowej, obozów w Auschwitz i Ravensbruck, ukrywania przez główną bohaterkę swej romskiej tożsamości.

Jak zwykle u Axelsson zaburzona jest chronologia zdarzeń. Poznajemy najpierw osiemdziesięciopięcioletnią Miriam Adolfsson w dniu jej urodzin, rodzina daje jej w prezencie romską bransoletkę. Zaczynają powracać wspomnienia, przeplatają się one jednak ze współczesnością. Miriam cofa się w czasie o sześćdziesiąt osiem, a może i więcej lat, gdy była Maliką, miała braciszka Didiego, kuzynkę Anuszę, ojca, dziadka, rodzinę. Pewnego dnia wszystko to runie, skończy się beztroski czas dzieciństwa. Nadejdzie wojenna, obozowa rzeczywistość, trudne do wyobrażenia dni głodu, strachu, upokorzenia.

Malika stanie się Miriam Goldberg i nie zrezygnuje nigdy ze swej nowej żydowskiej tożsamości. Po wojnie trafi do Szwecji i tam, po zajściach ulicznych w miasteczku Jonkoping, upewni się, że nie powinna nikomu zdradzić, że jest Cyganką, nawet najbliższym. Wie, że mogłaby być wtedy odtrącona, a pragnie przede wszystkim zachować to spokojne, dobre życie, które prowadzi u boku męża Olofa, syna Thomasa i jego rodziny.

Stopniowo poznajemy obozowe przeżycia bohaterki i jej losy po dostaniu się do Szwecji. Straszne doświadczenia w Auschwitz i Ravensbruck są nieco łagodzone przez opisy wspierania się przez więźniarki. Zapadają w pamięci  obrazy dzielenia się jednym jabłkiem,  rozmowy o przyszłości, pomoc w najcięższych chwilach. Piękna postać Else opiekującej się Miriam jak własną córką pozwala wierzyć, że i w tych nieludzkich czasach można było zachować człowieczeństwo.

W Szwecji Miriam też spotka ludzi, którzy pozwolą jej uwierzyć w przyszłość. Najpierw będzie to Hanna, potem Olof i  jego maleńki synek, dla którego stanie się mamą. Gdy Thomas założy rodzinę, Miriam zyska jeszcze synową Katarinę, wnuczkę Camillę, pojawi się też mały Sixten.

Osiemdziesięciopięcioletnia Miriam pozwoli sobie wreszcie na szczerość, to wnuczce będzie mogła opowiedzieć o swoim życiu, o obozach. Camilla wysłucha jej, zada pytania, będzie dociekliwa. Jako przedstawicielka młodego pokolenia nie jest obciążona wojenną pamięcią. Długi spacer po parku będzie dla nich obu bardzo ważny, na pewno wzmocni ich wzajemne uczucia.

Powieść Axelsson, mimo że trudna i bolesna, niesie i optymistyczne przesłanie. Miriam spotka ludzi, którzy ją pokochają, a  ona uwierzy w tę miłość i odwzajemni ją. Będzie bronić swojego nowego życia, bo dla niej jest ono rajem.

Książka „Ja nie jestem Miriam” Majgul Axelsson, autorki, która „nie potrafi pisać tylko dla zabawy”, jest piękna i poruszająca, skłania do wielu przemyśleń.

Co ciekawe, znalazły się tu polskie akcenty; wśród więźniarek w Ravensbruck było wiele Polek, niektóre też trafiły do Szwecji razem z Miriam. Z kolei jednym z utworów rozpoczynających każdy rozdział jest wiersz Bronisławy Wajs – Papuszy.

Gorąco polecam książki Majgul Axelsson.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Majgull Axelsson- Pępowina

Majgull Axelsson w książce pt. „ Pępowina” przedstawia czytelnikowi różne ciekawe postacie kobiet jako jedne z nielicznych potrafi je wyszczególnić oraz pokazać ich wewnętrzne życie. Autor zaskakuje nas swoją fabuła uzmysławia czytelnikowi jak wielki mamy wpływ na własne życie  oraz jak duże znaczenie  ma los człowieka. Axelsson zaprasza nas w piękne miasteczko szwedzkie lecz tam niespodziewanie zrywa się sztorm i nadciąga straszna powódź przedstawia  pewną grupę osób, która wobec tego kataklizmu znajduje schronienie w pewnej restauracji. Tam ci ludzie odkrywają niebezpieczeństwo  są schwytani w pułapkę coraz rozpaczliwiej wypatrują ratunku. Tam w restauracji i rodzinie dowiadują się mrocznej przeszłości, która swe piętno niesie do czasów w jakim są obecnie. Pokazuje nam jak głęboko mogą tkwić i ranić rany zadane z czasów dzieciństwa dotyka spraw najboleśniejszych pisze o śmierci, o tym że dzieci obarczane ciężarem ponad miarę nie chcą żyć. Opowiedziana też pewna historia o miłości stanowi dowód na to, że nadmiar miłości może być równie katastrofalny w skutkach jak jej brak. Autor przekazuje pewną płętę, że nie za wszelką cenę powinno się wychowywać swoje dzieci jak się samemu zostało wychowanym czasami trzeba odpuścić i sprawić aby los sam zadecydował i dzieci wzięły sprawy we własne ręce.

Relacja I. Matuszkiewicz- Przerwana podróż

Spotkanie Dyskusyjnego Klubu książki miało miejsce w dniu 14 sierpnia br przy budynku Biblioteki Panie dyskutowały w temacie książka Ireny Matuszkiewicz pt. „ Przerwana podróż”  która jest powieścią niosącą przesłanie np. prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie . To przysłowie ma swoje odzwierciedlenie podczas wypadku Antoniny i trafieniu do szpitala wówczas wtedy kobieta widzi, że nie obraca się w świecie ludzi żyjących własnymi problemami i własnym życiem lecz w obrębie ludzi chorych poszkodowanych ale kochających ludzi i życie. Książka Pani Ireny zaowocowała i z pewnością na długo pozostanie w pamięci naszych czytelniczek.

I. Matuszkiewicz- Przerwana podróż

Irena Matuszkiewicz w powieści pt. „ Przerwana podróż” zapoznaje nas ze swoimi bohaterami wprowadza w ich problemy przemyślenia jak również ich codzienne życie. Książka podzielona jest na dwie części w pierwszej poznajemy relację dwojga ludzi, żeby było ciekawiej ludzi obcych sobie które pod wpływem kilku wydarzeń życiowych spotykają się w przestrzeni i rozmawiają ze sobą. Ci ludzie nie znając się mają wspólną nić porozumienia wiążą ich sprawy z życia. Relacje te się pogłębiają , autorka przedstawia czytelnikowi główną bohaterkę której nadaje cechy osoby szanowanej i lubianej  przedstawia ją nam jako architekta i to właśnie jej osobie poświęca najwięcej uwagi. Kobieta ta oprócz swoich zawodowych obowiązków poświęca się pewnej staruszce  i właśnie za sprawą staruszki coś się wydarzyło ponieważ się spóźniła. Kolejna z bohaterek to Monika autorka nadaje jej cechy osoby zagubionej życiowo związanej z człowiekiem prowadzącym hulaszczy tryb życia kobieta kocha Szczepana bezgranicznie jest w stanie tkwić w tym ze Szczepanem który wśród otoczenia nie cieszy się nienaganną opinią. Autorka przedstawia jeszcze kilkoro bohaterów postać Zofii która również odgrywa w powieści znaczącą rolę ponieważ zajmuje się wychowaniem swojej chrześnicy Moniki chce bowiem dla niej jak najlepiej chce wyrwać ją ze toksycznego dla niej związku jednakże nie udaje się jej to z takich względów że Monika bezgranicznie kocha Szczepana i chce tkwić w tym świecie. Ma ona żal do swej ciotki i uważa ją za dewotkę i osobę zbytnio przesądną . Poznajemy drugoplanowa postać którą jest Michał i jego dziewczyna.  Tych kilkoro bohaterów nic z pozoru nie łączy , nie znają się nie mają wspólnych zainteresowań i nie wiedzą nic o sobie. Jedynym wspólnym elementem dzięki któremu mogli się do siebie zbliżyć jest fakt, iż znaleźli się o jednej godzinie w jednakowym miejscu jakim był przestanek autobusowy.. Wszystko zmienia się podczas wypadku w którym ciężko ranna zostaje główna bohaterka Antonina trafiając do szpitala poznaje przyjaciół i to w tym miejscu zostaje przekonana że są ludzie dobrego serca i ma wielu przyjaciół.

Aleksander Kaczorowski Hrabal- Słodka apokalipsa

Aleksander Kaczorowski „ Hrabal – Słodka Apokalipsa”

Bohumił Hrabal jeden z najwybitniejszych pisarzy czeskich. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie w Pradze, ale pracował fizycznie. W okresie wojny jako magazynier, robotnik kolejowy czy dyżurny ruchu na kolei, po wojnie jako agent ubezpieczeniowy, a następnie jako komiwojażer. W 1949 r. zgłasza się do pracy w hucie Poldi w Kladnie, 1954 r. rozpoczyna pracę jako pakowacz makulatury, dopiero 1962r. zostaje zarejestrowanym pisarzem ( naprawia wolny zawód). 1997 r wypada z okna na piątym piętrze szpitala na Bulovce. Życiowe doświadczenia związane z pracą , obcowanie z bywalcami knajpy, wydarzenia historyczne znajdują swoje odzwierciedlenie w utworach Hrabala. Sławę zyskuje w późnym wieku, głównie na Zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych. Najsłynniejsze dzieła Hrabala m.in. to „ Pociąg pod specjalnym nadzorem”, „ Obsługiwałem angielskiego króla”, „ Czuły Barbarzyńca”, „ Perełka na dnie”. Całe życie Hrabala jest pełne niejasności. Prawda miesza się z nieprawdą. Aleksander Kaczorowski plastycznie przedstawia losy pisarza wnikliwie prezentując rozwój twórczość Hrabal. W tle pojawiają się wątki historyczne(II wojna światowa, Praska Wiosna, Polska w czasach rządów Gomułki) Kaczorowski rekonstruuje biografię pisarza w oparciu o jego twórczość. W książce przytaczane są fragmenty utworów wywiady z przyjaciółmi Hrabala, wspomnienia jego znajomych a także cytaty samego Hrabala. Książka napisana w sposób bardzo oryginalny. W barwny sposób przedstawia życie i twórczość Bohumila Hrabala.

Recenzja książki "Skucha" Jacka Hugo-Badera

Skucha” Jacka Hugo – Badera to opowieść o ludziach, którzy działali w „ Solidarności”, konspirowali, walczyli o wolną Polskę. Autor, nawiązując do znanej powieści Romana Bratnego, nazywa ich Kolumbami rocznik 50, choć znalazł się tu i autentyczny Kolumb z rocznika 20 Mietek Kobylecki. Książka jest głównie zapisem rozmów odbytych z tymi, których Hugo – Bader poznał osobiście w tamtych „partyzanckich” latach, sam bowiem też brał udział w konspiracji.

Skucha” długo się rodziła, powstawała 22 lata, były problemy z wydaniem, kilka miesięcy wstrzymywano ukazanie się jej. Myślę, że pewien chaos kompozycyjny może być tu w pełni uzasadniony tymi problemami i dobrze współgra z poruszanymi zagadnieniami, mnie, a i pozostałym klubowiczom, nie przeszkadzał w lekturze, bolesnej – trzeba to przyznać. Sam autor w jednym z wywiadów mówi, że ta książka musi boleć. Tu zresztą przypominają mi się słowa jednej z moich ulubionych autorek Majgull Axelsson, że „sprawy ważne zwykle są w jakiś sposób bolesne”.

Czyta się więc trochę ze ściśniętym sercem o wojennych i rodzinnych traumach bohaterów i ich bliskich. Niezwykle szczere są tu opowieści Michała Boniego, Macieja Zalewskiego czy Marka (Ewy) Hołuszko. Smutne i gorzkie są rozdziały wypełnione pretensjami do tych, którzy potrafili się lepiej ustawić w wolnej Polsce. Niektórzy z tych przegranych stali się pieniaczami, dalej walcząc, szukając kolejnego wroga.

Nie brak jednak i pięknych przykładów ludzi spełnionych i zadowolonych. Ryszard Satel działający we Wspólnocie Chleb Życia mówi: „nie żałuję ani jednego dnia w swoim życiu”. Tomasz Dangel stworzył Warszawskie Hospicjum dla Dzieci i przyznaje, że „stara się łączyć grecką tradycję kształtowania charakteru z chrześcijańską koncepcją ascezy, a więc z dyscypliną, wyrzeczeniem i rozwojem duchowym”.

Skucha to słowo oznaczające błąd, niepowodzenie, zwłaszcza w jakiejś grze czy zabawie. Bohaterowie tej książki używają go czasem, ale mimo iż taki jest jej tytuł, na pewno nie wynika z niego, że ich działalność można by takim mianem określić. Była ważna i potrzebna, to oni, jak pisze Hugo – Bader „wywalczyli ten kraj”.

Zgodnie, w gronie naszego DKK, uznaliśmy „Skuchę” za bardzo prawdziwą i wartościową lekturę.

Wiesława Kruszek z Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki "Zaskoczony radością" C. S. Lewisa

Clive Staples Lewis jest znany głównie jako autor „Opowieści z Narnii”. Pozostawił też po sobie wiele prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej.

„Zaskoczony radością” ma dopisek „moje wczesne lata” i jak autor zaznacza w przedmowie: ”Książka została napisana po części jako odpowiedź na prośby, bym opowiedział, jak z ateisty stałem się chrześcijaninem…” Tak naprawdę ten temat dominuje w dwóch końcowych rozdziałach, wcześniej mamy bardzo ciekawą opowieść o dzieciństwie i młodości Lewisa. Pokazuje on swoją rodzinę, ojca, matkę, która zmarła, gdy miał 10 lat, brata, z którym tworzył wyimaginowaną krainę Boxen. Obdarzony ogromną wyobraźnią chłopiec nie czuł się dobrze w angielskich szkołach prywatnych. Lewis z perspektywy dorosłego opisuje te placówki, nie szczędząc krytyki. Rozdział przedstawiający pierwszą z nich nosi tytuł „Obóz koncentracyjny”. Jednocześnie docenia to, czego mógł się w nich nauczyć. Z sympatią wspomina niektórych nauczycieli i kolegów.

Wiele miejsca w jego książce zajmują lektury czytane w dzieciństwie i młodości, jest ich bardzo dużo, autor najlepiej się czuł, czytając, chowając się w bibliotece. Pisze o „złotych godzinach spędzanych na czytaniu”. Nie był zwolennikiem grupowych gier sportowych, a sukcesy na tym polu decydowały często o awansie do szkolnych Gwardzistów. Nie czuł się jednak z tego powodu gorszy, co najwyżej narażony był czasem na drobne szykany ze strony kolegów.

Dylematy wieku dziecięcego i młodzieńczego są też u Lewisa związane z problemami wiary. Początkowa żarliwość w modlitwie, wiara w uzdrowienie matki, strach o zbawienie zaczynają ustępować. Rozpoczyna
się okres fascynacji mitologią nordycką, celtycką i grecką, rośnie zainteresowanie teozofią i spirytualizmem. Prowadzi to do utraty wiary, choć jednocześnie pojawia się niekiedy chęć doświadczenia „niezaspokojonego pragnienia, które samo w sobie było godniejsze pożądania niż cokolwiek, co mogłoby je zaspokoić”. Ten stan nazwany przez autora Radością objawi się w pełni, gdy „Bóg dopadnie Lewisa”. Pisze o tym jednak bez patosu, w sposób wyważony i głęboki, w prostych słowach: „Uznałem, że Bóg jest Bogiem, padłem na kolana i zacząłem się modlić”.

„Zaskoczony radością” to piękna i mądra lektura, to książka, którą mogę określić mianem ubogacającej. Czytając, miałam wrażenie uczestnictwa w rozmyślaniach i rozterkach autora, wierzyłam w szczerość jego wyznań. Podziwiałam jego literackie i muzyczne zainteresowania, fascynację Wagnerem, mądre refleksje na temat czytanych lektur.

Książka C.S.Lewisa  może pozwolić samemu doświadczyć „Radości”, nie ma w niej żadnej gotowej recepty na to, jak żyć, jak odnaleźć wiarę. To raczej błądzenie, poszukiwanie drogowskazów, dokonywanie wyborów.

Gorąco polecam „Zaskoczonego radością”.

Wiesława Kruszek
DKK przy PBP w Sieradzu

Usagi Yojimbo

Usagi to cykl komiksów o króliku samuraju (podobnie jak u kaczek – niby zwierzaki, ale jednak ludzie – antropomorfizacja), samotnym „mieczu do wynajęcia”, wędrującym po Japonii w bardzo ciekawym okresie historycznym. Dbałość o szczegóły, zarówno historyczne czy socjologiczne nie powoduje u czytelnika znużenia podczas lektury. Przeciwnie, zachęca go do własnych poszukiwań.

Usagi jest komiksem zachodnim. Przy całej strukturze tła osadzonego w japońskich realiach, sposób narracji, jak i nawiązania czy mrugnięcia do czytelnika mieszczą się w kanonach naszej tradycji (mamy i Godzillę, i żółwie ninja, nie mówiąc o sposobie konstruowania akcji, który przypomina filmy „karate” z lat 80. ubiegłego wieku). Popkultura w pełnej krasie, a jednocześnie interesujący komiks. Jeden z tych, który wywołuje uśmiech na twarzy, wciąga jak bagno i powoduje reakcje w stylu: kurde, jakie to dobre!

Całość: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2019/07/21/usagi-yojimbo/#more-3254

Królewska konna

Po przymiarkach z kontynuacjami (tu i tam) doczekaliśmy się pełnego albumu pod nazwą Królewska konna. Rysował Kiełbus a scenarzystą był Kur. Zanim zacznę krytykować, czas napisać kilka słów o fabule. Fabuła jest iście christowska: mamy klasyczny motyw wędrówki z wykorzystaniem magicznych gadżetów tudzież artefaktów, obowiązkowo pojawiają się Zbójcerze, którzy tradycyjnie przeszkadzają i parę głównych bohaterów, którzy wchodzą w interakcje (takie mądre słowo) z kasztelanem, Lubawą, Łamignatem, Jagą i postacią wokół której kręci się intryga – Salwą, kuzynką Mirmiła (trzeba to podkreślić!). Salwa skrywa również tajemnicę a atmosfera się zagęszcza, gdy Kokosz chce wstąpić do elitarnej jednostki i… pojawia się Czarny Kaptur, złowrogi typ, który… [spoiler alert].

Opowieść jest bardzo fajna, szybko i przyjemnie się czyta. Mamy masę nawiązań, nie tylko dla starych fanów historii Christy! Pojawiają się aluzje do naszej rzeczywistości i mrugnięcia okiem do czytelnika, nie mówiąc o jednej historycznej z przyśpiewką. Wszystko to sprawia, że akcja nie zwalnia. Nie ma przegadanych kadrów. Wszyscy którzy pamiętają Kajka i Kokosza, po lekturze stwierdzą, że to bardzo dobry album. Jednocześnie oddający ducha oryginałów, jak i wnoszący sporo nowych rzeczy.

Całość: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2019/07/19/krolewska-konna/#more-3238

Kolorowa rzeczywistość

Maciej Jasiński, znany w polskim komiksowie scenarzysta ale i badacz (m. in. pozycja o Jerzym Wróblewskim) przygotował dla czytelników i miłośników „dymków” nie lada gratkę. Wyprodukował książkę dotyczącą obrazu PRL w polskim komiksie i nie waham się napisać, że jest to iście naukowa analiza. A przy okazji na pewno dawała dużo przyjemności :)

Autor w krótkich rozdziałach analizuje różne elementy epoki słusznie minionej. Zajmuje się kolejkami, mieszkaniami, wakacjami, kinem (koniki!), wsią, młodzieżą, sportem, wyposażeniem mieszkań, własnymi czterema kółkami, lokalizacjami, alkoholem, problemami dnia codziennego, polityką i religią oraz wydarzeniami realnymi zawartymi w komiksach. Interesujący jest także ostatni rozdział poświęcony odniesieniom do PRL-u we współczesnym komiksie.

 

Komiksy poddane analizie są różne. Mamy zarówno te już mocno trącące myszką i znane raczej koneserom, jak i znane większości pokoleniu wychowanemu w latach 70. czy 80. XX wieku. Nie da się ukryć, że jest to swoista podróż sentymentalna a przy okazji wnikliwe spojrzenie na… propagandę. Nie oszukujmy się, jak prawie wszystko w tamtych czasach, komiks również nie ustrzegł się bacznego oka Saurona cenzora. Najbardziej widać to w „relaksach” i twórczości Jerzego Wróblewskiego.

Całość: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2019/07/15/kolorowa-rzeczywistosc/#more-3219

Recenzja książki "Miasto ślepców"

„…jak u diabła można zarazić się ślepotą, Śmiercią też nikt się nie zaraża, a przecież wszyscy umieramy”. To fragment rozmowy lekarza okulisty, który informuje ordynatora kliniki o groźbie epidemii ślepoty.

Choroba szybko zaczyna się rozprzestrzeniać w mieście bez nazwy, w nienazwanym przez Jose Saramago kraju. Bohaterowie też pozostają anonimowi, to np. lekarz, żona lekarza, pierwszy ślepiec, dziewczyna w ciemnych okularach, zezowaty chłopiec, złodziej, pies pocieszyciel.

„Biała choroba”, jak określi ją jeden z urzędników, bo chorzy widzą biel, zaczyna się rozwijać. Zapadają na nią kolejni ludzie. Władze izolują ich w starym, nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Chorzy szybko zostają pozostawieni samym sobie i niestety, jak często w takich skrajnych sytuacjach się zdarza, w ludziach zaczynają „ budzić się demony”.

Grupka tych, którzy oślepli jako pierwsi, trzyma się razem. Wśród nich jest żona lekarza i to jedyna osoba widząca zdecydowana towarzyszyć swemu mężowi, i tylko on wie, że nie oślepła.

To pokrótce wprowadzenie w fabułę powieści Saramago dającej możliwość różnych interpretacji. Już cytat z Księgi Przestróg będący mottem może być pewną podpowiedzią: „Jeśli masz oczy, patrz. Jeśli widzisz, spostrzegaj”. Czy widząc, nie dostrzegamy innych ludzi, nie zwracamy uwagi na wiele otaczających nas rzeczy i spraw? Może nie potrafimy dokonywać właściwych wyborów, nie umiemy znaleźć właściwej drogi życia? Mówi się często, że ktoś jest zaślepiony żądzą zysku, nienawiścią, pragnieniem zemsty. Używamy określenia „przymknąć na coś oczy”; nie widzieć zła, niesprawiedliwości, oszustwa.

Powieść Noblisty można odczytywać na różne sposoby; niektórzy zobaczą w niej metaforę państwa totalitarnego, inni wizje apokaliptyczne. Dla mnie to przede wszystkim zachwycająca proza zmuszająca do zastanowienia się nad kondycją człowieka i świata, nad pojęciami dobra i zła, to obcowanie z pięknym językiem i ciekawą narracją. Pisarz nie wyróżnia dialogów, włącza je graficznie w tekst. Pozostawia też z pytaniem, kto jest narratorem, czy to ktoś ze ślepców, a może jednak ktoś z zewnątrz, kto zaprasza nas do obserwowania zdarzeń i uruchomienia wyobraźni: „Ciekawe, co się dzieje w środku, nie możemy ryzykować i wedrzeć się do środka, ale od czego wyobraźnia…”

Wyobraźnia daje możliwość zobaczenia rzeczy strasznych, przejmujących i poruszających. Sporo w tekście naturalistycznych opisów związanych z fizjologią człowieka i scen brutalnych. Są jednak i te krzepiące, pokazujące wzajemne oddanie i przyjaźń grupki ślepców. Niewątpliwie jest im łatwiej, dzięki będącej wśród nich żonie lekarza. To jedyna osoba, która nie oślepła. Ona sama wyjaśnia to, mówiąc: „… jestem zwykłym człowiekiem, który widocznie urodził się po to, by dać świadectwo tych wszystkich okropności…” Czy tak należy rozumieć symbolikę tej postaci? Skłaniałabym się do takiej właśnie interpretacji.

Powieść Saramago jest lekturą trudną, czyta się ją z emocjami i w napięciu. Można w niej zobaczyć wiele symbolicznych scen, zdarzeń, osób. Różnie można je odczytywać, stąd też ożywiona dyskusja na naszym spotkaniu DKK. Pani Ola mówiła, że książka to parabola, kazanie i metafora. Pani Eugenia, pracująca z ociemniałymi, dostrzegła w niej warstwę praktyczną, to, jak ślepcy próbowali ułatwiać sobie życie. Pani Ania chciała wyjaśnienia niedomówień i zrozumienia w pełni symboliki powieściowej. Jednak to chyba nie jest możliwe, każdy czytelnik dostrzeże w niej coś innego, zinterpretuje po swojemu, wreszcie, zostanie z pytaniami, i w tym jest wielkość „Miasta ślepców”.

 Wiesława Kruszek - DKK przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu
 
 

Recenzja książki "Merhaba" Witolda Szabłowskiego

Witold Szabłowski jest dziennikarzem i reporterem, Turcję poznał bliżej, studiując i mieszkając tam prawie dwa lata. Można więc uznać, że jego literackie reportaże są wiarygodne i oddają choć w części klimat tego z pewnością ciekawego i zróżnicowanego kraju. Nigdy nie byłam w Turcji, ale dzięki Szabłowskiemu mogłam spróbować wyobrazić sobie to miejsce i jego mieszkańców. Dowiedziałam się wielu ciekawostek o ludziach i obyczajach.

Słownik turecko – polski przeplata się z reportażami, są też czarno – białe fotografie i mapa Turcji. To ułatwia lokalizowanie miejsc, o których pisze autor. Reporterskie pióro Szabłowskiego na pewno zasługuje na uznanie, pisze lekko i swobodnie, często z humorem. Nie stroni od osobistych odczuć i refleksji, jego niebieskie oczy spełniają czasem rolę amuletu, po turecku nazaru, czyli niebieskiej szklanej kuleczki z symboliczną źrenicą w środku. Niby Turcy nie są przesądni, ale nikt nie chce ryzykować.

Relacje Szabłowskiego opierają się w dużej mierze na rozmowach z mieszkańcami dużych miast, takich jak Stambuł, ale i mniejszych miejscowości. Podróżował często autobusami i autostopem, co sprzyjało bezpośrednim kontaktom z życzliwymi i gościnnymi w większości Turkami. Szczególnie podkreśla gościnność Kurdów, którzy pozbawieni własnego kraju czują potrzebę mówienia o tym. Jednocześnie najbardziej przejmujące i wstrząsające są reportaże opowiadające o częstych właśnie wśród tej społeczności morderstwach swych najbliższych, głównie kobiet, a wszystko dla honoru. Trudno uwierzyć, że takie rzeczy mogą mieć miejsce w XXI wieku.

Po przeczytaniu „Merhaby” te historie niestety pozostają w pamięci, takie odczucia mieli wszyscy klubowicze. Na pewno też na uwagę zasługuje reportaż o Ali Agcy, znajdziemy tu rozmowy z jego bliskimi z „miasta moreli”.

Książka Szabłowskiego wprowadza czytelnika również w świat tureckich potraw, m.in. dolmy (ryż zawinięty w liście winogron), patlican ezmesi (bakłażan z jogurtem) i oczywiście iskenderu (kebabu). Dowiemy się sporo o poecie z polskimi korzeniami, Nazimie Hikmecie Borzęckim, o reformach wciąż uwielbianego Mustafy Kemala Ataturka, marzeniach architekta Sinana, polskiej wsi Adampol i o rządach Erdogana.

Merhaba”(po turecku „cześć”) może być pomocna przed wyjazdem do Turcji, pomoże choć trochę poznać ten kraj, wskazać to, co warto wiedzieć wyruszając na ulice, daje możność przyswojenia sobie kilku zwrotów w języku Sulejmana Wspaniałego i jego pięknej Hurrem (naszej rodaczki). Przypominam tu cieszący się wielką popularnością serial „Wspaniałe stulecie”. Jeśli nie mamy w planach wyjazdu do Turcji, warto po prostu usiąść wygodnie i „ruszyć” tam, czytając książkę Witolda Szabłowskiego.

Dziesięć godzin- M. Nurowska

Książka pt. „ Dziesięć godzin” najwybitniejszej polskiej pisarki Marii Nurowskiej to zbiór trzech historii, pierwszy wątek to historia sędziny Małgorzaty, która musi dokonać ważnej decyzji od której będą zależne losy Józefa Piniora. Czytelnik wgłębia się w historię bohaterki przeżywa z nią flustrację, historia ta budzi niepokój. Kobieta podejmuje trudne decyzje każdego dnia nie tylko w życiu zawodowym z racji zawodu sędziego, ale i w życiu prywatnym musi stawiać czoło problemom, skomplikowane życie kobiety daje jej we znaki śmiertelnie chory mąż, dorastająca córka. Natłok problemów pogrąża bohaterkę, lecz na jej drodze pojawia się nieziemsko przystojny mężczyzna, który stawia kobietę w sytuacji bardzo skomplikowanej tu odskocznia od problemów dnia codziennego sprawia iż brnie w wir swej miłości, zostawiając za sobą problemy, ale czy jak zapomnimy o problemach i damy upust emocjom to znikną one z naszego życia? Niestety nie znikną bohaterka podejmie stanie przed podjęciem ostatecznej decyzji. Oczywiście cała ta historia oparta jest na walce dobra ze złem. Drugi wątek tak w kilku słowach jest pewną historią dotyczącą Prezesa. Z kolei trzeci wątek historii dotyczy sił nieczystych loży diabelskiej. Tak jak w Mistrzu i Małgorzacie do Warszawy przybywa Woland i jego świta wszystko jest po to aby namieszać w planach i rozliczyć partię rządzących, okazuje się iż większość błędów popełnianych sugeruje diabelską siłę i sieć, przy pomocy Wolanda, Fagota, Assasello i Behemota autorka demaskuje i wyszydza głupotę i różne zależności polityków. Najciekawszym wątkiem tej historii był wątek diabelski, natomiast historia Małgorzaty to opowieść o nieszczęśliwej kobiecie, natomiast wątek Prezesa nie wzbudza emocji. Książka jest godna polecenia i przeczytania.

Niechciana prawda - A. Kołakowska

Powieść Agaty Kołakowskiej pt. „ Niechciana prawda” przedstawia obraz współczesnej rodziny na pozór szczęśliwej i kochającej, małżeństwo to również osoby pracujące zaradne życiowo, Marek jest prawnikiem natomiast żona jego Beata jest szczęśliwą matką, żoną i tak wspaniale organizującą czas, iż prowadzi własną dobrze prosperującą kwiaciarnię. Życie Beaty współczesnej kobiety układa się pomyślnie, rodzina ta jest dobrze usytułowana i nic w niej nie brakuje, lecz niestety pewnego dnia jak grom z jasnego nieba kobieta odkrywa niechcianą prawdę. Życie i sielanka rodziny rozsypuje się jak domek z kart, Beata jest zdradzana upokarzana przez osobę wartościową jaką dotychczas był jej mąż Marek. Kobieta odczuwa poczucie upokorzenia, a zarazem niedowierzanie które rysuje jej mąż staje się prawdziwe, dowiaduje się że ma on romans choć Beata spodziewać by się mogła że jest to zapewne piękna kobieta odkrywa zupełnie krzywą prawdę iż jej małżonek ma romans ale z mężczyzną. Nie potrafi poukładać swych myśli w głowie  czuje się podwójnie upokorzona. Tak silna kobieta jaką jest Beata wie że za wszelką cenę będzie musiała stawić czoło przeciwnością losu i z uporządkowanego życia które runęło jak domek z kart musi zbudować nowe życie dla siebie i syna. Beata ma najtrudniejszą drogę musi tę prawdę przekazać swemu synowi, obawia się że sytuacja która ma miejsce diamentralnie zmieni ich życie i tak się też staje. Po załamaniu nerwowym młodej kobiecie pojawia się światło w tunelu jakim jest Bartek, który wyrywa z opresji zdesperowana kobietę i uzmysławia że życie nie kończy się w takich momentach że jest to szansa na inne i lepsze życie. Zdesperowana mężatka postanawia spróbować iść tą drogą i budować nowe życie. Powieść autorki jest tematem tabu, który przejawia się na przestrzeni dziejów i nagle jest on taki żywy.  Autorka porusza trudne tematy nie idzie na łatwiznę. Książka jest dobrze napisana.

Recenzja książki "Skoruń"

Debiutancka książka Macieja Płazy zawiera siedem opowieści połączonych postacią narratora, tytułowego skorunia. Słowo to oznacza lenia i nicponia, choć można dyskutować, czy naprawdę bohater zasługuje na to określenie. Pracuje przecież ciężko, pomaga rodzicom, opuszcza za ich przyzwoleniem lekcje, a jego wybryki nie są groźne i przystają do typowych chłopięcych psot.

Tak się jednak przyjęło i wszyscy, łącznie z rodzicami, nazywają go skoruniem. Chłopiec mieszka w niewielkiej wsi w Sandomierskiem, nad Wisłą; są lata osiemdziesiąte XX wieku. Ojciec skorunia jest nauczycielem, sadownikiem, konstruktorem różnych maszyn mających usprawnić pracę w gospodarstwie, głównie w sadzie i ogrodzie. Matka, była pielęgniarka, zajmuje się domem. Relacja rodziców z synem jedynakiem jest tu pokazana dość specyficznie, nie ma w niej za wiele miłości i serdeczności. Opiera się głównie na dyscyplinie i posłuszeństwie.

Chłopiec żyje jakby w swoim świecie, ma dużą wyobraźnię, lubi przysłuchiwać się różnym opowieściom, które niekiedy ożywają w nim, „widzi” np. przeprawę niemieckich żołnierzy po skutej lodem Wiśle. Nawiązuje szczególną relację z cierpiącą na demencję dawną dziedziczką Siekierską, wymykając się nocami z domu, by pobyć z nią, mieszkającą samotnie w zrujnowanym dworze. Nie bardzo wie, co go tam ciągnie: „czy litość, choć niby nie litowałem się nad nią ani trochę, czy to, że mnie jesienią tak dziwnie usynowiła, czy może jak ścierwojad czyhałem na jej umarcie”.

Jak już wspomniałam, skoruń potrafi słuchać uważnie, interesują go sprawy minione, chce poznać przyczynę ciągłych waśni między ojcem i jego bratem Bogdanem. W najdłuższym opowiadaniu pt. „Bracia” sąsiad Józef wtajemnicza go w historię konfliktu. Jest tutaj niezwykle prawdziwa i oddziałująca na wyobraźnię czytelnika opowieść o groźnej powodzi sprzed lat. Plastyczne opisy żywiołu pustoszącego wieś Czaple na długo pozostają w pamięci.

Piękne i barwne opisy to obok języka wielka zaleta prozy Macieja Płazy. Nasłonecznione jabłka, morele i inne owoce wydają się bliskie na wyciągnięcie ręki, aż chciałoby się je zrywać, pamiętając jednak, że „Jabłko należy chwycić delikatnie, z szacunkiem, jak jajko. Nie ściskać, tylko ująć, podtrzymać u dołu małym palcem, palec wskazujący oprzeć o ogonek i na tej dźwigience przechylić je jednym ruchem…”

Czuje się też niemalże smak moreli, ich sok ma „gęstość miodu”. Wspaniałe są opisy kwietnych klombów pielęgnowanych przez matkę skorunia. Ma się wrażenie uczestniczenia w przebieraniu jabłek, kąpielach w Wiśle, rozbijaniu cyrkowego namiotu czy rozmowach w Starym Domu.

Wszystko zaś opowiedziane jest barwnym, bogatym, poetyckim, chwilami dosadnym językiem stylizowanym gwarowo. Czyta się te sformułowania: „tydzieńś, „robotęśmy mieli” „jabłkaśmy zrywali”, „takśmy”, by samemu zacząć myśleć: „Książkęśmy przeczytali, by o niej porozmawiać na spotkaniu DKK”.

Warto sięgnąć po debiut Macieja Płazy, a potem i po jego najnowszą powieść „Robinson w Bolechowie”.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Recenzja książki "Komeda. Osobiste życie jazzu"

Recenzja książki Magdaleny Grzebałkowskiej „Komeda. Osobiste życie jazzu”

Magdalena Grzebałkowska napisała kolejną świetną książkę. Tym razem o Krzysztofie Komedzie, ale nie tylko; dopisek „osobiste życie jazzu” podpowiada, że będzie i o jazzie, i to sporo. Ten rodzaj muzyki, obok filmowej, tworzył bohater książki, którego autorka, a z nią i czytelnik, próbuje poznać bliżej. Nie jest to łatwe, bo był raczej skryty, nie zostawił po sobie zbyt wielu zapisków, no i od jego śmierci upłynęło prawie pięćdziesiąt lat.

Grzebałkowska dociera do różnych osób, które znały Komedę, rozmawia z muzykami, z Janem Ptaszynem Wróblewskim, Wojciechem Karolakiem, Maciejem Suzinem i wieloma innymi. Znajduje archiwalne wydania magazynu „Jazz”, „Jazz Forum” i „Ruchu Muzycznego”, szuka, tropi, jeździ za granicę.

Cierpliwie „buduje” portret twórcy „Kołysanki”, odtwarzając przy okazji kolorowe życie artystów w szarych i siermiężnych czasach PRL-u. Barwne pochody uliczne przy okazji festiwali, słuchanie stacji zagranicznych, zdobywanie płyt, pierwsze wyjazdy zagraniczne pokazują, że dla młodych ludzi liczyła się przede wszystkim muzyka i poczucie wolności, jakie dawał jazz.

Grzebałkowska przytacza relacje z pierwszych festiwali, Zaduszek jazzowych, Jam – Session, koncertów w klubach studenckich. Szuka swojego bohatera, który „był zawsze gdzieś z boku, osobny”. Idzie jego śladem, zatrzymuje się na najważniejszych etapach jego życia. Zastanawia się, czy ukończenie studiów medycznych, mimo już wówczas wyraźnych zainteresowań muzycznych, było spełnieniem marzeń jego matki.

Pokazuje relacje z żoną Zofią, coraz trudniejsze z czasem. Odwołuje się do jej książki „Nietakty. Mój czas, mój jazz”, która do tej pory była głównym źródłem informacji o Komedzie. Weryfikuje niektóre prawdy tam przedstawiane, m.in. podaje inną wersję wypadku Komedy w oparciu o relację ostatniego świadka tamtych zdarzeń.

Układ książki wyznaczają kolejne rozdziały odliczające pozostałe Krzysztofowi Komedzie lata. Na początku nawet trudno się zorientować, co oznaczają 38, 23, 21, dopiero za chwilę przychodzi refleksja, że to czas, który pozostał twórcy „Crazy girl”. Jeszcze 4, 2 , osiem miesięcy… znane zdjęcie z Hłaską,  które Henryk Grynberg opisał w „Uchodźcach”: „Hłasko (…) obejmuje ciężkim ramieniem szlachetną szyję Komedy (…). Jego miękkie, bujne loki połyskują jak złoto, choć zdjęcie jest czarno-białe.”

„Komeda. Osobiste życie jazzu” to niezwykła książka, dzięki której można poznać bliżej wspaniałego muzyka i kompozytora, twórcę ścieżki dźwiękowej do sześćdziesięciu jeden filmów i wielu pięknych kompozycji jazzowych.

Myślę, że książka Grzebałkowskiej zachęci też do posłuchania muzyki Komedy; ballady „Nim wstanie dzień” z filmu „Prawo i pięść”, niezapomnianej „Kołysanki” z filmu „Rosemary’s Baby”, „Astigmaticu”, „Crazy girl” i wielu innych.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Temat na pierwszą stronę

 

Książka przedstawia postać  Pana Colonna  głównego bohatera powieści, starzec nieradzący sobie w życiu nie dokonuje żadnych spraw , które mogłyby zmienić jego dotychczasowe życie. Niespodziewanie pojawia się na jego drodze nijaki Simei, który w roku 1992 r składa pewną dość ciekawą propozycję. Czy będzie to przełomowym wydarzeniem w życiu starca?. Przez rok Colonna ma być świadkiem przygotowań do publikacji pierwszego numeru nowego dziennika, a potem opisać je w książce, jego relacja nie musi ściśle trzymać się faktów, jako że  ów dziennik „ gotowy mówić prawdę o wszystkim”. Świetnie zdając sobie sprawę z oszustwa, decyduje się wziąć udział w eksperymencie i odegrać powierzoną mu rolę.  Poznaje barwną i dość przypadkowo  dobraną grupę dziennikarzy „przyszłej gazety” .  Jest wśród nich inteligentna trzydziestoletnia Maia Fresia  której wejście wżycie Colonny ma nieoczekiwane i całkiem miłe konsekwencje.  Jest wyspecjalizowany w zadaniu głupich pytań Cambria, powiązany z tajnymi służbami Lucidi, a także Braggadocio , wzorowy dziennikarz śledczy, nieustannie  tropiący rozmaite afery i spiski.

Recenzja książki "Saga, czyli filiżanka, której nie ma" Cezarego Harasimowicza

Recenzja książki Cezarego Harasimowicza „Saga, czyli filiżanka, której nie ma”

Kolejna saga rodzinna, tym razem Cezary Harasimowicz, scenarzysta, aktor, pisarz i dramaturg próbuje odtworzyć losy przodków. Koncentruje się głównie na rodzinie ze strony matki, której poświęca swoją książkę.

Krystyna Królikiewicz niewiele może mu pomóc, ma prawie 96 lat (umrze niespełna dwa miesiące po zakończeniu sagi) i „pomału zaprzyjaźnia się z równoległym światem”. Autor wykorzysta fragmenty jej wspomnień. Sięgnie także do trzech książek napisanych przez jego dziadka.

Matka i jej ojciec, dziadek Harasimowicza, Adam Królikiewicz, są dominującymi postaciami sagi. Harasimowicz zaczyna swoją podróż w czasie od zdjęcia zrobionego we Lwowie w 1906 roku, jest na nim 10-osobowa rodzina Królikiewiczów – rodzice i ośmiu synów. Jeden z nich to właśnie Adam, przyszły znakomity jeździec, legionista, major, zdobywca wielu nagród i medali w zawodach jeździeckich, a także w igrzyskach olimpijskich.

To barwna postać, w zbiorach rodzinnych zachowało się wiele zdjęć i pamiątek od ważnych postaci okresu międzywojennego: zdjęcie marszałka Piłsudskiego z odręczną dedykacją dla majora, papierośnica od prezydenta Wojciechowskiego, zdjęcie z wizyty u prezydenta Mościckiego. Adam Królikiewicz był też przedstawiony Hitlerowi w czasie Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Powołanie się na ten może niezbyt chlubny fakt uratuje życie jego córce w czasie II wojny światowej.

Krystyna Królikiewicz stanie się główną postacią drugiej części książki: aktorka, piękna kobieta, sanitariuszka w czasie powstania warszawskiego, przeżyła, jak ujmuje to autor, „wszystkie epizody przypisane pokoleniu Kolumbów”.

Sporo miejsca poświęca też Harasimowicz Tomisławie Lilienstern, babci Muszce wywodzącej się z żydowskiej rodziny. Udało mu się nawet odszukać w lubelskiej gazecie nekrolog pradziadka Markusa Liliensterna.

Fragmenty artykułów prasowych również znajdą się w sadze, wyróżnione kursywą wzbogacają wiedzę o Polsce z różnych lat, życie bliskich autora przypadło przecież na czas wielu znaczących wydarzeń, takich jak choćby odzyskanie niepodległości, zamach majowy, wizyta Piłsudskiego w Grudziądzu, pogrzeb Słowackiego.

Chcąc przybliżyć czytelnikowi losy swoich przodków, autor beletryzuje wiele scen, tworzy dialogi, które mogły mieć miejsce. Aranżuje je, „przymrużając oczy”, „uruchamiając własną „aplikację” pamięci”. Przenosi się w czasie, towarzysząc swoim bohaterom. Dla mnie jest tych zabiegów trochę za dużo, wolałabym koncentrowanie się na faktach. Fabularyzowane scenki wypadają czasem nieco infantylnie, np. wizyta Krysi z dziadkami u dentysty.

Cezary Harasimowicz jest jednak scenarzystą, stąd spróbował spojrzeć na dzieje swojej rodziny i okiem filmowca, a także pisarza. Cóż, losy Królikiewiczów pewnie nadawałyby się na ekran i na powieść. Myślę, że warto tymczasem sięgnąć do „Sagi, czyli filiżanki, której nie ma” i „zanurzyć się” w miniony czas. Książka daje także okazję do zadumy nad losem swoich rodzin, do przejrzenia starych zdjęć, a może i do spisania jej dziejów.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Okrążyć słońce

 

Książka  Paula McLain pt. Okrążyć słońce,to oparta na faktach historia Beryl  Markham. Akcja tej powieści toczy się w Afryce w latach 20. XX wieku. Jako trzy letnia dziewczynka przyjeżdża do Kenii wraz z matką, starszym bratem  i ojcem, który otwiera hodowlę koni. Matka nie wytrzymuje w tych spartańskich warunkach, zabiera syna i wraca do kraju. Ojciec i Beryl zaczynają życie od nowa wśród nieznanego im otoczenia i społeczności. Dziewczynka wychowuje się w dużej mierze w męskim towarzystwie. 

Beryl szybko wyrasta na niezależną i silną kobietę. Staje się kobietą która zdobyła licencję pilota i licencję tresera koni. Uwikłana w liczne skandale i miłosną relację. 

Okrążyć słońce to poruszająca opowieść, która zachwyci nie jednego czytelnika.

Recenzja książki "Krótka historia o długiej miłości"

Recenzja książki Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz – Oboładze „Krótka historia o długiej miłości”

Poznali się w grudniu 1947 roku w więzieniu mokotowskim przy ulicy Rakowieckiej, pawilon XI – Wiesława Pajdak „Mała” i Jerzy Śmiechowski „Ju”. Siedzieli w sąsiednich celach i porozumiewali się alfabetem Morse’a. Tak zaczęła się historia ich miłości. Potem pisali do siebie listy. Swoje głosy usłyszeli w więzieniu w Grudziądzu, gdzie Jerzy odwiedził ukochaną, by ustalić szczegóły ślubu. Zawarli go w kwietniu 1953 roku w tymże więzieniu, widząc się wtedy po raz pierwszy. Od maja tego roku byli już razem i tak przez następne 55 lat.

Ich historię poznajemy w książce Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz –Oboładze głównie dzięki listom, które pisali do siebie przez sześć lat. To one zajmują najwięcej miejsca. Mała i Ju piszą o miłości i tęsknocie, podtrzymują się na duchu. Te listy są dla nich na pewno niezwykle istotne, jednak, kiedy czyta się kolejny raz właściwie te same wyznania, zaczyna się odczuwać znużenie. W dodatku niektóre zwroty brzmią trochę infantylnie: maleństwo, dzieciątko, oczęta.

Chciałoby się poznać bliżej tło tej opowieści, jednak jest ono zarysowane w niewielkim stopniu, komentarze autorek są skromne. Dziwi obszerna bibliografia – sześć stron! Nie ma ona przełożenia na treść, nie dowiemy się tu za wiele np. o realiach życia w więzieniu.

Słowo „krótka” w tytule brzmi bardzo dosłownie, książka ma 188 stron, z czego sześć stron to wspomniana już bibliografia, prawie trzy strony podziękowań, kilkucentymetrowe odstępy między fragmentami tekstu, duża czcionka. Są jeszcze zdjęcia i kalendarium, które w sumie powtarza wcześniejsze treści.

Historia Wiesławy i Jerzego Śmiechowskich to dobry materiał na reportaż, prasowy czy radiowy. Książka pozostawia niedosyt, czuje się, że czegoś zabrakło. Może należało opowiedzieć, jak wyglądało dalsze życie tej pary w niełatwych przecież latach. W dodatku byli przecież więźniami politycznymi, na pewno miało to wpływ na ich losy.

Można przeczytać tę opowieść, bo nie zajmie to za dużo czasu, ale nie jest to lektura, którą chciałoby się polecić.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

 

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi