Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Pingpongista Józefa Hena

Zastanawiam się dlaczego Józef Hen napisał "Pingpongistę". Polska proza ma długie tradycje "rozdrapywania ran" i może Hen chciał wreszcie oczyszczenia, zwrócenia twarzy "do słońca"? Choć akcja powieści dzieje się w wymyślonym Cheremcu, a postacie są fikcyjne, to fabuła bardzo przypomina realne wydarzenia w Jedwabnem w 1941r. Do Cheremca po 60 latach przyjeżdża z Ameryki emerytowany sędzia, dawny mieszkaniec miasteczka, który jako dziecko był świadkiem mordu na Żydach dokonanego przez polskich sąsiadów. Teraz przybywa na mające się odbyć uroczystości ku czci zamordowanych. Jak sam mówi nie szuka zemsty, nie żywi nienawiści do zabójców. Chce jedynie aby pamięć o rzezi Żydów została uszanowana, a na pytanie "czego tu szukasz?" odpowiada- "zwyczajności". Hen wykorzystując fikcję literacką spełnia swoje życzenie, przedstawia sprawę Jedwabnego tak jak powinna być załatwiona: zło zostało potępione, a szlachetność triumfuje, negatywni bohaterowie są skompromitowani, a ci, którzy byli obojętni w 1941r. wciąż są dręczeni wyrzutami sumienia. Następne pokolenia żyją z piętnem hańby (syn jednego z morderców próbuje odkupić winy ojca), a najmłodsi (licealiści) stają się strażnikami pamięci. Dobro zwycięża. Hen poprzez swoich bohaterów odzwierciedla przekrój naszego społeczeństwa i różne postawy wobec zbrodni na Żydach, są tu antysemici, są obojętni, których teraz dręczy sumienie (ksiądz Ziemowit), są ci, którzy próbowali ratować. "Pingpongista" podejmuje temat bardzo trudny, wciąż wstydliwie spychany w otchłań niepamięci. Zagłada ludności żydowskiej przez polskich sąsiadów wciąż wywołuje gorące spory, a niejednoznaczna postawa Polaków wobec tych wydarzeń sprawia, że do "zabliźnienia rany" nie może dojść.

"Pingpongista" napisany jest językiem prostym, zrozumiałym, co dla jednych jest atutem tej książki, a dla innych wręcz przeciwnie. Padają zarzuty, że tak ważnego tematu nie można opisywać w tak banalny, niemalże szkolny sposób. Nie pozostaje zatem nic innego, jak przeczytać "Pingpongistę" i przekonać się kto ma rację, przeciwnicy czy zwolennicy.

"Pingpongista" Józefa Hena

Rewanż "Pingpongistą"

Jeszcze kilka lat temu narzekaliśmy na brak w literaturze polskiej utworów dotyczących współczesności. W postaci "Pingpongisty" Józefa Hena otrzymaliśmy odpowiedź na ów postulat. W tej, na wskroś współczesnej, powieści znajdujemy odważne nawiązanie do  bolesnego wydarzenia, jakim jest mord w Jedwabnem. To bardzo ważny głos w rozmowie na ten  temat, tym bardziej, że znane jest pochodzenie autora, które daje mu szczególne prawo  do wypowiadania się w  tej drażliwej sprawie.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że   Józef Hen  w ostatnich  swoich   książkach oddalił się od współczesności: "Mój przyjaciel król: Opowieść o Stanisławie Auguście" czy " Błazen wielki mąż: Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim " to biografie. Chyba wszystkich zaskoczyło to, że ich autor zainteresował się dniem dzisiejszym.

Swoją książkę napełnił postaciami i przywołał zdarzenia, które ogół zna tylko z  doniesień mediów oraz z faktograficznych książek Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi" oraz Anny Bikont "My z Jedwabnego". Jako pisarz odpowiedział na pytanie: jakby to mogło wyglądać ?. Stworzył postacie,  wyposażył je w indywidualne cechy  i wprawił je w ruch. Postacie-jak  autor stwierdził w rozmowie w radio-ożyły i wyposażone przez autora w cały zasób cech : wad i zalet, zaczęły żyć własnym życiem. Ludzie przez niego stworzeni, zaczęli zaglądać w swoje sumienia. Akcja powieści dzieje się w czasie przygotowań do odsłonięcia pomnika ku czci pomordowanych   Żydów w  Charemcu . I chociaż nazwa Jedwabne nie pada ani razu, czytelnik momentalnie domyśla się, o jaką miejscowość chodzi.

Przyjazd jednego z dawnych Charemczan na uroczystości wiąże się ze wspomnieniami z czasów młodości, bo przecież Charemce to nie tylko miejsce kaźni, to także miejscowość, w której toczyło i toczy się życie:

"Trawa się urwie wraz ze stokiem- i ja, ukryty w sitowiu, będę podpatrywał dziewczyny piorące w łukowisku  Cheremu bieliznę. Spódnice miały podwinięte do kolan, woda pieniąca się od ługu oblewała im łydki, one biły kijankami rozłożoną na deszczułkach bieliznę, słyszał to zaciekłe postukiwanie, słyszał śmiechy dziewcząt, wiedziały, że są podpatrywane, obracały się w stronę sitowia i wygrażały pięściami."

Józef Hen stworzył postaci z krwi i kości niewolne od namiętności. Bohaterowie przyjeżdżający na kilka dni do Charemca przeżywają tam różnego rodzaju wzruszenia, także przygody erotyczne. Patrz elektryzująca scena zbliżenia przybyłego z USA sędziego i "rodzimej" prostytutki. Przygody miłosne przeżywa też inny przybysz z zawodu dyrektor wydziału kultury. Józef Hen wypełnił swoją powieść solidną materią życia.  Jest w niej też  miejsce na obserwację zachowań licealistów z lokalnej szkoły w obliczu ważnego dla ich społeczności -wydarzenia. Postacie tych młodych ludzi nie są papierowe. Przeżywają one osobiste tragedie i wzruszenia. Znajdują też złożone motywacje dla udziału w opisywanych uroczystościach . Nie wszystko jest tu cukierkowe i proste. Teraźniejszość przeplata się  z  tragiczną przeszłością, która rzuca swoje światło  na uczestników i świadków tamtych  wydarzeń i ich dzisiejsze  życie. Pokaleczeni pamięcią nawet po latach nie mogą otrząsnąć się z tragicznych wspomnień. Do niesłychanie ciekawych rozmów między bohaterami należą dialog sędziego Marphy z miejscowym księdzem. To raczej nie rozmowa, a wstrząsająca   spowiedź księdza. Jak się okazało, on także ma wyrzuty sumienia :

" W dwa czy trzy dni później odprawiałem mszę. Widziałem, co kto miał na sobie cudzego, widziałem dzieci w ubrankach swoich rówieśników. Pomyślałem sobie: Jezu, a przecież ci którzy wzięli w tym udział, powinni czuć się niespokojni, przynajmniej tyle, jeśli nie czuli się winni i grzeszni. Kładli na tacę więcej niż zwykle, dzielili się z Kościołem swoją korzyścią. Dlaczego nikt nie wybuchnął skruchą? Dlaczego nikt nie powiedział: księże Ziemowicie-czy Bóg mi wybaczy? Powiem ci, panie sędzio dlaczego: te żydowskie trupy to nie były prawdziwe trupy. Bo przez lata całe uczyliśmy pogardy  dla tych ludzi. Żeby móc bez zadraśnięcia sumienia zabijać, najpierw trzeba ofiary odczłowieczyć. Hitlerowcy się w to wpisali. Żydzi to tyfus. Żydzi to robactwo. Gryzonie. Kiedy się tępi gryzonie..."

Jak wiadomo od autora, inspiracją do napisania książki były wspomnienia czasów gimnazjalnych, a w szczególności  jednego z kolegów ( także Żyda)  mistrza gry w pingponga, z którym kiedyś grał. Jego genialny przeciwnik dał mu fory: 18 punktów na 21 i autor nie zdobył tych trzech punktów dzielących go od zwycięstwa. Po latach wspomniał swojego kolegę pingpongistę i zastanawiał się, jaki los go spotkał...

Pomyślał o jakimś rewanżu- stała się nim książka.

Marcin Filipowicz
Moderator DKK przy MBP Łódź-Polesie FB nr 15

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi