Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Recenzje czytelników klubów DKK

Recenzja książki "Krótka historia o długiej miłości"

Recenzja książki Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz – Oboładze „Krótka historia o długiej miłości”

Poznali się w grudniu 1947 roku w więzieniu mokotowskim przy ulicy Rakowieckiej, pawilon XI – Wiesława Pajdak „Mała” i Jerzy Śmiechowski „Ju”. Siedzieli w sąsiednich celach i porozumiewali się alfabetem Morse’a. Tak zaczęła się historia ich miłości. Potem pisali do siebie listy. Swoje głosy usłyszeli w więzieniu w Grudziądzu, gdzie Jerzy odwiedził ukochaną, by ustalić szczegóły ślubu. Zawarli go w kwietniu 1953 roku w tymże więzieniu, widząc się wtedy po raz pierwszy. Od maja tego roku byli już razem i tak przez następne 55 lat.

Ich historię poznajemy w książce Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz –Oboładze głównie dzięki listom, które pisali do siebie przez sześć lat. To one zajmują najwięcej miejsca. Mała i Ju piszą o miłości i tęsknocie, podtrzymują się na duchu. Te listy są dla nich na pewno niezwykle istotne, jednak, kiedy czyta się kolejny raz właściwie te same wyznania, zaczyna się odczuwać znużenie. W dodatku niektóre zwroty brzmią trochę infantylnie: maleństwo, dzieciątko, oczęta.

Chciałoby się poznać bliżej tło tej opowieści, jednak jest ono zarysowane w niewielkim stopniu, komentarze autorek są skromne. Dziwi obszerna bibliografia – sześć stron! Nie ma ona przełożenia na treść, nie dowiemy się tu za wiele np. o realiach życia w więzieniu.

Słowo „krótka” w tytule brzmi bardzo dosłownie, książka ma 188 stron, z czego sześć stron to wspomniana już bibliografia, prawie trzy strony podziękowań, kilkucentymetrowe odstępy między fragmentami tekstu, duża czcionka. Są jeszcze zdjęcia i kalendarium, które w sumie powtarza wcześniejsze treści.

Historia Wiesławy i Jerzego Śmiechowskich to dobry materiał na reportaż, prasowy czy radiowy. Książka pozostawia niedosyt, czuje się, że czegoś zabrakło. Może należało opowiedzieć, jak wyglądało dalsze życie tej pary w niełatwych przecież latach. W dodatku byli przecież więźniami politycznymi, na pewno miało to wpływ na ich losy.

Można przeczytać tę opowieść, bo nie zajmie to za dużo czasu, ale nie jest to lektura, którą chciałoby się polecić.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

 

Szmaragdowa tablica. C. Montero

Akcja  powieści rozgrywa się w Madrycie na początku XXI wieku.Przedstawia w niej  kobietę  Ane, która pracuje w Muzeum  Prado.  Wiedzie spokojne życie u  boku bogatego niemieckiegokolekcjonera dzieł sztuk.  Pewnego dnia Konrad otrzymuje list który został napisany podczas   II wojny Światowej, w którym naprowadza go na  ślad tajemniczego obrazu  Astrologzostał on przypisany niejakiemu Giorgionemu  malarz epoki renesansu. Konrad zachwycony wielką wartością tego dzieła przekonując Anę żeby zajęła się poszukiwaniem tego dzieła. Dzięki swojemu śledztwu Ana poznaje zawiłe losy rodziny od pokoleń strzeżąca Astrologa.                                                                                          

Recenzja książki "Romans prowincjonalny i inne historie" Kornela Filipowicza

Proza Kornela Filipowicza przeżywa swój renesans.  Mało znany pisarz powrócił najpierw jako wieloletni partner Wisławy Szymborskiej za sprawą wydanego w 2016 roku wyboru listów obojga pt. „Najlepiej w życiu ma twój kot”. W kolejnym roku ukazał się wybór jego  opowiadań „Moja kochana, dumna prowincja” w opracowaniu Joanny Sobolewskiej. W 2018 roku Wojciech Bonowicz przygotował jego teksty o miłości – to „Romans prowincjonalny i inne historie”.

Mnie zachwycił już ten pierwszy wybór. Zapragnęłam poznać kolejne utwory tego niesłusznie zapomnianego twórcy, uważanego przez wielu historyków literatury za mistrza opowiadania. Ucieszyłam się, gdy okazało się, że „Romans prowincjonalny i inne historie” będzie omawiany w ramach naszego DKK.

W wyborze dokonanym przez Bonowicza znalazły się dwie mikropowieści i piętnaście opowiadań. Wspaniałe klimatyczne historie zatrzymują w czasie pozornie błahe zdarzenia, „wspomnienia są słodkim pokarmem”, coś dzieje się „między snem a snem”. Właściwie to dzieje się niewiele i w tym jest cały urok.

Jan czeka na Lenę, coś ważnego dla tych dwojga rozgrywa się między przyjazdem i odjazdem pociągu, w ciągu siedmiu dni i nocy. Mężczyzna zastanawia się, czy to, co przeżyli oboje „przeistoczy się w coś niematerialnego (…) co będzie trwało długo, całe życie, a może całą wieczność?” Opowiadanie ma tytuł „Spotkanie i rozstanie”, jednak rozstanie zdaje się tu być tylko chwilowe, a  miłość ma szanse trwać.

Takich złudzeń nie ma Elżbieta z „Rozstania”, jej piękne wyznanie obrazujące dwa lata znajomości i chęć zatrzymania ukochanego nie powiodły się, bo „nowe uczucie było silniejsze, szło niepowstrzymanie jak burza”.

Z kolei Elżbieta z mikropowieści „Romans prowincjonalny” nie ma żadnych oczekiwań, decydując się na krótką przygodę erotyczną z poetą mającym w jej miasteczku spotkanie autorskie. Próbuje w ten sposób zbuntować się przeciwko nudzie i stagnacji małomiasteczkowego środowiska. To bardzo ciekawie pokazana postać, dziewczyna, która sama ponosi odpowiedzialność za swój romans, zaś stołeczny poeta niestety wykorzystuje go jako temat swojego utworu.

Bohaterowie opowieści Filipowicza to często mieszkańcy prowincji, której pisarz był niezrównanym piewcą. Opisy miejsc budzą tęsknotę za światem, którego już właściwie nie ma, krajobraz opisywanych miejsc zmienił się, zmienili się ludzie. Jan z opowiadania „Po trzydziestu latach” przeniesie się we wspomnieniach do lat młodości, doświadczy obecności dziewczyny, którą kochał i gdy zobaczy ją starszą o 30 lat, szybko zrezygnuje z dalszego pobytu w mieście, bo „otworzyła się przed nim otchłań czasu” i „w tę przepaść waliły się wszystkie wspomnienia, wzruszenia i starte na proch obrazy”.

O wspomnieniach bardzo pięknie pisze Filipowicz, m.in. podkreśla to, że „dzięki nim możemy żyć nie tylko tym, co jest i będzie, ale także tym, co było”. Potrafimy przywołać miejsca i ludzi, których już nie ma. Mnie w tym zbiorze chyba najbardziej urzekło opowiadanie „Fizjologia”, w którym pisarz wspomina Marię, to zmarła przedwcześnie jego pierwsza żona, malarka Maria Jarema. Próbuje zatrzymać w czasie stolik kawiarniany, dwie filiżanki, twarz Marii, jej sylwetkę, słowa, plany, marzenia…

Kornel Filipowicz pozwala spokojnie zadumać się nad światem; sprzyja temu nieśpieszna narracja jego utworów, rozbudowane opisy, zatrzymywanie się na wielu zwyczajnych, prozaicznych czynnościach wykonywanych przez bohaterów, na ich przeżyciach. Bardzo polecam lekturę tych utworów, warto też obejrzeć film z 1976 roku zrealizowany według mikropowieści „Romans prowincjonalny”.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Ogień i krew

Dzieje Targaryenów od podboju Westeros to temat samograj. Jak chyba większość fanów wolałbym dostać zakończenie Pieśni Lodu i Ognia, niemniej jak się nie ma co się lubi… Martin z powodzeniem odnalazł się w estetyce kronikarskiej, bo właśnie formę zapisków maestra przybrała jego najnowsza książka. Brakowało mi co prawda soczystych dialogów, które zawsze były mocną stroną autora, dostajemy w zamian za to szczegółowy opis dworskich intryg i poplątanej genealogii rodu Targaryenów oraz części wielkich rodów Westeros. W koligacjach rodzinnych łatwo się pogubić, ale zawarto w nich wskazówki i tropy, które wiążą się z wydarzeniami z Pieśni. Myślę, że „Ogień i Krew” mogą z powodzeniem przeczytać osoby zupełnie nie obeznane z wcześniejszymi książkami Martina, jednak dopiero jako uzupełnienie Sagi sprawdzi się zdecydowanie lepiej. Przydatna może być też znajomość „Świata Lodu i Ognia”, rozwinięto tu napomknięte w tamtej pozycji wątki (chociażby żony Maegora).

Całość recenzji: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2018/12/07/ogien-i-krew-czesc-i-george-r-r-martin/

7EW

Księżyc rozpada się na 7 części. Szybko okazuje się, że skutki tego zdarzenia będą dla mieszkańców Ziemi katastrofalne. Ludzkość przygotowuje garstkę swych przedstawicieli do wysłania w kosmos, by tam mogła przetrwać, odrodzić liczebnie, rozwinąć i wrócić na swoją planetę w odległej przyszłości. „7EW” Neala Stephensona to powieść o końcu świata i tym, co po następuje po nim.

Jest to hard sci-fi w starym stylu, co dla mnie oznacza śmiałe wizje przyszłości, podziw dla człowieka oraz nauki. Stephenson przedstawia w swojej książce świat u progu katastrofy, by później szczegółowo relacjonować próby przetrwania ludzkości i odnalezienia się w nowym świecie. Z tym że jest to spojrzenie zimne i oddalone, globalne – niewiele tu rozterek i emocji, indywidualizmu. Bohaterowie są ledwie zarysowani i dość archetypiczni (odważni dowódcy, śmiały milioner-wizjoner-indywidualista, porywcza inżynier, czy opanowany naukowiec), brakuje ich przekonujących sylwetek, a przeżywane przez nich dramy raczej słabo oddziałują na czytelnika. Z drugiej jednak strony – wydaje mi się że rzeczywistym bohaterem jest tu ludzkość, najważniejszy jest jej dorobek intelektualny i to on pozwala na przetrwanie. Gdy w działania bohaterów wkrada się nieracjonalność, losowość czy porywczość – nieszczęście gotowe. Kosmos u Stephensona to miejsce gdzie trzeba myśleć klarownie i racjonalnie.

Całość recenzji:

https://pbp.sieradz.pl/kmf/2018/12/03/7ew-neal-stephenson/

" Świat dla Ciebie zrobiłem|"- Papużanka Zośka

Książka pt. „ Świat dla ciebie zrobiłem” to zbiór dwunastu  krótkich opowiadań, których fundamentalnym tematem są relacje międzyludzkie, a właściwie ich niemożność. Autorka opowiada o różnorodności świata, oraz jak skomplikowane bywają relacje ludzi zasiedlających świat. Istotne jest tu opowiadanie „ 212” o drugim człowieku, które pokazuje jakim wyzwaniem w otoczeniu jest człowiek dla człowieka. Papużka niejednokrotnie także wraca do relacji rodzinnych i sposobie komunikowania się. Autorka zagłębia  temat jacy my jesteśmy względem siebie samych, oraz jak bardzo możemy być zagadkowi, ale także oswojeni we własnych potrzebach. Opowiadania te są powiązane jedną fabułą sprawami które nas otaczają, stwarzają pewne bariery w komunikowaniu się wzajemnie. Papużka opowiada o wszystkim tym co nas dręczy i zachwyca, choć niczego nie chce nam narzucić, nikogo nie krytykuje, przyjemna książka o czasami nie przyjemnych sprawach. Można by odnieść wrażenie że czytając wgłębiamy się w dane sytuacje bohaterów, podglądając ich lecz nie oceniając łączymy się z nimi w ich życie i relacje.

Kapitan Szpic i Wielki Cyrk

Artur Ruducha jest znany m.in. z hołdu dla Tadeusza Baranowskiego. Hołdu udanego i zabawnego :) Wiadomo było, że na hołdzie się nie skończy! I mamy do czynienia z początkiem (?) nowego cyklu. Przed nami – Kapitan Szpic i Wielki Cyrk.

Jak przystało na cyrk akcja komiksu rozgrywa się wszędzie i nigdzie, chociaż z pewnością są to polskie realia. Współczesne, o czym świadczą różne nazwy (Flakoliada) i gadżety (smartfony). Pomimo gadżetów mamy wrażenie, że odbywamy podróż w czasie… Zachowania, postacie i sam tok narracji podsuwa nam skojarzenia z… tak! prawidłowo kojarzycie – jest to parodystyczny hołd dla Kapitana Żbika, o czym świadczy kilka elementów, nie trzeba się specjalnie starać, żeby to wyłapać czy być zgredem 40+, w końcu mrugnięcie okiem do czytelnika nie musi być specjalnie kłopotliwe dla naszego umysłu. Uważni czytelnicy wyłapią również i Tytusa -> czok, czok, kozaczok.

Cóż zatem mamy? Okładkę (przód i tył), „moralizatorską” akcję śledczą, pomocnika kapitana Szpica, przerobionego zwierzchnika – naprawdę ta postać jest moim faworytem: mowa oczywiście o pułkowniku Czekoladce! Jak przystało na porządne nawiązania do oryginału, czyli Żbika, są i szpiedzy, i kobiety, jak i obowiązkowi harcerze. Przyznaję, że nieco obawiałem się pogmatwania wątków i lekkiej niestrawności wizualno-odbiorczej, ale autorzy zgrabnie wybrnęli z pułapki mieszania dwóch systemów walutowych i zaserwowali nam zwariowaną opowieść z mnóstwem żartów słownych.

Całość recenzji: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2018/11/19/kapitan-szpic-i-wielki-cyrk/

Recenzja książki "Śpiąca Alicja" Judith Hooper

Bohaterka powieści, Alicja James, jest autentyczną postacią, przedstawicielką sławnej bostońskiej rodziny. Jej brat, Henry, to autor m.in. „Bostończyków” i „Portretu damy”, z kolei William zasłynął jako psycholog i filozof.

Żyjąca w drugiej połowie XIX wieku (1848 – 1892), zmarła przedwcześnie, Alicja zdecydowanie wyprzedza swoją epokę i nie pasuje do typowego obrazu kobiet tamtego okresu. Chce zdobywać wiedzę, kształcić się, dyskutować na różne tematy, a nie robić słodkie miny do mężczyzn, licząc na szybkie zamążpójście. Denerwują ją wszelkie ograniczenia wynikające z tego, że jest kobietą. Zazdrości braciom, którzy mogą się zajmować ważnymi kwestiami pozostającymi również w kręgu jej zainteresowań.

Niestety aktywność Alicji jest też ograniczona z powodu problemów zdrowotnych, nie do końca zdiagnozowanych. W książce Judith Hooper, opartej na pamiętnikach Alicji opublikowanych prawie czterdzieści lat po jej śmierci, poznajemy bohaterkę już praktycznie przykutą do łóżka w londyńskim pensjonacie i razem z nią „osuwamy się na powrót w przeszłość”.

Zdana na opiekę pielęgniarki, z daleka od swoich bliskich, poróżniona z ukochanym bratem Williamem, odbywa Alicja podróże w czas miniony. To dzięki nim czytelnik może poznać wcześniejsze lata jej życia, pierwsze symptomy choroby objawiające się krótkimi omdleniami, które były, jak to określa bohaterka, „bramą do innego świata”.

Wspomnienia Alicji odkrywają jej bogaty świat wewnętrzny, inteligencję, wrażliwość i oczytanie. Spędzając dużą część życia w łóżku, czytała książki, gazety, rozmawiała  z tymi, którzy ją odwiedzali i prowadziła ożywioną korespondencję. W powieści są fragmenty wielu listów, głównie jej braci.

Alicja James nie budzi we mnie, a i inni klubowicze też to przyznali, współczucia, dominuje tu podziw dla niej. Ona sama też nie jest typem cierpiętnicy, wręcz przeciwnie, często z humorem, a nawet z ironią mówi o swoich przypadłościach: „Ale nie będę się nad sobą użalać, gdyż znudzę nawet samą siebie”. Czytelnik też nie nudzi się ani przez moment, bo nieustannie poznaje nowe fakty z życia Alicji, jej rodziny, przyjaciół, historie jej intymnych związków z Sarą Sedgwick i Katherine Peabody, opowieści o wyprawach do Europy.

Powieść przybliża także czasy, w jakich żyła bohaterka, pokazuje zakłamanie i obłudę tzw. wyższych sfer. Ktoś taki jak Alicja może być dla otoczenia „źródłem nieustającego rozczarowania”, nie przystaje do obrazu dobrze wychowanej panienki, próbuje się tylko czasem ukrywać pod taką maską.

Pozostaje żałować, że Alicja James urodziła się za wcześnie, dziś mogłaby na pewno żyć inaczej, kształcić się, być aktywną, no i wreszcie zdiagnozowano by jej chorobę. A co właściwie dolega bohaterce książki? Tego nie będę zdradzać, proszę przeczytać „Śpiącą Alicję”. To bardzo interesująca powieść o fascynującej kobiecie.

 

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Zakończenie fantastycznej historii. Recenzja powieści Andrzeja Sapkowskiego pt. Lux perpetua

Tom trzeci trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego pt. Lux perpetua to znów rewelacyjna powieść historyczna na miarę Zofii Kossak czy Henryka Sienkiewicza. Powieść wzbogacona oczywiście o pierwiastek fantastyki. Wszak inaczej być nie mogło :) Dzieje wojny wyznaniowej na Śląsku autor podaje bez nachalności. Zręcznie wplata je w awanturniczą fabułę, od której nie sposób się oderwać. Szczerze polecam.

Judasz Amos Oz

Powieść Oza jest gorzkim rozrachunkiem z ideą państwa , pokoleniem budowniczych z krzywdą i przelana krwią. Autor przedstawia czytelnikowi postać jaką jest Szmuel poznajemy młodzieńca którego zadaniem jest napisanie pracy w temacie „Jezus w oczach Żydów”  Nie wierzy w Jezusa jako Syna Bożego , ale go lubi i chce się wgłębić w całą historię życia Jezusa i narodu. Według bohatera Judasz był najwierniejszym uczniem Jezusa, dąży do obalenia znaczenia 30 srebrników pisze o domniemanym samobójstwie Judasza. Chce bardziej poznać osobę Judasza przywiązując jej więcej uwagi. Młodzieniec po przerwaniu studiów z ogłoszenia trafia do ponurego domu i tam dzieli go z 40- letnim mężczyzną i kobietą Atalią w której z czasem się zakochuje, jednakże kobieta go zostawia dla innego mężczyzny, chłopak jest rozczarowany postawą kobiety chce zgłębić historię Jezusa i Judasza. Równolegle Oz toczy również rozważania nad sytuacją polityczną Izraela. Akcja powieści toczy się w Jerozolimie w latach 50 XX wieku na terenie państwa nowo utworzonego. W tym kontekście pojawia się drugi zdrajca Abrabalnel postać która miała czelność przeciwstawienia się utworzeniu państwa żydowskiego , marzenie ludności wyznawców Judaizmu , przeczuwał on że będzie to stanowiło zarzewienie konfliktu które przynieść może więcej szkód , po czym zostaje oskarżony za zdrajcę, jednak później okazuje się że Abrabalnel miał jednak sporo racji. W dniu ogłoszenia niepodległości wybucha wojna izraelsko- arabska a z nią kolejne konflikty. Oz napisał jedną z ciemniejszych i najlepszych swoich powieści , cień nadziei jest taki iż bohaterowi udaje się z tego domu wyjść i zacząć żyć na nowo.

Nie oddam dzieci K. Michalak

Akcja powieści  zaczyna się zwyczajnie autorka pokazuje rodzinę jakich wiele- kilkoro dzieci zapracowany mąż i zajmująca się domem żona. Poznajemy szanowanego chirurga Michała Sokołowskiego  kochającego ojca i męża, którego świat wokół rozpada się na kawałki, niedowierzanie zmienia się w przerażenie, nadzieja pryska a miejsce jej zajmuje bezgraniczna rozpacz. Sokołowski podczas dyżuru w pracy odbiera telefon, który wywraca mu życie do góry nogami. Chirurg otrzymuje wiadomość o wypadku swojej żony w którym ginie jego trzy letni synek Antoś oraz żona i przypomina sobie, że tak nie dawno obiecywał Antosiowi, że szybko dziś wróci do domu. Jak wielka jest rozpacz mężczyzny w natłoku myśli zatapia się w smutku zapomina o innych uczestnikach domu o swoich dzieciach zaniedbuje obowiązki domowe i pracę, chcąc szybko zapomnieć pije i zatapia smutki w alkoholu nie widzi on innego rozwiązania swoich problemów, nic dla niego już nie ma wartości. Popada w skrajność emocjonalną, gdyż do niewyobrażalnego bólu i cierpienia dochodzi ogromne poczucie winy. W głowie wirują wyrzuty sumienia gdyby nie był pracoholikiem i poświęcił swym bliskim więcej czasu, był z nimi w tym ważnym dla jego dziecka dniu w dniu urodzin. Marta i Antoś być może by żyli, lecz to nie koniec problemów chirurga, ktoś życzliwy za wszelką cenę pragnie odebrać mu dzieci . Czy Sokołowski będzie miał na tyle siły aby sprostać problemom- tak chirurg w pewnym momencie budzi się jakby z letargu i stawia czoło problemom chce dać szczęście swojej rodzinie i zmienia się. Michalak Katarzyna nie boi się poruszać w swych dziełach trudnych tematów. W „ Nie oddam dzieci” mowa o pracoholizmie, samotności, władzy pieniądza, , dziennikarskich hienach żerujących na ludzkiej tragedii , ludzkiej „ Życzliwości”, która niejednokrotnie prowadzi do kolejnych dramatów. Powieść ta dogłębnie wzrusza i odciska ślad w sercu i pamięci. To historia, której po prostu nie da się zapomnieć. Opowieść o ludzkim dramacie, bólu, cierpieniu, ale też przyjaźni, sile miłości i więzach rodzinnych.

Recenzja książki "Szum" Magdaleny Tulli

Dziewczynka w granatowym włoskim swetrze zamiast w przepisowym fartuchu z białym kołnierzykiem już tym wyróżnia się wśród uczniów. Choć może wyróżnia to nie jest tutaj dobre słowo, raczej odstaje, nie pasuje. Spóźnia się na lekcje, nie radzi sobie z czytaniem i pisaniem, kłamie, bywa agresywna. Jest wyśmiewana przez koleżanki, a nawet przez własną rodzinę na coniedzielnych spotkaniach przy szarlotce. Jej matka wciąż jest wzywana do szkoły, która nie chce zrozumieć, że sprawy córki „nie są jej sprawami i nie chce brać za nie odpowiedzialności”. Pamięć wojennych przeżyć wciąż tkwi bardzo mocno w matce i każe jej „trzymać świat na dystans”.

Toksyczna relacja z matką, poczucie obcości, samotność, budowanie wyobrażonych światów to tematy pojawiające się w „Szumie” i wcześniejszych „Włoskich szpilkach”. To powieści, w których autorka próbuje się zmierzyć z własnymi doświadczeniami dzieciństwa i młodości, chorobą matki i jej obozową przeszłością.

Dziewczynka z „Szumu” nie znajduje wsparcia u najbliższych, szuka zatem przyjaciół w świecie wyobrażonym. Pojawia się sympatyczny lis z włoskiej kolorowanki udzielający jej wielu przydatnych nauk. Zniknie potem, by w końcówce książki przewodniczyć Sądowi Najniższemu, gdzie niektóre z wcześniejszych postaci gromadzą się „żeby sobie wybaczyć”. Zanim to nastąpi, trzeba jednak, by „umarła w nich ofiara”.

To piękna metaforyczna scena, podobnie jak pojawiające się w powieści „telefony do zmarłych”. No bo jak właściwie z nimi rozmawiać? „Tylko przez telefon, inaczej się nie da”. Narratorka przyznaje, że są to trudne rozmowy, oni „mają za sobą coś takiego, co w nich wszystko zmienia”. Nie ma „tam” szumu, czyli życia po prostu, rozumianego naszymi kryteriami z zabieganiem, pośpiechem, chaosem, zamartwianiem się.

„Szum” Magdaleny Tulli to raczej smutna i bolesna proza. Podejmowane przez autorkę tematy są trudne, na pewno jednak warto podjąć wysiłek zmierzenia się z nimi. Może z kart książki „wyjrzą” i nasze, czytelników, doświadczenia, może w tej małej dziewczynce zobaczymy siebie, swoją koleżankę, kogoś bliskiego… Może lis przypomni nam „Małego księcia” Exupery’ego.  

Nasze klubowe grono przyznało, że warto tę powieść polecić, podobnie jak i „Włoskie szpilki”. Dodam, że mnie bardzo podobają się i wcześniejsze książki Tulli, przeczytałam „Skazę”, „W czerwieni” i „Tryby”.

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Historia fantastyczna. Recenzja powieści Andrzeja Sapkowskiego pt. Boży bojownicy

Tom drugi trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego pt. Boży bojownicy to powieść historyczna na miarę Zofii Kossak czy Henryka Sienkiewicza. Powieść wzbogacona oczywiście o pierwiastek fantastyki. Wszak inaczej być nie mogło :) Dzieje wojny wyznaniowej na Śląsku autor podaje bez nachalności. Zręcznie wplata je w awanturniczą fabułę, od której nie sposób się oderwać. Szczerze polecam.

Recenzja książki "Głód" Martina Caparrosa

„Jak , do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?” Pytanie to powraca kilka razy na 710 stronach reportażu argentyńskiego dziennikarza i pisarza. Nie daje spokoju w trakcie lektury i bardzo długo po niej.

Przytaczane przez Caparrosa fakty, liczby, statystyki, opowieści i rozmowy są porażające. Problem głodu, niedożywienia i chorób z tego wynikających wciąż jest obecny w wielu krajach. Autor analizuje go w oparciu o swe wędrówki po Nigrze, Indiach, Bangladeszu, Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Sudanie Południowym i Madagaskarze. Pomiędzy tymi relacjami zamieszcza refleksje dotyczące głodu w kontekście historycznym, politycznym, społecznym.

Czyta się tę książkę ze ściśniętym sercem. Wstrząsające są rozmowy z młodymi matkami, które niosą swe chore z niedożywienia dzieci przez kilka godzin, by dotrzeć do szpitala Lekarzy Bez Granic. Ich marzenia sprowadzają się do posiadania krowy i pragnienia zaspokojenia głodu swej rodziny, bez ciągłego zastanawiania się, co będą jedli jutro. Jedzą zresztą wciąż to samo, najczęściej proso, sorgo, ryż. Ahmad z Nigru mówi, że proso to jego ulubiona potrawa. Gdy Caparros pyta, czy jest lepsze niż kurczak, odpowiada: „Kurczaka nigdy nie jem. To po co miałby mi smakować?” W takim tonie wypowiadają się też i inni rozmówcy autora. Przyjmują biernie swój los, często podkreślając, że taki im przypadł. Być może zasłużyli na niego, obrażając w jakiś sposób Boga. Nie znajdują jednak odpowiedzi, co takiego strasznego mogli zrobić, by zasłużyć na taką karę.

Argentyński dziennikarz wskazuje na różne przyczyny głodu: nieurodzaj, susze, słabe ziemie. Oskarża też globalne korporacje, np. Monsanto, które bogacą się kosztem najuboższych. Pisze o świecie, który jest „bezwzględny, arogancki i przerażający”. Wskazuje na wzrost zainteresowania problemem głodu w sytuacjach klasycznych klęsk. Tymczasem obecnie takie klęski są rzadko i jak pisze: „Umierają oni tylko tak jak zawsze, dzień po dniu, bez przerwy”. Rocznie z przyczyn związanych z głodem umiera 9 min ludzi, „półtora Holokaustu”.

Krytycznie wypowiada się pisarz o organizacjach dobroczynnych, które pomagając, czerpią z tego zbyt wiele korzyści lub też wydatkują pieniądze w nieodpowiedni sposób.

Stara się nie moralizować, zadaje wiele pytań, na które trudno znaleźć odpowiedzi, poszukuje rozwiązań, pobudza do refleksji. „Głód” jest bardzo trudną i ciężką lekturą. Uważam jednak, że wartościową i ważną. Uświadamia, że może powinniśmy, chociaż „na własnym podwórku”, spróbować żyć nieco uważniej. Zastanawiać się, robiąc zakupy, czy rzeczywiście zjemy takie ilości produktów, czy nie będziemy ich potem wyrzucać do śmietnika. Może to niewiele, ale przecież takie małe kroki też mogą nauczyć nas wrażliwości.

Caparros w zakończeniu pisze: „Zjeździłem świat i coraz bardziej doprowadza mnie on do rozpaczy. Ale coraz bardziej wierzę w rozpacz i desperację”.

Przeczytajcie „Głód”; nie będzie łatwo, ja po pierwszych stu stronach myślałam, że nie dam rady. Jednak uznałam, że nie można zamknąć tej książki i stwierdzić, że lepiej nie wiedzieć o takich strasznych sprawach. Przecież głód, to „największa porażka ludzkości”.

Reportaż Caparrosa to lektura obowiązkowa.

 

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Właśnie dziś, własnie teraz. K. WilczyńskaRezenzja

Książka pt. „ Właśnie dziś, właśnie teraz” to historia trzech kobiet które w obliczu różnych sytuacji życiowych stają się nieporadne życiowo. Kobiety te nie są szczęśliwe gdyż ich szczęściu zawadza tęsknota. Pełna żalu Sabina od wielu lat jest opiekunką dla swego ojca, który jest osobą niedołężną, relacje tych dwojgu ludzi są toksyczne. Ojciec i jego córka Sabina są dla siebie obcymi ludźmi, nie potrafią odnaleźć wspólnego języka. Być może to jest powodem tęsknoty kobiety. Młoda kobieta Bronisława ledwo wiąże koniec z końcem utrzymując siebie oraz dorosłego syna który jest nałogowym alkoholikiem. Kobieta tęskni za normalnym życiem, chce uwolnić syna z nałogu i zacząć szczęśliwe i prawdziwe życie. Gustowna Sonia prowadzi idealne życie we wspaniałym domu, z kochającym i troskliwym mężem oraz córką. Idealne do czasu kryzysu. Nieszczęśliwy wypadek zmaże dotychczasowy porządek i splecie ich losy. Każdej z kobiet los zsyła zmierzenie się z problemami które są dla nich wyzwaniem czy będą miały tyle wiary we własne siły i przezwyciężą problemy. Każda z nich będzie musiała stawiać czoło prawdzie, nie zawsze przyjemnej. Prawdzie o sobie samej i najbliższych. Czasami życie i los jest nam dany odgórnie i nie zawsze możemy się z nim pogodzić, lecz autorka p. Wilczyńska Karolina chce nam uzmysłowić, że w wielu sytuacjach życiowych trzeba życie czasami musi nas potrząsnąć, dać nam w koć abyśmy nie zabłądzili i odnaleźli sens tego całego życia. „ właśnie dziś, właśnie teraz” przekornie pokazuje, że czekanie nie jednokrotnie może okazać się zgubne, a tragedia nie zawsze zapowiada koniec, lecz początek czegoś naprawdę wyjątkowego.

Bukareszt. Kurz i krew M. Rejmer. Recenzja

 

Książka Małgorzaty Rejmer przedstawia obraz zniewolonego miasta oraz krótkie i skomplikowane historie, które dotykają praw człowieka, czasów komunistycznych oraz wielu problemów społecznych. Niektóre opowieści w książce są niewiarygodnie, bo są tak smutne i przerażające. Czytając książkę czytelnik przyjmuję strategię opisywanych osób i zdarzeń. W książce autorka nie ucieka od scen naturalistycznych. Autorka tego interesującego reportażu stara się jak najlepiej zrozumieć, jakie konsekwencje ma ów kurz i krew.

Warto także podkreślić, że ta książka to także świadectwo wielkiej miłości i przywiązania do miejsca, które jest cierpiące, kalekie, ale na swój własny sposób niepowtarzalne. Wciąż w cierpieniu, mroku komunistycznego terroru i wciąż w atmosferze fatalizmu. Dzięki temu miastu poznajemy historię kraju. Tragizm wielkiej historii i pojedynczych losów miesza się tutaj ze smutkiem i melancholią.

Wspomnieć należy, że wadą tej literatury jest brak fotografii. Tym bardziej, że autorka zaznacza nie raz, że to, co zobaczyła upamiętniała na fotografiach. Nie można pominąć kwestii, że w literaturze tej są zdania, które po przeczytaniu zapadają na długo w pamięci. Na przykład: Ci, którzy widzieli wtedy miasto z góry, nie mogli uwierzyć, że bloki mogą się chwiać jak drzewa podczas burzy. W jednej chwili niebo pękło i miasto zawyło z przerażeniem. Zerwał się wiatr, który rozniósł smród spalenizny. Światła zgasły i w bezwzględnej ciemności można było dostrzec tylko wściekłe płomienie buchające ścianą albo pełgające pomarańczowymi językami.

            Autorka tego reportażu doskonale opowiada o trudnej historii Rumunii oraz jej mieszkańcach uwikłanych w ciężkie czasy. Ponadto interesująco opisuje własne refleksje i przeżycia. Aby lepiej opisać te ciężkie i trudne czasy musiała tam zamieszkać a także rozmawiać z ludźmi, analizować dokumenty i docierać do jak największej liczby świadków.

 

Wiedźmin 2.0. Recenzja powieści Andrzeja Sapkowskiego pt. Narrenturm

Narrerturm to pierwszy tom Trylogii Husyckiej, drugiego po Wiedźminie wielkiego uniwersum autorstwa ASa polskiej fantastyki. Które pod każdym względem jest lepsze od poprzedniczki.  Przede wszystkim trylogia posiada dużo lepiej skonstruowaną pod względem fabularnym i stylistycznym narrację, a także faktografię, jak przystało na powieść historyczną z elementami fantasy.
Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że „Saga o wiedźminie” to ubogi krewny „Trylogii Husyckiej”. Z kart „Narrerturmu” wprost wylewa się bogactwo języka, jakim autor opisał wykreowany świat. Również główny bohater, w przeciwieństwie do momentami mocno enigmatycznego Geralta, prezentuje się jak Jaskier 2.0, ale bez wiedźmina u boku.
Reynevan od samego początku zostaje porwany przez wiatr historii i ciśnięty w sam środek wydarzeń, które wstrząsnęły naszym kawałkiem Europy. Bakałarz, medyk, szpieg, okazjonalnie zdrajca, kochanek na pełny etat, wojownik i żołnierz rewolucji, okazjonalnie zaś mag do spraw małych i większych; a wszystko to w realiach historycznego fantasy umiejscowionego na Śląsku i okolicach podczas wojen husyckich.
Poza warstwą faktograficzną to obecność elementów nadprzyrodzonych jest tym elementem (i bronią palną), który w zasadniczy sposób odróżnia świat Reynevana od świata Geralta. W „Trylogii Husyckiej” magia nie jest wszechobecna, nie ma tu magicznych teleportów, szybkostrzelnych różdżek i zaklęć rzucanych od niechcenia. Zamiast tego świat nadprzyrodzony został delikatnie wpleciony w tkankę świata powieści. W „Narrerturmie” elementy nadprzyrodzone bardziej uzupełniają rzeczywistość niż ją współtworzą, a mówiąc wprost, magia jest w tej powieści raczej przyprawą, niż jednym ze składników potrawy.
Narrerturm to jednak bardzo dobra książka, warta polecenia.

Wszechksięga

Otwarcie iście w klasycznym stylu nawiązujące do znanych nam ksiąg. Słowo stało się faktem i rozpoczęła się opowieść narysowana pieczołowicie przez Spella. Na pierwszy rzut oka komiks wydaje się być autorską perełką o wszystkim i niczym. Metaforą i wprawką. Gdy przyjrzymy się bliżej okazuje się, że pod warstwą artystycznych kadrów stylizowanych właśnie na iluminowane księgi lub stare gierki parobitowe mamy przypowieść o władzy, naturze ludzkiej, ale i studium szaleństwa.

Katastrofa niejako jest wyprzedzona czynami władcy, a wiedząc o niej robi wszystko by jej zapobiec. W specyficzny sposób. Mówiąc inaczej - odbija mu i staje się tyranem. Czy można było lepiej kombinować? Pewnie tak. Może nie tykać księgi ;) Niczym w tragedii autor prowadzi nas do nieuniknionego, chociaż momentami wydaje się, że istnieje szansa. Z tragedii w komedię. Wszystko, wydawać by się, że musi być megapoważne i smutne do przesady (głodni poddani czy końcowa katastrofa spowodowana przez czynnik ludzki). Tak jednak nie jest. Wątki poważne przeplatane są mocną autoironią i humorem pokazującym, że mimo upływających wieków ludzie są nadal... ludzcy ze wszystkimi przywarami jak i zaletami. Szczególnie widać to przy wątku "bezkrwawej rewolucji", gdy Muriel prowadzi ludzi do spichlerza.  Wiedza uzyskana przez Fulgrima z Wszechksięgi (w zasadzie przeczytał o sobie komiks) przyśpieszyła upadek. Ale autor nie poszedł na łatwiznę i nie zafundował nam deus ex machina, chociaż taniec szkieletów w płomieniach może świadczyć o czymś przeciwnym.

Zakończenie nieco mnie rozczarowało, bo jednak liczyłem, że wątek wynalazców zostanie pociągnięty dalej - toaleta i balon sugerowały większą rolę bohaterów. Trochę niejasny jest dla mnie przeskok od Morgana do Fulgrima i sprawa księcia wynalazcy. Interesująca jest scena, gdy Fulgrim niszczy sprzęty i gniewnie reaguje na zdobytą wiedzę - niszczy obraz przedstawiający siebie samego z czasów młodości. Młodzieńcze ideały w zderzeniu z rzeczywistością... Można też komiks odbierać inaczej - śmierć za śmierć. Kto zdobył władzę krwią, ten również zostanie utopiony we krwi. Własnej.

Wszechksięga jest wydana na dobrym papierze i w dużym formacie. Rysunki doskonale oddają opowieść a bardzo często są klasą samą w sobie - szczególnie przy scenach akcji i pejzażowych na płaskich ale różnych planach.  Jest to pięknie wydana rzecz i warto ją mieć a podejrzewam, że w szkołach mogłaby się przydać na niektórych lekcjach literatury.

Śmierć Stalina

Stalin – językoznawca. Stalin – cwaniak polityczny. Stalin – bezwzględny dyktator i „ojciec narodów”. Praktyk realizmu wyborczego. Mieliśmy okazję przeżyć dotyk tej dłoni „geniusza światowego proletariatu”… Wiemy o nim wiele ale nadal sporo pozostaje do zbadania. Nie tylko jego domniemana współpraca z Ochraną czy sprawy prywatne (kwestia pierwszej żony) ale przede wszystkim śmierć. I o tym właśnie traktuje komiks Nury’ego i Robina.

Jest to fikcja oparta na solidnych podstawach – w zasadzie historia alternatywna – mocno zagęszczona w czasie. Czas skraca się widocznie w przypadku dalszych wydarzeń związanych ze zdobyciem i umocnieniem władzy oraz strąceniem Berii w niebyt. Sam Beria ukazany jest tutaj jako małpolud. Obrzydliwy gad żądny władzy, który nie przepuści żadnej spódniczce. I poniekąd jest to prawda ale też jak w przypadku wszystkiego co zatrąca o sowietologię… niczego nie możemy być absolutnie pewni. I dlatego nie ma sensu traktować „Śmierci Stalina” jako prostej, odtwórczej opowieści historycznej. Czy czepiać się, że tak nie było, nie zastrzelili albo odbyło się później. Na minus – potraktowanie po macoszemu Żukowa i niuansów przejęcia władzy już dalej przez Chruszczowa.

Całość: https://pbp.sieradz.pl/kmf/2018/07/05/smierc-stalina/

Balzakiana J.Dehnel. Recenzja

Książka pt. „ Balzakiana” Jacka Dehnel  jest dialogiem z cyklem powieściowym francuskiego pisarza. Poprzez styl, treść, wzajemne relacje, autor dopisuje nowe akty współczesnej powieści. Znajome ulice, kluby w Gdańsku i we Warszawie, a ludzie jakby żywcem wyszli z balzakowskich kart. Kierowani odwiecznymi emocjami: pazerni, nadpobudliwi seksualnie, ze strachem w oczach  i lękiem odrzucenia. Krótkie opowieści autora nie mają szczęśliwych zakończeń , Dehnel nie ubarwia swoich opowieści.  Na przykład w pierwszej z nich pojawia się młoda kobieta, której życie runie jak domek z kar.  Przechodzi załamanie nerwowe i truje się środkami nasennymi i kretem po czym już po kilku dobach w agonii odchodzi. Kolejny przypadek,  który sam autor chce nam przekazać to rodzeństwo które w wielu rodzinach jest też tego odzwierciedleniem. Pojawia się w nim  wyłudzenie pieniędzy. Każda z historii ma swój przekaz który dobitnie trafia do czytelników.

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi