Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Recenzje czytelników klubów DKK

Recenzja książki Szczęścia można się nauczyć Daniel Allemann. DKK Uniejów

Książka pt. „ Szczęścia można się nauczyć. Poradnik dla Ciebie” Daniel Allemann, to wspaniała lektura dla tych, którzy powinni przełamać swój sposób myślenia. Autor sam miał duże wątpliwości dlaczego jedni są prześladowani np. przez zły los, natomiast inni mają tak wielkie szczęście, jakby urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą. Daniel Allemann po wielu latach doszedł do wniosku, że każdy z nas ma szczęście tylko powinien je odkrywać każdego dnia. Powinniśmy być optymistycznie zawsze nastawieni do świata i ludzi i nigdy nie dopuszczać złych myśli. Nie tylko w marzeniach dostajemy od losu szczęście,czasami nie potrafimy go dostrzec,. Jest ono na wyciągnięcie ręki tylko we właściwym miejscu i czasie. Każdy z nas powinien dążyć do szczęścia, ponieważ nigdy nie wiadomo w jakich zakątkach świata można je odnaleźć.

"Chłopiec, który umiał latać" -PSOUU Pabianice

Dnia 10 listopada poszliśmy do biblioteki na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Pani Kasia czytała nam książkę pt: "Chłopiec, który umiał latać". Bohaterem książki jest chłopiec, który miał na imię Thomas. W dniu urodzin odwiedziła go grubaśna wróżka, która spełniła jego marzenie. Chłopiec zaczął latać. Przysporzyło mu to dużo kłopotów. W szkole skoczył przez kozła i znalazł się na belce przy suficie. Miał zakaz uczęszczania do szkoły. Fruwał po okolicy. Pewnego dnia siedział na dachu i poznał malarza, który umiał fruwać. Zaprzyjaźnił się z nim. W domu panowała coraz gorsza atmosfera. Tata krzyczał i robił awantury. Mama wyprowadziła się z domu. Nastał dzień urodzin taty. Odwiedziła go grubaśna wróżka. Tata poprosił, żeby znowu umiał cieszyć się życiem. Jego życzenie się spełniło. Tata z synem przygotowali niespodziankę dla mamy. Pięknie wymalowali mieszkanie. Zapanowała w domu radosna atmosfera. Rodzice byli uśmiechnięci a syn wrócił do szkoły. Grubaśna wróżka zmieniła życie bohaterów książki.

Recenzja książki "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"

Recenzja książki Swietłany Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”

Zapamiętałam taki obraz z radzieckich filmów: dworzec, pociąg wypełniony ochotnikami ruszającymi na front, żegnające ich matki, żony, siostry, narzeczone, euforia, bukiety kwiatów, gra orkiestra. Wydało mi się to  trochę dziwne, myślałam, że to może na potrzeby filmu, przecież wojna jest straszna, z czego tu się cieszyć, ruszając walczyć i zabijać, mając świadomość, że można nie wrócić.

Kiedy czytałam książkę Aleksijewicz, przekonałam się, jak bardzo ten obraz był rzeczywisty. Co więcej, kobiety nie tylko żegnały swych mężczyzn, one również zgłaszały się na ochotnika, by wziąć udział w wojnie. To z ich wspomnień, przejmujących i wstrząsających relacji, składa się reportaż Noblistki. Autorka im oddaje głos, pozwalając sobie na krótkie komentarze i z rzadka jakieś pytania.

Kobiety opowiadają o wojnie, innej niż jawi się ona w relacji mężczyzn. One zapamiętały szczegóły, drobne, na pozór mało ważne zdarzenia; za duże buty, męską bieliznę, którą musiały nosić, oczy rannych i martwych żołnierzy. Wspominają chęć uchronienia choćby w niewielkim stopniu swej kobiecości, Maria Nikołajewna chowa kolczyki, by móc wpiąć je nocą w uszy. Mówią o przerażeniu okrucieństwem wojny, ale podkreślają też chęć dorównania mężczyznom, chwalą się  swoimi odznaczeniami.

Można się zastanawiać, co skłoniło te młode siedemnasto - , osiemnasto - , a nawet szesnastoletnie dziewczęta, by zaciągnąć się do wojska, by nie tylko być na tyłach jako kucharki, praczki, sanitariuszki czy lekarki, ale i domagać się udziału w walkach na pierwszej linii frontu. Mówią Swietłanie Aleksijewicz o miłości do Ojczyzny, o nakazie walki za nią wynikającym z przynależności do Komsomołu, o wierze w Stalina i w partię. Wspominają plakaty z napisem „Matka Ojczyzna wzywa” czy pieść „Zbudź się potężny kraju, na krwawy ruszaj bój”. Cieszą się, że dzięki Aleksijewicz mogą po 40 latach milczenia (autorka zbierała relacje w latach 1978 – 1985) wreszcie otwarcie wspominać swój udział w wojnie.

Jest w nich jednocześnie obawa, że zburzą mit wielkiego zwycięstwa Armii Czerwonej. Część z nich nie ujawnia swego nazwiska, wolą pozostać anonimowe, by dzieci i rodzina nadal widzieli w nich wyłącznie bohaterki wojny. Wciąż jest w nich lęk. Walentyna Jewdokimowa M –wa mówi, że nawet teraz się boi i żyje w strachu wraz z mężem: „Tak też umrzemy – w strachu. Z goryczą i wstydem…”

Skąd się to bierze? Otóż po zwycięstwie niekoniecznie witano je jak bohaterki, raczej mówiono „suki wojskowe”. Kobiety, które zostały, które cierpiały głód i wyczekiwały, często daremnie, na swych mężczyzn, oskarżały te walczące o złe prowadzenie się czy chęć znalezienia na wojnie męża. Wspominają o tym z goryczą, jednak często w ich relacjach 4 lata wojny to czas, który pokazał wielkość ZSRR i zakończył się Zwycięstwem, tak właśnie pisanym, wielką literą.

Swietłana Aleksijewicz słucha kobiet, pijąc z nimi herbatę, jedząc pierogi. Opowiadają zwyczajnie, prostym językiem o tym, czego doświadczyły, o przerażających rzeczach, które widziały. Mnie najbardziej poruszyły wspomnienia kobiet walczących w partyzantce, narażających nie tylko siebie, ale i swoje dzieci. Czy takie zachowania można zrozumieć, usprawiedliwić miłością do ojczyzny, czy może nazwać głupotą? Po lekturze książki pozostaje się z takimi pytaniami, wzbogaca się też wiedzę na temat udziału kobiet radzieckich w wojnie, zachowania żołnierzy w wyzwalanych krajach i w Niemczech, stosunku władz do tych, którzy z niewoli wrócili do domów.

„Ptaki szybko zapomniały o wojnie…” – takim zdaniem kończy się książka. A ludzie? – chciałoby się zapytać.

 

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

,,Szwaczka'' Frances de Pontes Peebles

            Bohaterkami książki pt. ,,Szwaczka” Frances de Pontes Peebles są dwie siostry – Luzia i Emilia dos Santos. Akcja powieści rozgrywa się w Brazylii, na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Autorka nie skupia się jedynie na historii państwa. Opisana zostaje również moda, zwyczaje i mentalność.

            Siostry żyją w interiorze, gdzie panuje całkowite bezprawie. Trwają spory między bogatymi właścicielami ziemskimi a wyjętymi spod prawa cangaceiros.  Po stracie rodziców dziewczynkami opiekuje się ciotka – utalentowana szwaczka. Ich marzeniem jest wyrwanie się z górskiej wioski do innego świata, o którym czytają w gazetach i który znają z opowiadań przyjezdnych. Udaje im się zrealizować owo marzenie. Emilia poślubia zamożnego Degasa Coehlo i wyjeżdża z nim do dużego miasta, które ją rozczarowuje tak samo jak małżeństwo. Luzia zostaje porwana przez zafascynowanego nią Jastrzębia – przywódcę cangaceiros. Razem z nim i jego grupą przemierza pustynię. Pewnego dnia zostaje żoną człowieka legendy i rodzi mu syna.

            Kobiety uczą się żyć w środowiskach, których wcześniej nie znały. Ich codziennością staje się podejmowanie trudnych decyzji. Pomimo nagłej rozłąki łącząca ich więź nie osłabła. Nadal wiedzą, że mogą na siebie liczyć. Życie tak pokierowało siostrami, że o tym co się                u nich dzieje dowiadują się z gazet. Luzia czytała o Emilii w kronice towarzyskiej, natomiast Emilia wiadomości dotyczące siostry znajdywała w kolumnach o tematyce kryminalnej.

            Na przykładzie Emilii i Luzii ukazana została przewrotność losu. To Emilia była postrzegana przez otoczenie jako ta atrakcyjniejsza z sióstr. To ją ciotka przygotowywała do roli żony i matki. Luzię ze względu na jej kalectwo skazano na staropanieństwo. Jednak to właśnie Luzia poznała mężczyznę, który dostrzegł w niej to, czego nikt inny nie widział – kobiecość. Emilia, który od najmłodszych lat wzbudzała zainteresowanie w mężczyznach nie spotkała takiego, który odwzajemniłby jej uczucia. Żyła w małżeństwie, które tylko na pozór było szczęśliwe.

            Frances de Pontes Peebles w powieści posłużyła się retrospekcją. Autorka na początku książki wyjawiła ważne szczegóły z życia sióstr. Punktem wyjścia dla Emilii był pogrzeb jej męża, dla Luzii informacje o jej rzekomej śmierci. W dalszych rozdziałach Frances de Pontes Peebles zabiera czytelników do przeszłości i snuje swą opowieść od początku, aż do momentu opisanego w pierwszym rozdziale, aby następnie uzupełnić historię o kolejne wydarzenia.

Gomorra DKK Uniejów

Gomorra Roberto Saviano to  niezwykła, bardzo bogata w wątki książka, dzięki której  czytelnik ma okazję poznać mafijne sposoby na prowadzenie działalności w obecnych czasach. Książka ukazuje wielkie imperia finansowe, które powstały na międzynarodowym handlu bronią i narkotykami, na agresywnej, nielegalnej konkurencji, na szantażach, korupcji i morderstwach. Opisując świat mafii,  autor dowodzi, że neapolitańska kamora jest pod względem liczebności i bezwzględności jedną z najsilniejszych włoskich grup przestępczych. Kamorra to rozbudowana grupa mafijna działającą na rynku narkotyków, mody haute couture, budownictwa i odpadów, której wpływ całkowicie zmienił życie w Kampanii. Od chwili gdy Saviano jako młody chłopiec ujrzał na ulicy pierwszą mafijną ofiarę z wielką uwagą obserwował, to co się dzieje. Zaczął odkrywać i poznawać szczegółowo mafię, która jest już wszechobecna na całym świecie. Gospodarka i brudne pieniądze, to jednak nie wszystko. Najbardziej dramatyczne jest to, że w tych czasach jest giną ludzie, często niewinni.

Recenzja "Poczwarka"

Czesław Płusa

Recenzja: Dorota Terakowska, Poczwarka

Ramy narracji powieści określa historia  młodego małżeństwa, którego losy w momencie życiowego triumfu zaczynają się nagle układać „przerażająco” nieszczęśliwie. Adam i Ewa zostają rodzicami upośledzonego dziecka, naznaczonego typowymi cechami „Down Syndrome”. Niestety, wydarzenie to ujawnia rzeczywistość w całej jej przypadkowości, zacz trudnej do ogarnięcia jest jej  celowość.  Miejsce porządku i ładu zajmuje chaos, który  jak grom z nieba poraża racjonalną wizję życia rodziców Myszki. Nasz mały, rodzinny biznesplan - według  starannie ustalonych reguł miała się przecież spełnić ich  optymalna szczęśliwość. Tak Adam i Ewa wyobrażali sobie przyszłe życie przed narodzeniem zaplanowanego dziecka. Swoją atrakcyjność widzieli jedynie w eksluzywnej sytuacji posiadania dóbr materialnych i namiętnym dążeniu do kariery zawodowej. Marzeniem Adama było zostać wiceprezesem, a może prezesem w firmie informatycznej. Zmiana samochodu i budowa domu – parter, piętro i poddasze – są nie tylko wrodzonym dążeniem do posiadania, lecz efektem wpływu społecznych uwarunkowań. Wzrost standardu materialnego i zawodowego stanowi o statusie społecznym współczesnego człowieka, pożądany zaś wizerunek rośnie w oczach innych ludzi.

Terakowska  obnaża  namiętną tęsknotę  rodziców Myszki za życiem - jak określa to Erich Fromm - w egzystencjalnym modus posiadania. Adam, ojciec nowonarodzonej córki, Myszki, staje się egzaltowanym buntownikiem, człowiekiem targanym wewnętrznymi sprzecznościami, z dzikością w sercu, a wraz z nią zdradza nienawiść do losu, a nawet do Myszki.Gdyby się nie narodziła, gdyby jej w ogóle nie było – o ileż życie byłoby prostsze…!Ta konstatacja  prowokuje  i zmusza czytelnika do   przedefiniowania bagażu swoich wartości, nasuwa myśl o prawdziwym egzystencjalnym wyzwaniu każdego z nas. Bliski wydaje się zatem być tu pogląd Eckharta, że ludzie nie powinni tak bardzo troszczyć się o to, co robią, ile posiadają, jak o to, czym są. W tym sensie przebija się w powieści Poczwarka świadomość zapotrzebowania na przeciwległy biegun myślenia, na  egzystencjalny modus bycia. (Erich Fromm) Desperackie przywiązywanie się do rzeczy prowadzi do szaleństwa, które burzy stabilność relacji międzyludzkich. Z niepokoju o utratę własnego wizerunku wyrasta również  perspektywa załamania się kariery zawodowej.  Adam nakazuje oddać córkę do specjalnego zakładu.  By zagłuszyć sumienie  akcentuje uzasadnienie praktyczne. Jeśli komuś z nich się coś stanie, dorosła Myszka będzie pozbawiona opieki.  Do momentu narodzin upośledzonej córki Adam był zdeterminowany  perspektywą niebywałej ekspansji nowych możliwości awansu zawodowego, społecznego i,  materialnego przede wszystkim.  Postulując „nową świadomość” Adam staje się „gatunkiem homo faber”, typowym dla współczesnych czasów. Chodzi tu o ludzki umysł, który podtrzymuje nadzieję i wiarę w nieograniczony postęp – swoją przyszłość można zaprogramować. Punktem kulminacyjnym nadziei będzie  dla Adama wiek XXI, nastąpi bowiem era genetyków. Towarzyszyć temu będzie możliwość zaplanowania czystego, zdrowego, idealnego społeczeństwa. Automatycznym gwarantem tego postępu będzie hodowla doskonałych ludzi.   Ileż w tym przekonaniu  infantylnej postawy  -  jednostka  może sama skutecznie zatroszczyć się o swój los. Pewnego dnia Adam starannie podliczył w komputerze ich, jak to nazwał, „pasywa i aktywa” i powiedział: - Możemy sobie pozwolić na dziecko. Adam miał 37 lat, Ewa 35. Niestety, chichot genów sprawił, że perspektywa genetyczna okazała się drastyczna.  Przyszła na świat Myszka. Stąd jego rozżalenie, że bezlitosna ułomność jego dziecka, stała się właśnie częścią jego życia. Urodziła się zdecydowanie przedwcześnie.

Nierozstrzygalnym dylematem wydaje się być rozpad więzi między rodzicami Myszki. Adam musi wybierać między światem, o którym Ewa mówi: groźne miejsce, bardzo groźne miejsce”,  pełno w nim  telefonów, ubrań, aut, komputerów, a światem, który jest nośnikiem ducha, napędza wewnętrzne życie Myszki – to puls życia jaki się jawi jej za oknem poddasza. Co za cisza….. można usłyszeć, jak trawa rośnie. Pod wpływem Myszki i Ewa „wciągnięta” zostaje w ten puls, w wir, poddaje się mu, roztapia się w nim. Podchodzi do okna, rozsuwa zasłony, jej wzrok pada na trawnik. Ogarnia ją anielska pokusa -  ZDZIWIENIE - CIEKAWOŚĆ -  ZROZUMIENIE: Widzę i słyszę jak trawa rośnie!. Dzięki niej Ewa odkryła, że  świat jest piękny,  bogaty i dobry.  Po chwili usłyszała cichą, owadzią muzykę. Pojawiły się nagle owady… fruwały. Było ich mnóstwo, wszędzie, i Ewa rozróżniła wśród nich zarówno dzienne motyle, jak i nocne ćmy, złote pszczoły, brązowe trzmiele, i wreszcie pospolite muchy i komary.

Manifestacje radykalne poglądów genetycznych stają się dla Adama pod wpływem Myszki i Ewy podejrzliwe. Niezwykle wątpliwa staje się dla niego kwestia: Jakie będzie to przyszłe społeczeństwo, całkowicie pozbawione ludzi ułomnych?  Jaki będzie świat, zaludniony wyłącznie doskonałymi ludźmi? Czy równie doskonały?  Powyższe wątpliwości zmuszają Adama do dokonania rewizji swoich dotychczasowych „postępowych” postaw, rewizji, która prowadzi do fundamentalnej przemiany zachowania.

W istocie, prawda jest fenomenem zgoła całkowicie odmiennym, niż sądził dotychczas. Jest to prawda, której nie można dowieść za pomocą instrumentalnego rozumu, lecz serca. Tę pewność uświadomiły mu Ewa i niepełnosprawna córka.  Zrozumiał, że właściwy  byt to rzeczywistość ducha, który nami powoduje, charakter, który określa nasze zachowanie.Radości nie sprawia mu także odrzucenie w młodości swojego brata z powodu niepełnosprawności.Tę zakorzenioną wcześniej bezduszność wobec brata, obecnie wobec Myszki,  zarzuca mu Ewa: To ty byłeś niepełnosprawny, nie twój braciszek. Ty, a nie Myszka.

Jedynie tam, gdzie partycypujemy w żywej relacji do drugiego człowieka,  upośledzonego przede wszystkim, możliwe staje się przezwyciężenie barier wynikających z dyktatu rozumu instrumentalnego. Pełną identyfikację z drugą osobą uda się tak naprawdę  dopiero osiągnąć,  kiedy odrzucimy  egoizm i zjednoczymy się z nią w akcie odnowienia uczucia miłości. Zdolność widzenia właściwych wartości wykazała babcia Adama. Jednostka ludzka może znaleźć ocalenie dopiero wówczas, kiedy orientacji racjonalnej towarzyć będą odruchy serca, wrażliwości na los innych. Dlatego babcia nadała bohaterowi powieści Poczwarka imię upośledzonego brata, wierząc, że w ten sposób złączyła dwie istoty w jedną, bardziej doskonałą. Zachowując duszę i wrażliwość swego upośledzonego brata,  obdarowuje go w zamian zdrowym, silnym ciałem i lekkim, sprawnym umysłem. Intencje  babci zrozumiał Adam dopiero po wielu latach, kiedy rezygnuje z orientacji na posiadanie i dochodzi w nim do głosu odnowa duchowa, spontaniczna ekspresja samego siebie, miłość do Myszki. Zrozumiał, że dzięki niej odzyskał zdolność widzenia w świecie wartości  Niestety, paradoks losu sprawił, iż duchowa odmiana Adama przyszła za późno. Kiedy „wraca” do Myszki, by podjąć porzucone prawdziwe życie, zastaje ją w stanie ciężkiej choroby. Rozpacz staje się tym większa, że umiera w chwili, w której odzyskał wiarę w prawdziwą, ocalajacą love w tym świecie.

Rekapitulując, możemy powiedzieć, że Dorota Terakowska odsłania się nam w powieści jako człowiek wszechstronny, o szerokich horyzontach, niezależnym myśleniu i ogromnej swobodzie wewnętrznej.Za sprawą Poczwarki urosła w moich oczach do miana pisarki posiadającej pełną  podziwu moc twórczą: urok wyobraźniowej gry  oraz umiejętność żonglerki materiałem poetyckim. Powód istotny, by rozbudzić apetyt do dalszych lektur jej książek.

Najmniejsza dziewczynka na świecie - Filia 2 Pabianice (DKK dla niepełnosprawnych).

Dnia 20 października poszliśmy do Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul.Łaskiej. Pani Kasia czytała nam książkę pod tytułem: "Najmniejsza dziewczynka na świecie" .Książka opowiadała o dziewczynce,która miała na imię Ruby. Mimo, że pochodziła z magicznej rodziny nie potrafiła czarować , ale umiała czytać i pisać .Po śmierci rodziców trafiła do Szkoły Iluzjonistów, ale jej jedyną zdolnością było zmniejszanie się.Po wielu przygodach w końcu trafiła do cioci Hat, która bardzo ją pokochała dzięki miłości cioci i umiejętności czytania i pisania, Ruby nauczyła się czarować. Losy Ruby potoczyły się dobrze i stała się ona najlepszą czarodziejką w szkole. Książka bardzo nam się podobała i chętnie rozmawialiśmy o przygodach głównej bohaterki przy kawie, herbacie i ciasteczkach
Tekst opracowała : Marta Szudarska.

Recenzja książki "Reisefieber" Mikołaja Łozińskiego

Astrid Reis i Daniel; matka i syn. Od kilku lat nie mają ze sobą kontaktu, on wyjechał do Stanów, mieszka w Nowym Jorku, ona pozostała w Paryżu, gdzie Daniel spędził dzieciństwo i młodość.  Astrid umiera i wtedy jej jedyny, wychowywany przez nią samotnie, syn przyjeżdża, by zająć się różnymi sprawami pozostałymi po zmarłej. Zaczyna chodzić jej śladami, rozmawia z ludźmi, z którymi się spotykała. Wiele dowiaduje się o niej, zastanawia się, na ile ten wizerunek jest zbieżny z tym, co on zapamiętał.

Trudne relacje matki i syna poznajemy, śledząc spotkania Daniela Reisa z psychoterapeutką Astrid, lekarzem onkologiem, przyrodnią siostrą, lokatorem mieszkania, żoną kochanka. Mamy też okazję sięgnięcia do przeszłości, syn wspomina lata spędzone z matką, bez ojca, którego właściwie nie poznał. Skupia się na pewnych zdarzeniach, ważnych i bolesnych dla niego, a i dla jego matki również. Wypadek na wakacjach, udawane choroby, kwiaty dla mamy, ostatnia awantura i rozbite lustro…

Kto zawinił, dlaczego zamilkli oboje na lata, nie potrzebowali siebie? Mikołaj Łoziński, mając zaledwie 25 lat, napisał piękną i mądrą książkę, w której próbuje odpowiedzieć na te pytania, a może inaczej, po prostu szuka odpowiedzi. Czy je znajduje to już inna kwestia, tu czytelnik musi zabrać głos. Myślę, że czytając tę niewielką powieść (162 strony), możemy się zastanawiać, dlaczego ludzie tak często rozmijają się, nie chcą (nie potrafią) mówić o swych uczuciach, ranią się, odpychają.

Patrzymy na Daniela, który szuka prawdy o matce, nawet niekiedy domaga się jej, np. od psychoterapeutki, a przecież, jak mówi Aude, „ważna jest ta Astrid, którą pan pamięta” i przecież nic nie da się już zmienić.

Życie przemija, tytułowa „reisefieber” także, Astrid wie, że jej podróż się kończy, jeszcze list do syna, w którym wyjawi mu skrywaną przez lata tajemnicę, ostatnie porządki w mieszkaniu i można wyruszać… Widzimy pewne zdarzenia z perspektywy matki. Nakreślony przez Łozińskiego wizerunek Astrid jest ciepły i wzbudza sympatię czytelnika, w przeciwieństwie do jej syna, który wydaje się niedojrzały, mimo 38 lat, raczej egoistyczny i nie bardzo wiedzący, czego chce od życia.

Przeczytałam tę powieść dwukrotnie, pierwszy raz przed czterema laty i teraz właściwie miałam wrażenie, że poznaję ją od nowa. Zwróciłam baczniejszą uwagę na piękny wątek miłości Asrid i Spencera, na pewne luki myślowe, niedopowiedzenia, które samemu można uzupełnić, opisy sytuacji, które mogłyby się wydarzyć. Nieśpieszna, kameralna, spokojna narracja umożliwia refleksje nad przemijaniem, śmiercią, uczuciami. Dobrze się stało, że akcja nie dzieje się w Polsce, że bohaterami nie są Polacy (z jednym małym wyjątkiem). Nie trzeba przykładać do relacji matki i syna naszych rodzimych wyobrażeń, np. o matce – Polce.

Warto przeczytać „Reisefieber”, może nie tylko jeden raz. Niektórzy klubowicze zabrali ją, by ponownie oddać się lekturze.

 

Wiesława Kruszek

DKK przy PBP w Sieradzu

Toksymia M. Rejmer. DKK Uniejów

Cała akcja książki dzieje się Warszawie. Wszyscy bohaterowie  uwikłani są w trujące relacje. Wszystko co robią, robią z miłości, w ich przekonaniu. Nie potrafią też nic zmienić w swoim życiu. Lęki i obsesje bohaterów oddają świetnie ponury klimat warszawskiej Pragi. Jedną z bohaterek jest córka Ada-trucicielka chorego na  depresję ojca. Powstaniec warszawski prześladujący młodą dziennikarkę. Jan Niedziela piszący mowy pogrzebowe dla zakładu „Przyjemny pogrzeb”. Longin polonista, który zmienił pracę dla rodziny a i tak nadal jest niezrozumiany przez żonę. Jest jeszcze pani Lucyna, staruszka, mająca wizje. Bohaterowie boją się wszystkiego i nikt z nich z pewnością nie ma łatwo.

 

Portret Oriany Fallaci. Recenzja książki Oriana Fallaci. Portret kobiety Cristiny de Stefano.

W książce pt.: Oriana Fallaci. Portret kobiety Cristina de Stefano przybliżyła czytelnikom postać Oriany Fallaci – włoskiej dziennikarki i pisarki, która przebojem weszła do dziennikarskiego świata zdominowanego przez mężczyzn. Przeprowadzała wywiady z postaciami takimi jak: Henry Kissinger, Lech Wałęsa, Muammar al – Kadafi, Federico Fellini, Jasir Arafat, Indira Gandhi czy Sean Conery. W artykułach i książkach poruszała trudne tematy. Odważnie wyrażała swoją opinię o scenie politycznej w Europie czy o sytuacji kobiet. Odkryła Amerykę lat 50, przyjaźniła się z gwiazdami Hollywood, a w 1967 roku jako jedyna włoska dziennikarka pojechała do Wietnamu jako korespondent wojenny. Odbyła także podróż dookoła Europy, aby napisać cykl reportaży o znanych kobietach, pokazując blaski i cienie ich życia.

 

Życie Fallaci przepełnione było zbiegami okoliczności. Posiadała ogromny talent, lecz w sukces jaki osiągnęła włożyła wiele ciężkiej pracy. Dzięki de Stefano wraz z kolejnymi rozdziałami książki poznajemy dojrzewającą kobietę. Fallaci wychowywała się w środowisku z gruntu niepokornym i przesyconym.Echa dzieciństwa nieustannie powracają w biografii Oriany. Dzięki owym retrospekcjom czytelnikom łatwiej zrozumieć jej stosunek sławy i bogactwa.W rodzinnym domu panowała trudna sytuacja materialna. Wpływ na to miała II wojna światowa. Antyfaszystowskie poglądy rodziców Oriany oraz postawa jej ojca sprawiły, że również ona brała czynny udział w ruchu oporu. W czasie wojny była łączniczką. Ojciec Oriany był więziony i torturowany, a mimo tego ukrywał w domu brytyjskich żołnierzy. Fallaci mówiąc o tym etapie życia używała słów: Dorastałam w atmosferze wojny. Zdominowała moje dzieciństwo. Wszędzie się o niej mówiło, wszędzie się ją widziało.

 

Już w wieku 5 lat wiedziała, ze chce zostać pisarzem. Najbliżsi odradzali jej tego argumentując, że jest za młoda i za biedna, aby pisać książki. Postanowiła wówczas, że pójdzie na kompromis i zostanie dziennikarzem: Już wtedy wiedziała, że każda rzecz przemawia i może opowiedzieć jakąś historię, trzeba tylko umieć słuchać.

 

Od najmłodszych lat matka wpajała jej, że życie jest niepewną walką, którą można wygrać tylko uporem i wytrwałością. Stąd Oriana wie, że kluczem do sukcesu jest ciężka praca i nieustanne zdobywanie wiedzy. Z poświęceniem i ogromną pasją zalicza kolejne etapy edukacji. Wtedy też kształtuje się jej niepokorny charakter. Jest zdeterminowaną i rzetelną dziennikarką. Nic nie umknie jej uwadze. Nawet z milczenia rozmówcy potrafi wyciągnąć wnioski śledząc jego mimikę i gesty. Bardzo wnikliwie obserwuje otoczenie. Ma okazję poznać największe sławy światowego kina i sceny politycznej. Jeśli nie udaje jej się z kimś spotkać to nie jest to dla niej przeszkodą w napisaniu artykułu na zlecony temat. Każdą sytuację potrafi obrócić na swoją korzyść. W książce de Stefano opisuje, jak Fallaci przez pół roku próbowała przeprowadzić wywiad z Marlin Monroe, do czego w rezultacie nie dochodzi. Jednak mimo tego Fallaci pisze artykuł, który zachwyca redaktora naczelnego. Na pierwszym miejscu stawiała prawdę. Nie znała oportunizmu. Po raz pierwszy straciła pracę z powodów etycznych.

 

Świat znał ją jako kobietę, która odniosła sukces. Niewielu jednak wiedziało, że nałożył się on z prywatną tragedią Fallaci. Nieszczęśliwa miłość i wielokrotne poronienia sprawiły, że próbowała targnąć się na własne życie.

 

Cristina de Stefano od dawna fascynowała się ową ikoną dziennikarstwa. Postanowiła zająć się jej życiem i napisać biografię. De Stefano podziwiała jej odwagę, efektywność pracy i niezależność w pomysłach lecz przede wszystkim jej walkę o uznanie w dziennikarskim świecie zdominowanym przez mężczyzn.

 

W twórczości Oriany Fallaci widoczna jest pasja. Osobiste dramaty i wybory życiowe miały wpływ na jej pracę. Posiadała wiedzę o świecie, który pozbawił ją złudzeń, pozostawiając ją poruszoną i zaangażowaną.

 

De Stefano wie jak dobierać fakty i opisać w ciekawy sposób najważniejsze momenty z życia Włoszki.

 

Polecam Państwu lekturę tej biografii.

Recenzja książki "Punkt równowagi" A. Bobkowskiego

W „Punkcie równowagi” znalazło się jedenaście opowiadań Andrzeja Bobkowskiego, bardziej chyba znanego jako autora wspomnieniowych „Szkiców piórkiem”. Choć trzeba by zauważyć, że i tak nie należy on do zbyt znanych twórców. Znawcy mówią jednak o nim jako o jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy. Żył na emigracji, z Francji, gdzie zastała go II wojna światowa, wyjechał w 1948 roku do Gwatemali i tam zmarł w 1961 roku w wieku zaledwie 48 lat.

Jakie są jego opowiadania? Jaką tematykę podejmują i czy mogą się dziś podobać? Jak pisze emigracyjny twórca? Próbowaliśmy w czasie naszego powakacyjnego spotkania DKK znaleźć odpowiedzi na te pytania.

Już pierwsze opowiadania mogą zachwycić językiem i stylem. Bobkowski pisze pięknie, w poetycki sposób opisuje miejsca, krajobrazy, dba o detale, używa metafor i porównań. Sprawia, że czytelnik jest w stanie uruchomić swoją wyobraźnię i zobaczyć Paryż, dom Balzaca, plantację trzciny cukrowej w Gwatemali czy znaleźć się na pokładzie „Coco de Oro”.

Piękny język spowodował, że czytałam sześć pierwszych opowieści, mimo że ich treść niekoniecznie mnie interesowała. Dużo w nich refleksji na tematy dla mnie, a i dla innych klubowiczów także, raczej nudne i dziś trochę przestarzałe. Ożywienie Balzaca, Flauberta, Renana i ich dyskusja o komunizmie, społeczeństwie, epoce w opustoszałym  budynku przy jednej z ulic Paryża wydaje się ciekawa raczej dla samego narratora, który nieśmiało próbuje wziąć w niej udział.

Emigracyjne dylematy tych, którzy zostali, tych, którzy wyjechali czy wracają, wahają się… także  mogą dziś „trącić myszką”. Jednocześnie dają jednak okazję, by dowiedzieć się, jak postrzegano z perspektywy emigracji nasz kraj. Takie rozmowy toczą się w „Pożegnaniu”, gdzie narrator (Bobkowski?) spotyka się ze swym dawnym przyjacielem, który wyjechał z Polski w 1947 roku i po kilku latach wraca, bo tam, jak mówi, „wypadki pędzą”, a Zachód jest „uzdrowiskiem o łagodnym klimacie”. Swoje racje przedstawi mu Bobkowski (?) w „Liście”, gdzie m.in. wyjaśnia, dlaczego nie chciałby wrócić do kraju: „Jednak wolę tęsknotę i ciężką troskę o chleb”.

Tak jak napisałam wcześniej, sześć pierwszych opowiadań nieco mnie znużyło, za to przy „Coco de Oro” akcja wreszcie ruszyła, dużo się tu dzieje, jest napięcie, czyta się z wielkim zainteresowaniem. Podobnie oceniam „Spotkanie” i „Punkt równowagi”. Są w nich ciekawe postaci: kapitan Świdkiewicz, mechanik Pochwalski, major amerykańskiego lotnictwa Gilbert Rocker to bohaterowie, którzy próbują wykorzystać swoją szansę, chcą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, podejmują wyzwania. Czasem, jak w przypadku Świdkiewicza, są to nielegalne przerzuty towarów. Dowódca „Coco de Oro” ma w kajucie obraz Matki Boskiej i w krytycznym momencie obiecuje jej odejście od nielegalnych interesów. Czy wytrwa w postanowieniu?

Odsyłam do lektury tego i innych opowiadań. Dużo tu pięknych zdań, „złotych myśli”, niektóre zostały zaczerpnięte z Conrada, którego książki Bobkowski cenił. W „Punkcie równowagi” można znaleźć ciekawy cytat o pracy z „Jądra ciemności”: „Nie lubię pracy – żaden człowiek jej nie lubi, ale lubię to, co tkwi w niej – możność odnalezienia siebie”. Coś w tym jest!!!

Po przeczytaniu opowiadań Bobkowskiego warto zapoznać się z posłowiem Krzysztofa Ćwiklińskiego, pozwoli bliżej poznać poglądy pisarza. Jest tam też wciąż bardzo aktualny cytat z Gombrowicza o Polaku, piękny wiersz „Chwile” Michała Chmielowca czy przejmujący fragment o śmierci z eseju Bobkowskiego „Wielki Akwizytor”.

Zimno mi mamo-DKK Uniejów

Powieść Hanny Samson pt. „ Zimno mi mamo” to opowieść o relacjach jakie zachodzą pomiędzy matką i córką. Ciągła nieobecność matki w życiu dorastającej córki powoduję przerażający ból dziecka,  a zarazem brak porozumienia. Matka- proste słowo, mające dla każdego z nas ogromne znaczenie. W książce  „Zimno mi mamo” dla dorastającej córki matka jest obcą kobietą dla której liczą się mężczyźni a nie jej własne dziecko. Ciągłe kłótnie z mężem powodują u kobiety depresję i niechęć do całego świata. Kobieta chce się rozwieść, liczy się tylko Marek a nie córka Ula, która z utęsknieniem pragnie być ze swoją matką.

Strefa cienia. DKK Uniejów

 „ Strefa cienia” Wiktorii Zender, to autobiografia młodej kobiety, która przypadkowo poznaje mężczyznę. Ma on na imię Eugeniusz i jest dużo starszy od bohaterki. Kobieta jest tak silnie zaślepiona jego osobowością, że postanawia z nim być i nie potrafi odejść. Z pozoru normalny człowiek okazuje się psychopatą, który katuje młodą kobietę. Pewnego dnia po trzech latach  związku z psychopatą postanawia go porzucić. Skutki tej decyzji są dramatyczne. Kobieta zostaje poparzona i traci wzrok na zawsze. Po wielu operacjach plastycznych i zniekształceniu twarzy pragnie dalej żyć i opowiedzieć historię, która ją spotkała i zmienić życie na nowo.

Recenzja "Azyl" I. Sowy- DKK Uniejów

Bohaterki  książki Izabeli Sowy„Azyl” za wszelką cenę uciekają od wspomnień. Szukają  nowej bezpiecznej drogi życia. Takim spokojnym  azylem jest dla nich Chorwacja . W niej właśnie czują się bezpiecznie i spokojnie.
Zwycięstwa i porażki, marzenia i złudzenia oraz przeszłość i teraźniejszość splatają się w subtelną opowieść o uczuciach i ważnych decyzjach. Książka pokazuje, że zawsze warto stanąć do walki o szczęście, nawet jeśli nasz świat legł w gruzach.

 

Oliwkowy labirynt-recenzja DKK Uniejów

Oliwkowy labirynt, to świetna lektura na pochmurne letnie dni. Miejscami zabawna, miejscami przygnębiająca książka z brawurową pointą. Hiszpański  pisarz Edwardo Mendoza przedstawia w zaskakujący sposób działanie „ damskiego fryzjera”, który to na zlecenie pewnego ministra ma za  zadanie transportowania walizki pełnej banknotów o wysokich nominałach. Pomimo niejasnych okoliczności  bohater decyduje się wykonać  to zadanie.Dzięki swojemu talentowi  do…… wpadania w kryminalne tarapaty  książka okazuje się bardzo wciągająca.

Utopia kontra Utopia - recenzja książki Konrada T. Lewandowskiego

Na Utopie Konrada T. Lewandowskiego składają się dwie skrajnie różne alternatywne dzieje historii Polski. Pierwsza z nich pt. "Wysłanniczka bogini" rozgrywa się po zwycięstwie reakcji pogańskiej. Druga przedstawia wizję piętnastowiecznej Europy, w której nie odbyła się bitwa pod Grunwaldem a w Krakowie zawitała Joanna d'Arc. Obie powieści bardzo różnią się od siebie: pierwsza jest zdecydowanie "lżejsza", druga nie stroni od okrucieństwa. Łączy je natomiast specyficzne poczucie humoru Autora. Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że w przedziwny sposób książka ta jest nade wszystko studium słowiańskiej duszy. Nie mogąc jednak odmówić tej książce magnetycznego uroku obawiam się, że w historycznej rzeczywistości reakcja pogańska w Polsce nie miałaby szans przetrać zbyt długo, jak również jestem przekonany, że Zakon Krzyżacki musiał się skonfrontować ze Wschodem Europy, gdyż tereny porośnięte puszczą, na których przyszło mu funkcjonować, raczej nie sprzyjały rozwojowi ekonomicznemu. Z tych przyczyn książkę oceniam na 4.

Gra z duchem - recenzja powieści Isabel Abedi pt. WHISPER. Nawiedzony dom

WHISPER: Nawiedzony dom: dwoje nastolatków na tropie tajemnicy sprzed lat, w którą - oczywiście - zaplątał się duch. Można by rzec: historia, jakich wiele. Jednakże powieść Isabel Abedi znacząco się wyróżnia. Najważniejszą sprawą, na którą należy zwrócić uwagę w przypadku tej książki jest rola jaką odgrywa w niej postać ducha zamordowanej dziewczyny, który wcale nie od razu chce zdradzić kto jest jego katem. Prowadzi natomiast umiejętną grę z bohaterami, stopniowo odkrywając karty, co sprawia, że cała intryga jest jeszcze ciekawsza. Dodajmy, że w tej powieści możemy znaleźć elementy kryminału, sensacji, romansu i powieści obyczajowej. Wszystko napisane bardzo płynnym, przejrzystym językiem z bardzo dobrze zarysowanymi sylwetkami postaci, co sprawia, że ta lektura to czysta przyjemność.

Recenzja książki "Błysk rewolwru"

Ostatnie przedwakacyjne spotkanie DKK, więc obowiązkowo truskawki, tym razem jako dodatek do tortu z galaretek. Deser smakował wybornie i doskonale komponował się z czerwcową książką, która zadowoliła wszystkich klubowiczów.

„Błysk rewolwru” Wisławy Szymborskiej to zbiór niepublikowanych za życia poetki utworów wyszperanych w szufladach przez jej długoletniego sekretarza. Czegóż w nim nie ma! Zaczyna się od juweniliów, w której to części są pierwsze rysunki i próbki pisma 4-5-letniej Ichny, laurki dla mamy, zdjęcia z dzieciństwa przyszłej poetki.

No i tytułowy „Błysk rewolwru”, „mrożąca krew w żyłach” opowieść o miłości i zbrodni, zatem romans i kryminał w jednym. Trzy strony tej ckliwej historii zaginęły. Wydaje się jednak, że chyba dobrze się stało, że Szymborska szybko porzuciła prozę na rzecz poezji. „Topielec” i „Nihil novi sub sole” to już „bardziej dojrzałe” próbki poetyckie kończące część pierwszą.

W drugiej – „Na Krupniczej, w szufladzie, na rybach” mamy na początek „Ankietę, czyli konkurs na wygłupianie się bliźnich”, potem jest coraz lepiej i zabawniej. Są świetne moskaliki, słownik wyrazów obelżywych, wiele rymowanek układanych z Kornelem Filipowiczem w czasie wypraw na ryby, znakomita „Meblościanka” i wiersz o reklamach z 2004 roku.

„Utwory gatunkowe” otwierają „Bajki o życiu rzeczy martwych”, np. o książce, o pierzynie, o wiaderku; każda ze stosownym morałem. I wreszcie, limeryki! Można spróbować przy ich lekturze samemu zabawić się w poetę, bo kilka z nich wymaga uzupełnienia. Trochę zrymowaliśmy, ale na publikację się nie odważymy. Kolejne próby podjęliśmy przy tworzeniu rejzefiberków, altruitków, lepiejów i adoraliów. Zabawa w każdym razie była znakomita.

Część czwarta książki zatytułowana „W Lubomierzu” również utrzymana jest w żartobliwym tonie. Tu zwłaszcza „Listy Parkingowego”, czyli pana Henia pisane jakoby przez niego do Marii Czyżowej to kolejny przykład wielkiego poczucia humoru Noblistki. Całość zamyka ostatni krótki wierszyk napisany kilka tygodni przed śmiercią.

Książka została pięknie wydana i opatrzona wstępem przez poetę i przyjaciela Szymborskiej, Bronisława Maja. I tu zgodnie wszyscy klubowicze orzekli, że czytać go trzeba było ze słownikiem łacińsko – polskim i słownikiem wyrazów obcych w dłoni. Chyba zbyt uczony jest wywód Maja, choć nie pozbawiony humorystycznych tonów. Jednak w zestawieniu z treścią tomiku trochę za długi i nieco nudny. Podejrzewam, że wielu czytelników pewnie go omija.

Na koniec warto jeszcze postawić pytanie, czy należało wszystkie te inedita (patrz: „Słownik wyrazów obcych” W. Kopalińskiego) wydać. W naszym klubowym kręgu skłanialiśmy się ku temu, że dziecięce rysunki i laurki z życzeniami dla mamy niekoniecznie musiały znaleźć się w tomiku. Raczej powinny pozostać w szufladzie. Reszta zaś jak najbardziej cieszy i skłania do szczerego śmiechu, a i refleksji, pogodnej wszakże. Można też po lekturze pozazdrościć trochę zabaw słownych, jakie były udziałem poetki i jej towarzyskiego grona.

„Błysk rewolwru” to lektura obowiązkowa.

Wiesława Kruszek - DKK przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Witold Szabłowski - Tańczące niedźwiedzie

Z twórczością autora spotkałam się już wcześniej, podczas lektury książki 'Nasz mały PRL', którą napisał wspólnie z Izabelą Meyzą. Byłam przekonana, że tym razem mam do czynienia z reportażem wyłącznie o Bułgarii. Smutna historia niedźwiedzi, oraz niedźwiedników, którym zwierzęta zostały odebrane. Tymczasem to jedynie fragment całości. Podtytuł książki brzmi: reportaże z transformacji i o przemianie bez wątpienia jest tu mowa. Oprócz historii Romów przyglądamy się ludziom z Europy Środkowej i Bałkanów oraz Gruzji i Kuby, którzy w analogii do tytułowych zwierząt, znajdują się na różnych etapach odzyskiwania wolności. Lekturze towarzyszyło dziwne uczucie. Mianowicie zdaję sobie sprawę, że odebranie niedźwiedzi miało na celu poprawienie ich komfortu życia, ukazanie istnienia w zupełnie innej formie, wyleczenie i jak najbardziej to popieram. Cieszyłam się, że zyskały ogromną, zieloną przestrzeń i znów zaczęły zapadać w zimowy sen. Natomiast wypowiedzi niedźwiedników, którzy zajmowali się tym z dziada i pradziada, przekaz dotyczący miłości do tych ogromnych stworzeń budził we mnie pokłady empatii. Oni po prostu nie potrafili robić nic innego i uważam, że samo wykupienie niedźwiedzi to jednak za mało (...) Tymczasem, z pozostałych historii zachwyca 'Lady Peron' - historia Polki koczującej na dworcu w Londynie, która odkłada w Polsce rentę, by przenieść się do ciepłych krajów, albo opis mieszkańców Sierakowa, którzy wspólnie zaangażowali się w stworzenie i prowadzenie Wioski Hobbitów. Niezwykle ciekawa jest historia Estończyków, ich godny podziwu patriotyzm i zawiłe stosunki z ludnością rosyjską, a także uwielbienie do Stalina ukazane przez pryzmat kobiet pracujących w muzeum jego pamięci. Dodałabym tylko zdjęcia do drugiej części książki - trochę ich zabrakło, tym bardziej, że wiemy o tym iż powstawały z wypowiedzi bohaterów.
 
Lektura reportaży chyba nigdy mi się nie znudzi. 
Zakochałam się w tej formie i choć jest to miłość trudna, to bez wątpienia prawdziwa.

Jacek Milewski - Dym się rozwiewa

Moja babcia mówiła gdy byłam mała: 'Nie jedz tak późno słodyczy, bo Ci się przyśnią Cyganie'. To nie jest jedyne przysłowie o Nich, funkcjonujące w naszym społeczeństwie, jednak wszystkie mają wydźwięk pejoratywny.
Autor w dwunastu opowiadaniach, próbuje przełamać stereotypowy obraz Cygana. To lektura, która czyta się lekko i przyjemnie, zawiera sporą dawkę humoru i czasem żałowałam, że historie tak szybko się kończyły. I choć zdaję sobie sprawę, że Romowie mają odmienne obyczaje i kulturę, to jednak poczułam dreszcz kiedy w książce trzynastoletnia dziewczynka przyznała się teściowej że jest w ciąży, a następnie zaczęła skakać z radości, bo ta obiecała jej karuzelę. Prawdziwe, nasycone emocjami i bardzo bliskie. Bez najmniejszych wątpliwości polecam. 

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi