Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

"Do ciepłych krajów" P. Wróbel Wróblewski

Paweł „Wróbel” Wróblewski, Do ciepłych krajów


Pierwsze spojrzenie na tę książkę – turkusowe fale na okładce i wyraźny piaskowy masyw kontynentu afrykańskiego. Do głowy przychodzi tylko jedno – W pustyni i w puszczy 2011.

Paweł „Wróbel” Wróblewski, rocznik 1977, wpadł na pomysł rowerowej wyprawy dookoła Afryki. O tym, dlaczego Czarny Ląd, pisze na wstępie: „Z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że złapałem afrykańskiego bakcyla. Półtora roku temu stałem mniej więcej w miejscu, w którym Zwrotnik Raka wcina się w atlantycki brzeg Afryki. Sahara i ocean. [...] Co tam jest? Tam za pustynią? I to pytanie , wtedy zasiane, nie wyleciało z czasem z głowy, jak tysiące innych. Wręcz przeciwnie. Rozrastało się, wypychało wszelką możliwą konkurencję, nabierało mocy, by coraz głośniej domagać się odpowiedzi. I tak to, właśnie dlatego Afryka” [Paweł „Wróbel” Wróblewski, Do ciepłych krajów, Wydawnictwo Area, Gdańsk, 2009, str. 7]. Wyrusza w marcu 2008 roku z Fezu w Maroku. Trasa podróży wiedzie przez Saharę Zachodnią, Mauretanię, Mali, Burkina Faso, Ghanę, Togo, Benin, Nigerię, Kamerun, Gabon, Kongo i Kinshasę. Jadąc rowerem przez kontynent poznaje różnych ludzi, z którymi rozmawia „o życiu i innych sprawach (...) mimo braków językowych (...)” [str. 24]. Często spotyka się z sympatią i zainteresowaniem. Częściej chyba, z żądaniami pieniędzy czy prezentów, tylko dlatego, że jest biały. A nawet z takim absurdem, jak domaganie się zapłaty za możliwość korzystania z cienia w Mauretanii. W drodze zapada na malarię i zostaje okradziony. Wrażenia z podróży zapisuje na blogu i utrwala na fotografiach. Pisze o afrykańskim postrzeganiu czasu, który płynie tylko wtedy, kiedy coś się dzieje, a dla Afrykanina nie istnieje żadne później. O białym i czarnym kolorze, który w Afryce „wydaje się najbardziej naturalną barwą skóry pod słońcem” [str. 256-258]. O okupacji Sahary Zachodniej przez Maroko. O zaskakującej obecności Chin na kontynencie. O innym podejściu Afrykanów do pieniędzy, cierpienia, przestrzeni. Siedmiomiesięczna wyprawa kończy się w Kinshasie, gdzie „Wróbel” poznaje kobietę, która zmienia jego plany...

Blog stanowi zasadniczą część książki. Druga to wywiad przeprowadzony z „Wróblem” już po powrocie do kraju, przez Piotra Mielcarka i Tomasza Słomczyńskiego, uzupełniony ikonami pióra, odsyłającymi do strony, na której „Wróbel” pisze o komentowanej sytuacji czy temacie. Można więc z podstawowego tekstu przenieść się do odpowiedniej strony wywiadu lub odwrotnie, z wywiadu do bloga.

Czytając książkę, odniosłam wrażenie, że Wróblewski jedzie przez Afrykę „na totalnym luzie”, z dystansem do wszystkiego, bo nic nie stanowi problemu. Bez względu na to, co się dzieje, „Wróbel” żyje bezstresowo, według zasady „co ma być, to będzie”, nie opuszcza go poczucie humoru, a cała wyprawa przypomina weekendową przejażdżkę rowerem po parku. Dopiero w wywiadzie słychać chwilami nutkę goryczy, że „dostałem w dupę od pustyni, temperatura sięgała 50 stopni Celcjusza, rzeźba terenu, górki dały mi mocno w kość, można było pierdolca dostać” [str. 414]. Dziwi mnie pewnego rodzaju dwulicowość „Wróbla”. W wywiadzie powiedział, że jadąc przez Afrykę rowerem „nie byłem traktowany z szacunkiem wynikającym z faktu bycia bogatym Europejczykiem” [str. 413]. Ale z drugiej strony sprzeciwia się podwyższaniu ceny za kupione na ulicznym straganie jedzenie, tylko dlatego że jest biały. Wypadałoby chyba trzymać się tej samej zasady i albo płacić tyle samo, co tubylcy za zakupy i nie domagać się specjalnych względów, albo cieszyć się z lepszego traktowania wynikającego z historii kontynentu i płacić więcej ulicznemu handlarzowi.

Zaskakują pozytywnie ilustracje Wróblewskiego, który, jak się okazuje, z wykształcenia jest artystą-malarzem, i mapy (wyglądające na odręczne) wykonane przez autora i Tomasza Pawluczuka. Próżno tu szukać zdjęć. Są jedynie na wewnętrznych stronach okładek, tworząc kolorową mozaikę i ... w internecie. W tekście pojawiają się ikonki aparatu fotograficznego z numerem fotografii, która znajduje się na stronie wydawcy www.area.media.pl. Warto otworzyć tę galerię, ale i bez tego można czytać, choć książka podróżnicza bez zdjęć to dzisiaj zjawisko niespotykane.

Ale jest jedno „ale”. Już w połowie lektury miałam wrażenie, że osobiście przemierzam Saharę, ale nie na rowerze lecz piechotą, w dodatku bez kompasu, zapasu wody i kremu z wysokim filtrem. I dłuży mi się ta pustynia niemiłosiernie. Tekstu było zwyczajnie za dużo, poszczególne kraje niewiele różniły się od siebie w opisie. Książka w pewnym momencie mnie znudziła i przytłoczyła ilością informacji. Chyba lepiej czytałoby się ją w jej pierwotnej formie bloga, po kawałeczku, w miarę dodawania kolejnych wpisów.

Wracając do pierwszego wrażenia – to raczej tylko pustynia i rok nie 2011 a 2008. Nie zaraziłam się „African sickness”. Niestety, dla mnie Afryka zawsze będzie Afryką sienkiewiczowską. Bo przecież Staś i Nel spotkali słonia, a „Wróbel” nie :-).


Sylwia Krieger
DKK przy MBP w Pabianicach

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi