Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Recenzje czytelników klubów DKK

Podróże z Herodotem / Ryszard Kapuściński

 

Recenzja „Podróży z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego

 

Twórczość Kapuścińskiego fascynowała mnie od dawna. Zaczytywałam się w „Imperium” i „Hebanie”. Reportaże z Afryki i Ameryki Południowej były dla mnie jednym z ważnych źródeł wiedzy o tych kontynentach. Ostatnio o Kapuścińskim było głośno z racji książki Domosławskiego, postanowiłam przeczytać „Kapuściński non-fiction”, by móc skonfrontować moje wyobrażenie o ulubionym autorze z innym punktem widzenia. Dowiedziałam się, że w książce Domosławskiego jest wiele odniesień do „Podróży z Herodotem” i to był jeden z powodów, dla którego sięgnęłam po ostatnią książkę Kapuścińskiego. I jak zwykle Kapuściński mnie zauroczył.

Książkę „Podróże z Herodotem”czyta się lekko. Zachwyca swoją wieloznacznością i wielowątkowością, ale nie rozprasza. Autor z łatwością przechodzi z tematu na temat, przenosi się w czasie i przestrzeni. Jest współczesnym Herodotem, wędrowcem, obserwatorem, komentatorem. W książce jest mnóstwo odniesień do „Dziejów” Herodota. Kapuściński po swojemu tłumaczy świat widziany oczyma starożytnego dziejopisarza, zwraca uwagę, że mimo upływu wielu wieków, świat oparty jest na tych samych wartościach, ma podobne problemy, rządzą nim te same prawa. Książka tchnie podziwem dla Herodota, widać jak ważna była dla autora lektura starożytnego dzieła, które zabierał z sobą w reporterskie podróże. Czytając „Podróże z Herodotem” uświadomiłam sobie, że autor żegna się z czytelnikami, odkrywa pewne elementy autobiografii, ukazuje jak ważna dla niego była praca reportera, pisze: „Droga jest źródłem, jest skarbnicą, jest bogactwem.”, „Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” W „Podróżach z Herodotem” czytelnik odnajdzie wiele wskazówek, spostrzeżeń tzw. życiowych mądrości. Autor opisuje politykę, historię, kulturę, ale o wielu rzeczach nie mówi wprost. Uważam, że to dobra książka dla tych, którzy lubią po przeczytaniu przemyśleć pewne rzeczy nim odstawią książkę na półkę.

Na zakończenie cytat z „Podróży z Herodotem”, w którym według mnie zawiera się pasja autora: „Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zadziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia.” Wszystkim czytelnikom polecam „Podróże z Herodotem” i życzę, by uroda życia nigdy w nich nie umarła, a piękno i różnorodność świata niech przemawia do wyobraźni jak książki Kapuścińskiego.



Członek klubu Justyna Kubiak

Krzysztofa Pączka droga do sławy / Anna Onichimowska

 

 

Książka Anny Onichimowskiej „Krzysztofa Pączka droga do sławy” stanowi panoramę życia. Krzysztofa Pączka jego rodziny i przyjaciół. Pisarka na kartkach swojej powieści utrwaliła codzienne życie chłopca, ucznia czwartej klasy, który marzy o staniu się znanym człowiekiem. Za nim jednak wybierze odpowiedni zawód przeżywa różne, ciekawe przygody.

Cała książka jest napisana w formie pamiętnika głównego bohatera. Opisuje on w nim swoje relacje z rodzicami, młodszą siostrą i kolegami ze szkoły. Na początku pamiętnika postanawia zostać aktorem, jednak po wyjeździe na ferie w góry zmienia zdanie i chce być sławnym narciarzem. Nie mija wiele czasu a pod wpływem telewizji pragnie zostać żonglerem, a najlepiej magikiem. Ostatecznie dochodzi do wniosku, że skoro pisze już pamiętnik i lubi czytać książki to spróbuje napisać powieść i zostanie sławnym pisarzem.

Znakomity humor i wiele ciekawych przygód z codziennego życia dziesięciolatka, który pokazuje czytelnikom, że nie łatwo jest wybrać odpowiednią drogę kariery, zgodną ze swoimi oczekiwaniami i predyspozycjami.

Książka napisana jest bardzo ciekawie. Czytając, trudno się od niej oderwać, gdyż

ciągle powstaje pytanie: co będzie dalej? jak Krzyś sobie w tej sytuacji poradzi?

Chociaż sprawy, o których książka mówi są ważne, napisana jest jasno i z humorem.

 

Członek klubu Joanna Czarnecka

 

"Firmin" Sam Savage

"Firmin" Sam Savage

Ta książka powinna być lekturą obowiązkową każdego zawodowego czytelnika. Pozytywne szaleństwo, jakie w swojej historii przedstawia nam szczurek imieniem Firmin to kwintesencja życia.
I choć to życie spostrzegane poprzez pryzmat małych czarnych ślepi chuderlawego stworzenia, to jednak bardzo wiele mówi o ludziach.
W książce tej odnajdziemy samotność, brak zrozumienia, niesprawiedliwość i bezwzględność świata w jakim przyszło nam żyć.
Od pierwszych stron nie brakuje również miłości, nadziei i jakże dobrze nam znanego zamiłowania do książek.
Myślę, że autor w bardzo specyficzny sposób przedstawił nam ludzką naturę wraz z jej najgorszą wadą jaką jest uprzedzenie, bo choć Firmin wyróżnia się bogatym wnętrzem, nietuzinkową inteligencją i ogromnym poczuciem humoru to jednak dla wielu pozostanie nadal tylko szczurem. Szkodnikiem, który brzydzi, odstrasza i gryzie. Sami sobie wyrządzamy krzywdę kierując się z góry ustalonym schematem postrzegania innych, a przecież każdy jest ciekawy, wyjątkowy. I choć nie wygląda atrakcyjnie, czasem wyliniałym szarym futrze, z zbyt wyłupiastymi oczami i chuderlawą posturą to jednak warto mieć odwagę wyzbyć się stereotypów i zajrzeć nieco głębiej.
Być może odkryjemy fenomen, który pod niepozorną powłoką błyszczy niczym diamentowy pył, a na imię mu Firmin.

Marta Kucharska, DKK w Działoszynie

Cafe plotka

Cafe plotka to opowieść o współczesnym maglu, o sile plotki w dobie Internetu współczesnych mediów. To książką o poszukiwaniu przyjaźni i miłości w czasach.

Bohaterami powieści Marty Fox są najczęściej nastolatki. Tak też jest w powieści "Cafe plotka", główna bohaterka to młoda prawie 18 letnia dziewczyna, która nie przeżyła jeszcze swojego "pierwszego razu", stwierdzając w ostatniej chwili niegotowość do tego typu doświadczeń seksualnych. W ten właśnie sposób traci chłopaka i nie ma z kim iść na imprezę urodzinową. Dzieki pomysłowi podsuniętemu przez mamę organizuje casting na na chłopaka, który będzie tę rolę odgrywał A tymczasem plotka zrodzona po niefortunnej nocy z byłym chłopakiem roznosi se błyskawicznie zataczając coraz szersze kręgi...

Syn zlodziejki

Akcja książki dzieje się w Łodzi. Bohaterem jest piętnastoletni Hieronim - syn łódzkich złodziei. Chłopiec przenoszony z jednego sierocińca do drugiego, o d jednych opiekunów do drugich. czasami spotyka swoją matkę, którą kocha a jednocześnie nienawidzi za los jaki mu zgotowała. Chłopak odkrywa powiązania ze światem przestępczym.

Piękna wzruszająca powieść, ukazująca dziecko uwikłane w intrygi, kradzieże.

13 malych błekitnych kopert

13 małych błękitnych kopert to niezwykła książka o podroży, sztuce, miłości i dorastaniu. To wzruszająca powieść głownie kierowana nastolatkom.

Siedemnastoletnia Ginny otrzymuje w spadku po ukochanej ciotce 13 małych niebieskich ponumerowanych kopert. W pierwszej znajduje się 1000 dolarów i szczegółowe instrukcje jak kupić bilet lotniczy do Londynu oraz prośbę aby udała sie tam najszybciej jak to możliwe i otworzyła kolejny list dopiero na miejscu. Bohaterka wyrusza w podroż po całej Europie podążając śladami ciotki.

„Weronika postanawia umrzeć” recenzja książki

„Weronika postanawia umrzeć” to kolejna książka wybitnego twórcy Paulo Coelho. Autor pisał ją na podstawie własnych doświadczeń. Jako młody chłopak  też został umieszczony przez rodziców w zakładzie psychiatrycznym. Pojawia się tutaj pytanie czy bycie szalonym to coś złego? Każdego z nas  przeraża odmienność od ściśle wyznaczonych wzorców. Odstępstwo od narzuconych nam „ciasnych”  norm społecznych. A przecież nie wszystko co inne musi być złe. Czasami szaleństwo to jedyna droga wyjścia z przerastającej nas sytuacji. „ Bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować”. Paulo Coelho w swym utworze porusza właśnie problem szaleństwa. Według niego  każdy z nas w głębi duszy  nosi jego ziarno. Tylko od nas zależy  czy wykiełkuje ukazując los niedoszłej samobójczyni – Weroniki – chce zwrócić nasza uwagę na fundamentalne prawdy o człowieku i jego kruchej psychice. Jak na pozór błaha sprawa potrafi pchnąć człowieka w objęcia szaleństwa, nawet śmierci. Jednocześnie pytając czego tak naprawdę pragniemy. Co tak naprawdę jest dla nas w życiu najważniejsze.  Weronika odpowiedziała sobie na to pytanie. Umierając chciała żyć. Książka jest przykładem ambitnej literatury , w którym każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Wybierze coś co akurat jest mu najbardziej potrzebne. Wyciągnie naukę na przyszłość. Osobiście gorąco zachęcam do lektury.

 

Katarzyna Czyżyk

DKK   Sulmierzyce

Recenzja Cień Wiatru"Carlosa Ruiza Zafona

W dniu 17 kwietnia br. Klubowicze przybyli na spotkanie, by omówić książkę Carlosa Ruiza Zafona „Cień wiatru”. Powieść przenosi nas do części starego miasta Barcelony w okresie burzliwych zmian w Hiszpanii za rządów Franko. Już od samego początku autor stwarzaniesamowity nastrój, tajemniczy klimat.Głównym bohaterem powieści jest dziesięcioletni Daniel Semper. Zaprowadzony przez swego ojca do tajemniczego miejsca, pełnego labiryntów różnorodnych książek, oddanych przez swych właścicieli, zgubionych i zapomnianych, ma wybrać ta jedną, której będzie opiekunem. W taki właśnie sposób chłopiec trafia na dzieło tajemniczego autora Juliana Caraxa , zatytułowaną Cień wiatru, której staje się głównym bohaterem, a nawet więźniem.

Od tego momentu życie chłopca interesującego się Caraxem narażone jest na

niebezpieczeństwo i splata się z losami ludzi bliskich autorowi. Klubowiczom podobały się: styl pisarski, tło akcji, wielowątkowość, nieprzewidywalność rozwoju i zakończenia akcji. Książka została przyjęta pozytywnie, choć dla niektórych osób nie była tak porywająca, jak zapowiadały recenzje.

 

Zeruya Shalev "Życie miłosne"

"Życie miłosne" rozpoczyna trylogię, na którą składają się "Mąż i żona" oraz "Po rozstaniu". To pierwsza powieść pisarki, która po nieudanym debiucie, przyniosła jej międzynarodowy sukces. Przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków, sfilmowana, umieszczona przez "Der Spiegel" na liście dwudziestu najlepszych powieści na świecie opublikowanych w ciągu ostatnich czterdziestu lat. To książka mocna, trudna i poruszająca. Zapis koszmaru, momentami nie do zniesienia. Główną bohaterką jest Ja`ara, młoda kobieta, mężatka, na początku kariery naukowej. Cała fabuła oparta jest na jej wewnętrznych przeżyciach. Świat pokazany jest wyłącznie z jej perspektywy. Poukładane życie doznaje wstrząsu, gdy poznaje przyjaciela rodziców, mężczyznę u progu starości, który tak ją fascynuje, że bez opamiętania wikła się w toksyczny związek. Na naszych oczach rozpoczyna się proces obsesji, chorego zauroczenia, które rządzi bohaterką, jak narkotyk narkomanem. Rodzi się dziki, szalony romans, niszczący jej małżeństwo i karierę, prowadzący do wzajemnego uzależnienia. Chciałaby się z niego wyplątać i jednocześnie boi się, ucieka i wraca. Pragnie miłości i jenocześnie zadowala ją, że kochanek nigdy jej nie pokocha. Przyznać trzeba, że Ja`ara jest denerwująca, sama nie wie czego chce. Momentami zdaje sobie sprawę z tego, że jej kochanek jest starym mężczyzną, który wzbudza w niej wstręt, gniew i strach. Poniża ją, bawi się nią, a mimo to ona chce z nim zamieszkać, porzucając swoje dotychczasowe życie. Zeruya Shalev sama stwierdza, że czasem ma ochotę potrząsnąć którąś ze swoich bohaterek, żeby otrzeźwiała i zaczęła myśleć bardziej racjonalnie, ale się powstrzymuje. Mówi: " Nie szukam łatwego życia dla moich bohaterów. Dla siebie też nie. Uważam, że bohaterowie literaccy muszą być pełni słabości tak samo jak my. Dlatego gdy czytelnicy czasem narzekają na charaktery moich bohaterów mówię, nie wolno ich tak łatwo osądzać, ponieważ nie są osobami idealnymi."

Bohaterka "Życia miłosnego" miota się, zmaga ze sprzecznymi uczuciami, wciąż nie wie jakiego dokonać wyboru. Jej stany emocjonalne są dla czytelnika trudne do zniesienia. Książkę broni jedynie to, że jest znakomicie napisana, trzyma w napięciu, porusza. Jej osią jest miłość w różnych wariantach, a w tle zarysowane są relacje rodzinne. Zakończenie jest otwarte, czytający sam może zdecydować jaką drogę Ja`ara wybrała i dzięki autorce za to, w przeciwnym razie książka byłaby trudna do zniesienia.

"Cesarz' Ryszard Kapyściński DKK Rawa Maz.

„Cesarz”
Ryszard Kapuściński

    Tym razem spróbujemy w naszej recenzji przeniesiemy się w cieplejsze klimaty a dokładnie do Etiopii. Przeniesie nas tam król polskiego reportażu Ryszard Kapuściński w książce pod tytułem „Cesarz”.
    Jestem pewien, iż większość z nas słyszała o tym pisarzu i o tej książce, jestem pewien, iż większość z nas ma tę lekturę w swoim dorobku czytelniczym. Ale jest to pozycja do której zawsze wato wrócić, zaś Ci miłośnicy książek którzy jeszcze nie mieli okazji do przeczytania „Cesarza” muszą obowiązkowo tę lukę uzupełnić.
Ryszard Kapuściński urodził się 1932 w Pińsku, zmarł sześć lata temu w Warszawie, był najczęściej  poza Stanisławem Lemem tłumaczonym za granicą polskim autorem. Niewątpliwie najbardziej kojarzony jest z zapisami, notatkami swoich przemyśleń które złożyły się na cykl „Lapidaria”, książce poświęconej upadkowi Związku Radzieckiego pod tytułem „Imperium” oraz właśnie „Cesarza”. Tak jak wcześniej wspomniałem autor przenosi nas na dwór etiopskiego cesarza Hajle Sellasje. Kapuściński opisuje życie tegoż dworu na podstawie relacji ludzi którzy stanowili najbliższe otoczenie  Króla Królów. I tak poznajemy człowieka który jest odpowiedzialny za wycieranie butów dostojnikom podczas audiencji które obsikał pupil Cesarza, kolejny jest odpowiedzialny za otwieranie drzwi, którymi władca wchodzi na salę audiencyjną, zaś następny zajmuje się podkładaniem poduszek, na których cesarz opiera nogi, gdy zasiada na tronie by nie było tak bardzo widać jego niskiego wzrostu. Kapuściński opisuje bale na których stoły uginają się od jedzenia, karmienie lwów płatami mięsa, podczas gdy w kraju panuje nieopisany głód. Ciekawe jest tez przedstawienie osobowości i charakterów ludzi z otoczenia Hajle Sellasje. Dobierał on sobie ludzi delikatnie mówiąc prostych, którzy normalnie nic wielkiego w życiu by nie osiągnęli, jego zdaniem dawało to gwarancje uniknięcia spisku, którego się bał i spodziewał. Ponad to tłumaczył to tym, że byli oni mu tak bardzo wdzięczni za to wyróżnienie, iż mówiąc kolokwialnie nic nie kombinowali. Sam zresztą nie odebrał jakiegokolwiek wykształcenia a wszystkie relacje  przekazywane mu były ustnie. Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak oryginale funkcje i zwyczaje panowały na dworze Hajle Sellasje koniecznie przeczytajcie „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego.
Kapuściński miał na tę książkę bardzo ciekawy pomysł. Otóż zestawił on dwa oblicza Etiopii. Tę od strony głodu, biedy i nędzy jaka tam panowała połączył z  satyrycznym aczkolwiek autentycznym ukazaniem nonsensu panującego u szczytu tamtejszej władzy. Z jednej strony świat luksusu, przepychu, bogactwa, z drugiej bieda i śmierć głodowa. I był to strzał w dziesiątkę. To właśnie ta książka przyniosła mu sławę a reportaż stał się bardziej przystępny i ciekawy dla czytelnika. A ile jest w tym wszystkim prawdy, a ile fikcji pozostawiam waszej ocenie …
   

Recenzja książki "Pingpongista" Józefa Hena

Recenzja książki Józefa Hena „Pingpongista”

Do Cheremca przyjeżdża ze Stanów sędzia Mike Murphy (dawniej Michał Dembina). Ma uczestniczyć w odsłonięciu pomnika ku czci pomordowanych Żydów, dawnych mieszkańców miasteczka. Co prawda pomnik był już wcześniej, ale napis na nim głosił, że to zbrodnia faszystowska. Nadszedł wreszcie czas, by przyznać, że to cheremczanie spalili swych sąsiadów w stodole.

 

Czytałam książkę Hena i wiedziałam, że sprawy, które w niej porusza są mi doskonale znane. Cheremiec to przecież Jedwabne, bracia Butrymowie wyróżniający się gorliwością i okrucieństwem to Laudańscy. Prezydent przepraszający w imieniu narodu za straszliwą zbrodnię to Aleksander Kwaśniewski, zaś w dziennikarce Ani łatwo rozpoznać Annę Bikont, autorkę książki „My z Jedwabnego”, o której też się wspomina.

 

Uważam jednak, że dobrze się stało, iż Józef Hen napisał o tym powieść. To ważny głos we wciąż budzącej emocje dyskusji na temat postaw Polaków wobec zagłady Żydów. W niewielkiej objętościowo książce udało się pisarzowi poruszyć wiele kwestii. Pokazał bohatera wracającego po ponad pół wieku do miejsca swego dzieciństwa, pamiętającego dawnych mieszkańców, zwłaszcza zaś przyjaciela Zygę Ehrlicha, z którym grał w pingponga.

To jego przede wszystkim pragnie uczcić, stojąc przed pomnikiem i słuchając pięknego śpiewu kantora.

W monologu wewnętrznym wspomina, jak bardzo chciał go uratować i choć udało mu się wydostać Zygę ze stodoły, to i tak zginął zastrzelony przez Waldemara Butryma. Obecnie jego syn Bolesław pragnie po części odpokutować winę ojca i chroni Michała Dembinę, by podczas pobytu w Cheremcu nic mu się nie stało. Bolesław Butrym będzie też wraz z nielicznymi mieszkańcami (głównie młodzieżą) porządkował cmentarz żydowski.

Z książki Hena dowiemy się także o ratowaniu Żydów, przechowywaniu ich przez niektórych mieszkańców Cheremca i okolic z narażeniem życia własnego i swych rodzin. Pojawi się Żydówka Frajndla Wajnsztajn ocalona przez panią Eulalię. Matka Bolesława Butryma uratuje Rutkę, z którą ożeni się jej syn, by dalej sprawować nad nią opiekę, choć ona sama nienawidzi swych żydowskich korzeni.

Jest w powieści stary ksiądz Ziemowit spowiadający się sędziemu z Brooklynu, obwiniający się o to, że nie zrobił nic, by zapobiec złu, nie przygarnął nikogo, nikomu nie otworzył drzwi. Teraz wie, że gdyby mógł cofnąć czas, wyszedłby naprzeciw oprawców z krzyżem. Żyjący wciąż stary Konstanty Butrym należący dawniej do Narodowego Hufca Patriotycznego nie uważa siebie za oprawcę, nie odczuwa skruchy, tłumaczy zbrodnię wolą bożą.. Ludzie pamiętają o tym, co się stało w 1941 roku, ale woleliby, aby było jak dawniej – pomnik ze starym napisem o zbrodni faszystów.

Przesłanie książki Hena jest czytelne i jasne. Trzeba pamiętać o niechlubnym udziale Polaków w zbrodniach przeciw Żydom, nie zniekształcać prawdy, oddać hołd ofiarom, dbać o cmentarze. Ładnie ujmuje to sędzia, mówiąc: „Chciałbym, żeby twarz Polski wyglądała przyzwoicie. Nawet gdyby ją trzeba było trochę uszminkować”. Powieść Hena jest ważna, warto ją poznać. Sprawa Jedwabnego może przestała już budzić emocje, jednak antysemityzm jest wciąż obecny. Pisarz określił go jako „chorobę trudną do wyleczenia, bo sprawia choremu przyjemność”.

Myślę, że „Pingpongista” chce pokazać jednak w miarę optymistyczny obraz i daje nadzieję, że ludzi z takim nastawieniem jest coraz mniej.

 

Wiesława Kruszek
DKK przy PBP w Sieradzu

Recenzja książki "Skaza" Zofii Borowskiej-Wyrwy

Akcja książki Zofii Borowskiej-Wyrwy „Skaza” obejmuje 6 lat II wojny światowej. Dokładne ramy czasowe to 27 lipca 1939 roku i 9 maja 1945 roku. Druga z tych dat jest dobrze znana, co kryje się pod pierwszą? Otóż żona majora Sobańskiego, Magda, pakuje się, by wyjechać, zamiast do modnego kurortu, do Złotnik, majątku wuja jej męża.

W tamtych stronach - okolice Pińczowa, Kielc, przyjdzie jej spędzić całą wojnę. Najpierw z rodziną Jastrzębskich, a potem niespodziewanie los postawi na jej drodze Niemca, Arnolda Neugebauera. Ten inwalida wojenny, odznaczony Krzyżem Żelaznym za zasługi na polu walki w I wojnie światowej trafi z rodzinnej Bawarii do Borzestowa. Mimo że musiał się zapisać do NSDAP, nie darzy sympatią Hitlera, w przeciwieństwie do swej żony i dzieci.

W Borzestowie jako oberleiter organizuje biuro urzędu administrującego skonfiskowanymi majątkami. Znajomość z Magdą Sobańską i złączenie ich losów będzie miało związek z pomocą żydowskiej rodzinie Rosenbaumów. Babka Arnolda Neugebauera pochodziła z Pińczowa i była z domu Rosenbaum, co Niemiec skrzętnie ukrywa przed dziećmi.

I tak przeplatają się wątki, zdarzenia, sprawy. Jesteśmy w Niemczech, we Francji, pod Stalingradem, w majątkach ziemskich, na chwilę w Warszawie. Śledzimy losy ziemian Jastrzębskich i Kreczunowiczów, zaloty Johana Neugebauera i jego małżeństwo z Hildą von Rohde, działalność konspiracyjną Michała Jastrzębskiego i Magdy Sobańskiej.

W fabułę włącza autorka informacje historyczne uzupełniane przypisami.

W tym natłoku zdarzeń umyka jej bardzo ważna data, 17 września 1939 roku i napad Sowietów na Polskę. Dosyć to dziwne, bo książka ukazała się w 2011 roku (można o tym napisać) i przecież jej akcja toczy się blisko wschodniej granicy. No cóż, nie da się na 440 stronach powieści zmieścić wszystkich ważnych wydarzeń II wojny światowej, ale pominięcie akurat tej daty, po tylu latach ukrywania, może zastanawiać.

Odnoszę też wrażenie, że Borowska-Wyrwa chciała za dużo opowiedzieć i stąd niektóre zagadnienia są tylko zarysowane i nie znajdują dalszego ciągu. Nie bardzo wiadomo na czym polega konspiracyjna działalność Michała Jastrzębskiego, więcej miejsca poświęcone jest jego staraniom o rękę panny z dworu w Smogorzowie czy opiece nad krewniaczką Magdą, która zostaje łączniczką ZWZ. Także jej działania są tu bardzo ogólnikowo ujęte, a nawet powiedziałabym nieco karykaturalnie. No bo zajęta pogaduszkami z przyjaciółkami sprzed wojny spóźnia się ponad godzinę na umówione konspiracyjne spotkanie (jak się okaże łącznik poczeka!). Ma się wrażenie, że te treści zostały jakby „na siłę” włączone w fabułę. Jest takich zresztą więcej, podczas gdy zagadnienia istotne są często potraktowane powierzchownie. Tytułowa „skaza” chociażby; syn Arnolda, Johan, który dowiaduje się dość nieoczekiwanie o prababce Żydówce, raczej łatwo przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nie skontaktuje się z ojcem, nie zarzuci go pretensjami o ukrywanie takiej prawdy. A przecież tak zależało mu na przyjęciu do SS i udowodnieniu, że jego przodkowie byli aryjskiego pochodzenia, nieskażeni krwią żydowską.

Cóż, tak jak pisałam wcześniej, chyba pisarka za wiele chciała opowiedzieć. Mnie ta powieść się nie podoba. Jej mankamentem jest też niestaranne wydanie; różna czcionka, błędy ortograficzne. Są błędy rzeczowe, np. sprawa zabrania przez Magdę Sobańską na wyjazd do Złotnik jedwabnej sukienki, raz jej nie ma, potem nagle „cudownie” jest, i skąd, skoro nie została spakowana! Bohaterka wyjechała z Warszawy w lipcu, potem pojawia się informacja, że w sierpniu!

Nie podoba mi się język, przesadne, wydumane sformułowania, powtarzanie treści. Może podam przekład, żeby nie być gołosłowną: „Johan opancerzył twarz maską śmiertelnej powagi, ale jego serce skowyczało z bólu” czy „ręka drżała febrycznie”.

Odwołując się na koniec do opinii klubowiczów, muszę stwierdzić, że były one podzielone, chyba po równo. Połowa podzielała wyrażone przeze mnie zdanie, inni bronili powieści, podkreślali ciekawe treści, ukazanie tematyki wojennej bez okrucieństw i drastycznych scen, sposób przedstawienia bohaterów, zwłaszcza sylwetki tzw. dobrego Niemca, Arnolda Neugebauera, wzbogacenie wiedzy historycznej na temat II wojny światowej.

Co do języka raczej się zgadzaliśmy. Pozostawia wiele do życzenia, choć czytanie może przebiegać lekko i łatwo, jeśli nie zirytujemy się zanadto, gdy natrafimy na przykład na takie zdanie:”- To tylko jeden Bóg wie- odrzekła Kreczunowiczowa, wyciskając zapłakane oczy.” Słowo „wyciskając” podkreślone zostało przez użycie większej czcionki!!!

Ja raczej nie polecam powieści „Skaza” Zofii Borowskiej-Wyrwy. Skłaniałabym się zdecydowanie do zaproponowania tego samego tytułu, ale autorstwa Magdaleny Tulli czy Josephine Hart.

Wiesława Kruszek - Dyskusyjny Klub Książki przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Ostatnia konkubina

"Ostatnia konkubina" L.Downer to barwna opowieść o młodej dziewczynie, która wplątana zostaje w wydarzenia wielkich zmian w Japonii w drugiej połowie XIX wieku. To czasy wojny domowej pomiędzy siłami panującego Siogunatu Tokugawów a zwolennikami przywrócenia realnej władzy cesarza. Autorka zadbała, by tło historyczne powieści było bliskie prawdy. Bitwy, wydarzenia polityczne, życiorysy niektórych postaci, a nawet pogoda są autentyczne. Główna bohaterka jako dziewczynka trafia do pałacu kobiet, w którym mieszka 3000 kobiet i jeden mężczyzna-shogun. Otoczone przepychem zajmują się głównie swoim wyglądem, ale co zadziwiające, również uczą się sztuk walk, by w każdej chwili były gotowe obronić swojego pana, a nawet za niego umrzeć. Książka dostarcza dużo wiedzy na temat kultury Japonii, obyczajów i mentalności jej mieszkańców. Życie Japonek bardzo różniło się od naszego. Kobiety z wyższych klas rzadko opuszczały dom, musiały bezwzględnie podporządkować się woli najpierw ojca, później męża, a gdy ten zmarł, syna. Nie wolno było okazywać uczuć, bez względu na to, jak straszne wydarzyłoby się nieszczęście. W ich świecie ogromną rolę odgrywały zapachy, cała powieść jest nimi przepełniona.

"Ostatnią konkubinę" bardzo dobrze się czyta. Wartko poprowadzona akcja, sugestywne opisy, zaskakujące zwroty akcji, a przy tym przystępny język potęgują przyjemność czytania. Poza tym to nie tylko kronika kraju rozdartego bratobójczymi walkami, ale również  historia zmagań z losem młodziutkiej dziewczyny, którą zaskoczyła nieznana Japończykom miłość. Lesley Downer pokazała nam świat zupełnie odmienny od naszego, ale w sposób zrozumiały i atrakcyjny. Warto się w niego zagłębić.

Recenzja książki "Młot na czarownice"

Styl Jacka Piekary, który jest niezwykle barwny i interesujący, pobudzi wyobraźnię każdego czytelnika i przeniesie go do pokoju na piętrze karczmy, by mógł przysłuchiwać się rozmowie Mordimera Madderdina z Vermą Roksdorff. Tak właśnie zaczyna się "Młot na czarownice" - jeden z siedmiu tomów przygód Sługi Bożego, Inkwizytora.

Książka  zawiera pięć opowiadań różniących się od siebie tematyką i bohaterami pobocznymi. Ich elementami wspólnymi są oszczędne, aczkolwiek prawdziwie obrazujące relacje między postaciami, jak również łączący ich problem lub zdarzenie. Autor skupia się na poczynaniach bohaterów, dzięki czemu akcja jest wartka i płynna. Przedstawia czytelnikom sceny egzekucji, tortur, polowania. Przykładem jak bardzo jest barwny i pomysłowy styl pisarza świadczy opis zgładzenia ludzkiego wampira przez Anioła.

Interesujące w tej książce jest to, że opowiada o wydarzeniach, które rzeczywiście miały miejsce. Jacek Piekara we wszystkich tomach o Inkwizytorze bardzo kreatywnie i  bogato pokazuje jak to mogło wyglądać. Jak czarownice mściły się za swoich bliskich i jakimi metodami były nawracane na drogę Bożą. Co więcej, autor zamieścił w jednym z opowiadań demona, który swoim wyglądem i postępowaniem mógł nieco rozczarować, lecz z pewnością zaskoczyć. To jedynie potwierdza nieprzewidywalność pisarza.

Na pewno nie można odmówić Piekarze świetnego warsztatu, jak i twórczego podejścia do tematu. Kreacja głównego bohatera, która wzbudza zarówno sympatyczne, jak  i niesympatyczne odczucia, gwarantuje, że nowych czytelników będzie przybywać.

Justyna Grabowska, DKK przy Gminnej Bibliotece Publicznej w Wodzieradach z/s w Kwiatkowicach

Recenzja książki "Chaszcze"

Głównego bohatera powieści Jana Grzegorczyka pt.: "Chaszcze" można określić mianem poszukiwacza. W czasie trwania fabuły zajmuje się rozmyślaniem nad swoim życiem: co takiego osiągnął, a co przegapił, czego chciałby się nauczyć i co powinien nadrobić.

Zakup chatki w Witalniku jest początkiem lawiny decyzji, które pojawiają się na każdym jego kroku. Stanisław Madej zwykle bierny, nie pragnący wychodzić z jakąkolwiek inicjatywą, lubiący stan, w którym trwał przez prawie 50 lat, jest zmuszony do przemiany. I on na tę przemianę przystaje z większą lub mniejszą ochotą. Swój czas przeznacza na poznawanie przyrody i gatunków ptaków. Podczas tej czynności odnajduje zwłoki wisielca. Wydarzenie to  zapoczątkowało w pośredni sposób jego powrót do pisania. W tym miejscu jego poszukiwania nabierają innego charakteru. Odrzuca egzystencjonalne, nic nie przynoszące myślenie i zaczyna działać, odnajdując odpowiedzi na pytania dotyczące samobójstwa. Poprzez to wydarzenie porządkuje swoje sprawy życiowe, tworzy hierarchię wartości, której mu dotychczas brakowało. Poznaje innych poszukiwaczy: pana Mizerę (z zawodu adwokat), Kaleckiego (dziennikarz), Guzowskiego (poszukiwał sensu w życiu), Krystynę (która chciała wiedzieć, czemu jej mąż popełnił samobójstwo).

Cała historia jest napisana ciekawie i zajmująco. Wpływa na to kreacja wszystkich bohaterów, których bez problemu można by odnaleźć w rzeczywistości. A także zawarte śledztwo przeistaczające sie w romans, bazujące na tragicznej przeszłości wisielca. Warto również zwrócić uwagę na anegdoty o posycnych, którzy zamieszkiwali tamte tereny kilkadziesiąt lat temu.

"Chaszcze'" są dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, by chcieć i móc zmienić swoje życie. Należy pamiętać, że kiedy będzie się już do tego dążyć, trzeba to doprowadzić do końca.

Justyna Grabowska, DKK przy Gminnej Bibliotece Publicznej w Wodzieradach z/s w Kwiatkowicach

dziewczyna z pomarańczami

"Dziewczyna z pomarańczami"-to opowieść o miłości. Narratorem jest 15 letni chłopiec imieniem Georg. Mieszka z matką, malutką siostrzyczką i ojczymem. Jego ojciec zmarł wiele lat temu, kiedy on sam był jeszcze małym chłopcem i właściwie go w ogóle nie pamięta.

Pewnego dnia 15 letni Georg znajduje list, który schowany był w czerwonym dziecięcym wózku na strychu. List ojca do syna jest momentami rozwlekły. W liście tym ojciec opisuje spotkanie i miłość  do dziewczyny, ktora miała przy sobie torbę wypełnioną ogromną ilością pomarańczy, dziewczyna ta to matka Georga.

Książka przekazuje sens miłości. Chłopiec pod wpływem listu przypomina sobie rozmowy z ojcem, który zaszczepił w min miłość do gwiazd.

"Kubuś Fatalista i jego pan" Denis Diderot

Kubuś Fatalista i jego pan
Denis Diderot
tłumaczenie: Tadeusz Żeleński (Boy)
tytuł oryginału: Jacques le fataliste et son maître
Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa 1985
 
Denis Diderot (urodzony 5 października 1713 w Langres we Francji, a zmarły 31 lipca 1784 w Paryżu) – francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki oraz filozof, za dzieło swego życia uważał pracę przy tworzeniu Encyklopedii, która zebrała dorobek myśli społecznej, filozoficznej i moralnej europejskiego oświecenia. Dziś jednak najbardziej znanym jego dziełem jest powiastka filozoficzna Kubuś Fatalista j jego pan, która pierwotnie nie była przeznaczona do publikacji, a po raz pierwszy ukazała się drukiem dopiero w roku 1796.
 
Wydanie, które trafiło do moich rąk, przedmową opatrzył tłumacz – Tadeusz Żeleński (Boy) i choć od jej napisania minęło już sporo czasu (jak sądzę opatrzono nim pierwsze polskie wydanie, a wtedy byłby to rok 1915), można tylko marzyć, by dziś choć dziesiąta przedmowa była napisana z takim mistrzostwem. Wzór niedościgły i absolutnie godny naśladowania. Wprowadza czytelnika, który zamierza spotkać się z Kubusiem i jego panem w sedno maniery tego utworu, zachęca, ale nie reklamuje, krótko wspomina to, co niezbędne i pomija wszystko, co nie jest konieczne. A potem już możemy podążyć za naszymi bohaterami.
Z bohaterami, którzy konno przemierzają Francję, nie spiesząc się, gdy nie zmuszają ich do tego okoliczności, i prowadząc długie rozmowy. Długie, wręcz niekończące się. Początkowo wydaje się, iż ich tematem będą miłosne historie z życia Kubusia, ale ten jest okropnym gadułą, na dodatek domorosłym filozofem, co sprawia, iż nie ma końca dygresjom, wątkom pobocznym i innym przedłużaczom. Jakby tego było mało, ciągle wydarza się coś, co sprawia, iż ktoś musi opowiedzieć inną historię, a Kubuś wciąż nie może nawet dobrze zacząć swojej. Czy w końcu ją opowie, i jaki będzie jej przebieg, tego oczywiście nie zdradzę, przeczytajcie sami.
 
Dygresje i wtręty pochodzą nie tylko od postaci zaludniających świat tej powiastki. Autor zwraca się też bezpośrednio do czytelnika, który być może nigdy nie miał zaistnieć. Taka zabawa piórem? Diderot pisał bowiem do szuflady i nie mam pewności, czy w czasie, gdy tworzył Kubusia, miał w planach publikację, choćby po śmierci, czy ją chociaż ewentualnie dopuszczał w bliżej nieokreślonej przyszłości. Jakby nie było, kieruje się wielokrotnie wprost do przyszłego odbiorcy tekstu, toczy z nim swego rodzaju grę. A jaka jest tematyka tych przenikających się warstw i zabiegów literackich?
 
Bardzo różnorodna. Mamy lekko podane tematy filozoficzne; ogólnoludzkie. Mam tematy społeczne z mocno podkreśloną krytyką realiów ówczesnej Francji, posuwające się aż do przepowiedni okropieństw Rewolucji. Trzeba jednak pamiętać, że od powstania Kubusia minęły już dwa wieki z okładem. W moim odczuciu pewne aspekty przemyśleń i obserwacji Diderota mocno się zdezaktualizowały, podczas gdy inne, gdyż są nadal aktualne, pokazują swą zdwojoną moc, jako że ani upływ czasu, ani kolejne rewolucje, niczego nie zmieniły, choć powinny. Nie zmieniły przede wszystkim natury człowieka, zwłaszcza jej mniej chwalebnych aspektów, podobnie jak wypaczeń Kościoła Katolickiego, który został przez Diderota poddany miażdżącej krytyce.
 
Książeczkę czyta się dobrze, choć nie wciąga. Łatwo od niej odejść, by potem niespiesznie równie łatwo do niej wrócić. Może nie bardzo się ona nadaje na dzisiejsze, zabiegane czasy, gdyż nie ma w sobie tego magnetyzmu sprawiającego, iż się oderwać nie można. Z drugiej strony ma w sobie urok, dzięki któremu można ją czytać nawet przez tydzień, z ciągłymi przerwami, i w każdym momencie się nią delektując, niby butelką dobrego koniaku, po który sięgamy tylko wtedy, gdy mamy chwilę spokoju, by ją poświęcić tylko jemu.
 
Kubuś jest potencjalną kopalnią sentencji i cytatów, choć z drugiej strony wiele z zawartych w nim mądrości pokryło się patyną. Ambiwalencja jednak wpleciona przez Diderota w dialogi jego bohaterów, w ich postawy i zachowania, daje możliwość odczytywania ich na różne sposoby i poszukiwania prawdy we własnym zakresie. Kubuś z jednej strony jest fatalistą, co wyraźnie deklaruje, jednak z drugiej, w chwilach wymagających działania, potrafi być nad wyraz aktywny i działać nie oglądając się na przeznaczenie. Podobnie jest w Kubusiu z wieloma rzeczami, co pewnie ma zmusić czytelnika do myślenia, do znalezienia własnych odpowiedzi, a nawet własnych pytań. I w tym względzie, choć eksperymentalna forma, w czasach jego powstania uznana pewnie za ekscentryczną, dziś już nikogo nie dziwi, jest Kubuś Fatalista i jego pan prawdziwie ponadczasowy. Rzecz absolutnie warta poznania, choć dla czytelnika interesującego się historią i filozofią raczej jako ciekawostka, gdyż do jego wyobrażenia świata niczego nowego nie wniesie. No i jak z tym koniakiem lub winkiem – lepiej wybrać na lekturę czas spokojny, może jakiś urlopik, by ją smakować i się nią delektować
 
DKK Rawa Mazowiecka
Radosław Magiera

"Kobiety" Charles Bukowski

Kobiety, wino i książki
 Kobiety
(oryg. Women)
Charles Bukowski
tłumaczenie: Lesław Ludwig
wydawnictwo: Noir Sur Blanc 2010
Jakiś czas temu miałem przyjemność napisać dla Was o powieści Hollywood pióra Charlesa Bukowskiego, zmarłego w 1994 roku amerykańskiego pisarza, kobieciarza i alkoholika, jak sam o sobie mawiał. Choć jego twórczość budzi ostatnio w naszym kraju dość duże zainteresowanie, książka ta nie wzbudziła mojego zachwytu i myślałem, iż nigdy już moja droga czytelnicza nie przetnie się ze ścieżką jego dorobku literackiego. Jak się jednak okazało, słowa „nigdy nie mów nigdy” będące motywem z Jamesa Bonda zawierają w sobie głęboką prawdę i przekonałem się o tym, gdy doszły mnie wieści, iż lekturą mojego oddziału DKK na marzec ma być książka Kobiety tego samego autora.

Żwawo zabrałem się do lektury i, o dziwo, okazało się, iż tym razem opowieść jest lekkostrawna. Jak w Hollywood, która jest zresztą późniejszą w stosunku do Kobiet powieścią, tak i teraz, głównym bohaterem jest amerykański poeta i pisarz Henry Chinaski, jak łatwo się domyślić będący literackim odpowiednikiem samego Bukowskiego. Zgodnie z tytułem, rzecz dotyczy miłosnych historii Chinaskiego – Bukowskiego. Jest też oczywiście gorzała i hazard, ale to stałe elementy życia obu postaci, tej prawdziwej i tej fikcyjnej.
Wspomniałem, iż dla mnie powieść była bezstresową rozrywką, ale muszę od razu zaznaczyć, że ilu czytelników i czytelniczek, tyle reakcji na tę książkę. Styl prozy Bukowskiego i tym razem jest prosty, prawie ubogi. Próżno szukać tu sienkiewiczowskich klimatów. To po prostu opowieść pijaka o kobietach jego życia. A że pijak dość utalentowany i dość sławny, więc i kobiet sporo. Stosownie do środowiska, w którym obraca się Chinaski i z którego wywodzą się jego kochanki, język jest często prostacki i wulgarny, ale bez przesady. Dokładnie tyle, ile trzeba, by gładko wpasować się do opisywanych realiów. To wielki plus Chinaskiego w porównaniu do innych współczesnych powieściowych i filmowych bohaterów, którzy albo klną na potęgę, albo idą w bon ton, w obu wypadkach popadając w śmieszność.
Pióro Bukowskiego, a raczej jego maszyna do pisania, idealnie predysponowane było do realistycznych, naturalistycznych i wspomnieniowych książek udających powieści. Mam wrażenie, iż był on tego świadom od początku do końca, czemu niejednokrotnie daje wyraz w myślach i słowach Chinaskiego. Reakcje czytelników, kontrowersje wobec twórczości powieściowej Bukowskiego, w tym Kobiet, nie są więc chyba w samej rzeczy odbiciem reakcji na walory warsztatu, gdyż jego poziom odbiega od tego, co określamy mianem artyzmu, a raczej ukazują bardzo skomplikowane zależności między osobowościami czytelników i krytyków, a Chinaskim – Bukowskim. W opiniach i recenzjach znajdziemy wszystkie możliwe oceny, od najniższych do najwyższych. Ba – to co jednych odrzuca, innych wręcz przyciąga. Wszystko zależy od tego, jaka byłaby nasza reakcja na człowieka takiego jak Chinaski. Taka sama jest na lekturę Kobiet. A jaki jest Chinaski i jego kobiety?
Twórca świadom swej niejakiej mierności, ale rozumiejący, iż jednocześnie jest na tyle profesjonalny, że może ze swej twórczości wyżyć. Doceniający, iż opisywanie swego życia to lepsza praca niż fizyczna orka na pełnym etacie. Alkoholik świadom swego nałogu i leń świadom swego lenistwa. Człowiek, który chce przeżyć życie robiąc to, co lubi, czyli pijąc, uprawiając seks, nie krzywdząc nikogo, ale i nie litując się specjalnie nad nikim. Nie chce sukcesów, więc nie próbuje się wysilać. Chce zarabiać tyle, by móc się alkoholizować, łajdaczyć i lenić, i tego się trzyma. Podobnie wyglądają jego stosunki z kobietami. Zawsze stawia sprawę jasno i ten lansik zapewnia mu niezłe branie. Niezłe zwłaszcza ilościowo i jeśli chodzi o walory fizyczne niektórych kandydatek na romansik z pisarzem. Gorzej z zaletami umysłu. Ale to zgodne z realiami – im płytsza reklama, tym ma większe wzięcie w całej populacji. Jednym słowem realizm treści i naturalizm formy – aż po wyciskanie wągrów, ulubione zajęcie wielu kobiet, które jednak z niewiadomych powodów pomijane jest wstydliwie przez większość literatury traktującej o stosunkach damsko-męskich, podobnie jak problemy pojawiające się, gdy mężczyzna nie staje na wysokości zadania, albo gdy kobieta okazuje się mieć większe głębie, niż się z pozoru wydaje. Bukowski jest tutaj cennym wyjątkiem.
Jeśli więc spotkawszy takiego człowieka, który nie narzuca się nikomu ze swoim towarzystwem ani stylem bycia, bylibyście w stanie zrozumieć, iż jest to taki sam sposób na życie, jak inne i choć go nie akceptujecie, ani nie popieracie, bylibyście w stanie go tolerować, książkę odbierzecie pewnie jak ja – ani rewelacja, ani też porażka. Ot, zwykła opowieść o jakimś życiu; do poczytania. Nawet przyjemnego i budzącego pewne ciekawe refleksje poczytania, ale nic więcej. Jeśli zaś tkwią w Was jakieś kompleksy, jakaś potrzeba zwalczania żyjących inaczej, chęć zbawiania świata i bliźnich nawet wbrew ich woli lub cokolwiek innego, z czym jeszcze sami sobie nie poradziliście, pewnie zajmiecie któreś z licznych stanowisk; od zdecydowanego potępienia, przez odczuwanie zwykłej nudy, aż po fascynację i uwielbienie. Takie przynajmniej są moje odczucia i mam wrażenie, iż już teraz część z Was sama wie, czego się po tej lekturze spodziewać
 
Pozdrawiam serdecznie
 
Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
woj. łódzkie
 

Japońska parasolka

"Japońska parasolka" Rani Manickiej  miała być, jak obiecuje wydawca, wciągającą bez reszty, napisaną z rozmachem sagą rodzinną, utrzymaną w stylu "Wynań gejszy". Niestety, nic z tych słów nie znajduje potwierdzenia w środku książki. Na pewno daleko jej do "Wyznań gejszy". Utrzymana w tonie bajkowym, magicznym, zupełnie nie przekonuje. Pełna duchów, wywodów filozoficznych momentami po prostu nuży. Główna bohaterka również jakoś nie wzbudza sympatii. Urodzona na Cejlonie, w ubogiej rodzinie, ciemnoskóra Parwati na skutek podstępu ojca wychodzi za mąż za bogacza. Ten czując się oszukanym zamierza odesłać ją do rodzinnej wioski, ale wciąż odkłada jej wyjazd, aż w końcu zostaje jego pełnoprawną małżonką. Niestety, dziewczyna nie jest bystra, nie ma ogłady i wychowania, co mają zmienić zatrudniani przez męża nauczyciele. Dla Parwati najważniejsze są marzenia o wielkiej miłości, bogini-wąż i szamańskie praktyki. Zaprzepaściła ogromny majątek męża, choć zabezpieczył ją i poinstruował co ma zrobić po jego śmierci. Jej bezwzględne posłuszeństwo wobec ojca i braci powoduje, że bez mrugnięcia okiem pozwala by ją okradali. Również jej  stosunki z dziećmi pozostawiały wiele do życzenia. A gdy wreszcie odnajduje prawdziwą miłość i namiętność, to w ramionach okupanta, który zajął jej dom. Jedyne uczucie po zapoznaniu się z historią głównej bohaterki to irytacja. Książka mnie nie porwała i nie oczarowała. Dłużyzny i "mądrości życiowe" w niej zawarte zniechęcają do czytania.

Recenzja książki "Niech to nie będzie sen"

Daniel Odija w swojej książce "Niech to nie będzie sen" opowiada losy pisarza, który po  rozstaniu z żoną wyjeżdża na wieś, by tam znaleźć ukojenie. Wciąż nękają go jednak wspomnienia nieszczęśliwego pożycia małżeńskiego, a także duchy zmarłych rodziców i brata-samobójcy.  Wytchnienie przynosi jedynie powrót do rodzinnych anegdot i historyjek.

Historia  pisarza cierpiącego na twórczą niemoc, któremu nie układa się również życie osobiste nie jest zbyt oryginalna.  Jednak sposób przedstawienia sprawia, że czyta się ją z zaciekawieniem, napisana jest bowiem z humorem i melancholią, zabawnie i wzruszająco. W powieści występuje kilka wątków. Przede wszystkim wspomnienia i rozterki uczuciowe głównego bohatera. Następnie  historyjiki z życia mieszkańców wsi oraz opisy przyrody. Każdy temat napisany jest odmiennym  językiem. Mamy więc piękne plastyczne opisy przyrody, a obok nich język brutalny, wulgarny i dosadny.

Na szczególną uwagę zasługuje galeria barwnych postaci drugoplanowych, jak choćby sierżant Paluch czy strażak Lebioda.

Książkę czyta się dobrze, ale  nie "porywa", nie wnosi czegoś nowego. Mimo wszystko warto ją przeczytać.

 Wypowiedzi klubowiczów DKK przy GBP w Wodzieradach  zebrała Jolanta Grabowska

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi