Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Anna Dymna, Wojciech Szczawiński Warto mimo wszystko

W liście do Wojciecha Szczawińskiego, będącym odpowiedzią na propozycję udzielenia wywiadu rzeki, Anna Dymna napisała: „To musi być jednak poważna rozmowa o szukaniu prawdziwych wartości w tym świecie wartości i bogów pozornych, o miłości, o nadziei...".I taka ta rozmowa jest.

Z odpowiedzi i narracyjnych scenek rozpoczynających każdy z rozdziałów wyłania się obraz wielowymiarowy. Nie ma tu czegoś takiego jak dwutorowość wywiadu i dwa różne oblicza - Anny Dymnej – kobiety i Anny Dymnej – aktorki. Bo jest jedna Dymna - kobieta która łączy w sobie kilka twarzy, zawodów i ról społecznych. I sama uważa że nie da się ich oddzielić, i rozpatrywać osobno. Przecież bez aktorstwa (które Dymna uznaje za posłannictwo), bez znanej twarzy, dzięki której zdobywa pomoc materialną dla podopiecznych fundacji firmowanej jej nazwiskiem, nie mogłaby pomagać tak skutecznie. Wykorzystuje więc swą popularność i wizerunek publiczny dla innych - lepszych celów i bez oporów się do tego przyznaje: „Przez wiele lat bardzo ciężko pracowałam na moją twarz. Wykorzystuję ją teraz z premedytacją.” Bez swoich przeżyć, często bolesnych i tragicznych doświadczeń życiowych, bez chwil radosnych i niezapomnianych, być może niewiedziałaby, co jest w życiu naprawdę ważne, co nadaje mu sens i radość.


Wojciech Szczawiński próbuje „poznać motywy działań Anny Dymnej, jej życiowe wybory” (choć aktorka od razu zastrzega, że jest zwyczajną kobietą). Nie pisze tej książki „na klęczkach”, z pozycji wielbiciela „Wielkiej Dymnej”. Z pełnym dystansem prowokuje, pyta o wszystko, nie pomija tematów trudnych, drażliwych, bolesnych. Odpowiedzi stanowią więc szeroki wachlarz tematów. Artystka wspomina swoją pierwszą okładkę, egzamin do szkoły teatralnej, pracę w tym samym od lat teatrze, anegdoty z planów filmowych i kulisy nie zawsze różowej pracy aktora. Otwarcie opowiada o swoim pierwszym mężu Wiesławie Dymnym, jego chorobie i śmierci. Padają pytania o miłość, przyjaźń, dzieciństwo, sens cierpienia, przemijanie, śmierć. Toczy się rozmowa o aktorstwie, wybitnych rolach filmowych i teatralnych u wielkich reżyserów, o Salonach Poezji, ciemnych stronach popularności i próbach żerowania na jej działalności charytatywnej. Pojawiają się fragmenty poświęcone fundacji "Mimo Wszystko" i pomocy niepełnosprawnym umysłowo, w którą Dymna jest zaangażowana. Ta działalność daje obu stronom (i biorącej, i dającej) wiele satysfakcji. Nawet podarowanie kamyka, uśmiech czy chwila poświęcona na rozmowę daje szczęście i radość. Czasem taka chwila rozrasta się do kilku godzin, fundacja zabiera czas, ale im go mniej, tym Dymna lepiej go wykorzystuje. Nie kilka premier w teatrze, ale jedna lub dwie, nagrania programu fundacji „Spotkajmy się”, zajęcia ze studentami Akademii Teatralnej, organizacja koncertu charytatywnego, wspólny obiad z synem i wieczór w kuchni nad garnkiem brusznicy na miodzie. Sama aktorka nie do końca potrafi wytłumaczyć, jak znajduje na to wszystko czas:„To zupełnie tak jakbym na każdą dziedzinę mojej pracy miała inną baterię. Wymieniam je tylko: na Salon Poezji - bateria numer jeden, do telewizji – bateria numer dwa, do działania na rzecz Fundacji „Mimo Wszystko” – bateria numer trzy, do gotowania i sprzątania domu – jeszcze inna.”


Wiele dodatkowych informacji wnoszą rozpoczynające kolejne rozdziały fragmenty fabularne, opisujące sytuacje, w jakiej toczyły się rozmowy. Dowiadujemy się o aktorce tego, czego nie da się przekazać podczas wywiadu. Poznajemy jej stosunek do innych ludzi i sposób bycia. Widzimy ją więc szczęśliwą, spokojną, zapracowaną, ale także zniecierpliwioną kolejnymi prośbami o autografy i zdjęcia, zdenerwowaną przedpremierową teatralną gorączką, zmęczoną ciągłymi pytaniami dziennikarzy, niezadowoloną. Także, a może przede wszystkim, ciepłą i pogodną kobietę, która nie boi się nowych wyzwań.


Dymna robi rzeczy niezwykłe. To o niej może powiedzieć każdy. Ona sama nie widzi w tym nic niezwykłego. „Przecież jestem zwyczajnym człowiekiem: jem, śpię, oddycham, zmywam podłogi...” . Nie próbuje pozować na gwiazdę i „kobietę od niepełnosprawnych”. Mimo upływu lat, wciąż cieszy się sympatią widzów, której nie zachwiało (a przecież mogło) nawet zaangażowanie w tak trudną działalność charytatywną. Z pewnością są sceptycy, którzy uważają pracę z niepełnosprawnymi za pozę, a jej program za możliwość zaistnienia w mediach i „parcie na szkło”.


A inni ? Wręcz przeciwnie – podziwiają, bo jest takim człowiekiem, jakim my chcielibyśmy być, a nie jesteśmy Mogą powiedzieć: „Normalna - a robi nienormalne rzeczy”. Ale zaraz pada pytanie: „Zaraz, zaraz, jaka normalna? To przecież nie sąsiadka z drugiego piętra, ale Dymna - ta Dymna. I robi rzeczy o których „normalni” nie chcą nawet myśleć.” Spróbujmy przyznać się sami przed sobą: kogo z nas byłoby stać na takie zachowania, gesty, działania. Nas, których przeraża każda, choćby najmniejsza, inność, napawa lękiem wizja choroby czy śmierci. Nas, istniejących w świecie pogoni za sukcesem, pracą, pieniądzem, akceptacją. Nas, którzy często nie mamy wsparcia bliskich wydawałoby się mężów, żon, matek i którzy sami pragniemy akceptacji i ciepłego słowa. Jak więc sami, tak okaleczeni życiowo mamy pomagać innym, dawać im radość i aprobatę. Dla nas to trudne, bo „widząc cierpienie zwykle odwracamy głowy”. A według aktorki do stykania się z kalectwem i cierpieniem nie wszyscy jesteśmy stworzeni. Ale dla tej „nadnormalnej Dymnej”, rzeczy, które robi są najzupełniej normalne, bo „stara się jedynie w każdym człowieku zauważać dobro i mądrość”.
To prowokuje do próby wywleczenia własnych uczuć na wierzch i zastanowienia się nad sobą. Być może wśród wniosków znajdzie się i taki, że i nam ta „normalność pomagania” wejdzie w krew i bez sprzeciwów zostanie wpisana w grafik codziennych zadań.

Sylwia Krieger

członek DKK

przy MBP w Pabianicach

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi