Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Podróż Enrique - Sonia Nazario

 

 

Sonia Nazario, Podróż Enrique

 

Historia Enrique zaczyna się od rozmowy Sonii Nazario z Carmen, Gwatemalką sprzątającą jej dom. Jej syn, gnany tęsknotą, przedostał się do Stanów Zjednoczonych na dachu pociągu towarowego – Pociągu Śmierci. Wtedy Nazario zdecydowała się zająć tematem migracji do Stanów z krajów Ameryki Środkowej.

Aby lepiej poznać losy imigrantów i wiarygodnie zrelacjonować je czytelnikom „Los Angeles Times”, postanowiła odbyć taką podróż wraz z nimi - na dachach pociągów, pieszo i autostopem. W drodze rozmawiała z imigrantami na pociągach i w schroniskach, z dziećmi w izbach zatrzymań, z pracownikami instytucji im pomagających, pracownikami służby zdrowia i noclegowni, z urzędnikami, księżmi, policją, pogranicznikami i służbami imigracyjnymi. Znalazła bohatera reportażu: Enrique, nastolatka z Hondurasu, który pokonał trasę z Tegucigalpy do Nuevo Laredo i dalej przez USA do matki. Odbyła dwie podróże śladami Enrique, rozmawiała z jego rodziną i nim samym, z innymi młodymi emigrantami, a także z ludźmi, których spotykał w czasie swojej drogi do el Norte.

 

Te podróże pozwoliły nadać książce wielowarstwowość. Pisząc o konkretnej wyprawie konkretnego szesnastoletniego Honduranina, reportażystka dodaje szczegóły zasłyszane podczas setek rozmów w czasie własnej podróży trasą imigrantów. Opowiada tę historię także losami innych dzieci i nastolatków, aby pokazać jak różnie układają się ich losy podczas przeprawy przez Meksyk do Ameryki. Dodaje informacje, które zdobyła w drodze, np. o więzieniach po amerykańskiej stronie granicy. Opisuje wydarzenia, których Enrique uniknął lub które były także jego udziałem i to, co w czasie podróży przytrafia się kobietom: wspinaczki do rozpędzającego się pociągu, ucieczki przed służbami imigracyjnymi, wypadki, pobicia, gwałty.

 

Na kanwie nagrodzonych nagrodą Pulitzera artykułów, które ukazywały się w „Los Angeles Times” w 2002 roku, powstała książka Podróż Enrique.

 

Enrique w swoją Odyseję wyrusza w marcu 2000 roku, aby po jedenastu latach spotkać się z matką. Jedzie z Hondurasu przez Gwatemalę i Meksyk do USA. Podróżuje na dachu wagonu towarowego, wyskakuje w niego „w biegu”, próbuje uniknąć pobicia, zrzucenia na tory, złapania przez la migra albo uzbrojone bandy i gangi żądające pieniędzy. Większość jego kompanów zostaje ranna lub deportowana albo ginie w czasie drogi. Wielu spotykanych ludzi ma dla takich jak oni dary: jedni ubranie albo coś do jedzenia, inni ciosy maczetą lub gwałt. Wreszcie po ponad dziewiętnastu tysiącach kilometrów, siedmiu nieudanych próbach i stu dwudziestu dwóch dniach dociera do matki, której wyidealizowane wspomnienie pomogło mu przetrwać drogę.

 

Nazario nie poprzestaje na raporcie z trasy do Stanów Zjednoczonych, ale opisuje też dalsze losy chłopca na amerykańskiej ziemi i trudne relacje z matką. Chłopak przez całe życie żywił do niej urazę z powodu wyjazdu, ale gdy już jest w Ameryce, nieświadomie powtarza jej zachowania, których sam nie akceptował będąc dzieckiem. Myśli, co spodobałoby się jego córce, tak jak matka myślała o nim. Niedotrzymuje obietnicszybkiego powrotu. Obawia się, że córka będzie go uważać za obcego człowieka. Pamięta, jak bardzo tęsknił, a jednocześnie sam prosi ukochaną, by wyjechała i zostawiła dziecko, tak jak zrobiła to jego matka. Wierzy, że „razem zapewnimy jej [córce] lepsze życie. Wspólnie będziemy mogli wrócić do niej o wiele szybciej” (str. 275).

 

Książka niewątpliwie daje wiedzę o tematyce, która dotąd nie była mi znana. Użycie przez autorkę czasu teraźniejszego, który nadaje relacji tempo, spowodowało że chwilami to, co czytałam zapierało dech w piersiach, jakbym była świadkiem opisywanych wydarzeń, a nie tylko czytelnikiem suchej relacji. Nazario często jednak wraca do poprzednich prób Enrique, jak w podrozdziale Wytrwałość, opisującym sześć wcześniejszych nieudanych przepraw. „Przeskakuje” jakiś odcinek podróży, by później do niego wrócić, i czasem trudno podczas lektury zorientować się, o który etap podróży i którą przeprawę chodzi. Ale mimo to książkę dobrze się czyta.

 

Jedyne, co mi się nie podobało, to szczegółowość książki - chwilami zbyt duża. W Uzupełnieniu Nazario podaje zestawienie źródeł informacji zawartych w każdym rozdziale, a w Posłowiu prawie naukowe opracowanie na temat emigracji, zysków i strat USA oraz debata na temat emigrantek i ich dzieci. Wiadomości te zamieszczała wcześniej w Prologu i w zasadniczym tekście powieści (co oczywiście w treści książki było konieczne). Pojawia się pytanie: po co je powtarza? Co nowego ma wnieść do książki Uzupełnienie? Moim zdaniem, nic. Znów, jak w Prologu, mamy relację z powstawania reportażu i dużo danych liczbowych. Ich kilkukrotne powtarzanie jest w mojej opinii bezcelowe. Chyba, że ktoś lubi czytać dane statystyczne i prace naukowe. Ale te szczegóły można było sobie „darować” podczas lektury, bez straty dla ważnych wątków. Zresztą, książce wyszłoby na dobre wyrzucenie fragmentów Prologu lub Uzupełnienia (jeśli nie obu) oraz pominięcie części detali z opowieści innych imigrantów i świadków. Choć może autorka chciała unaocznić czytelnikom pięć lat trudów, jakimi okupiła powstanie reportaży i powieści?

Preferowałabym inny układ - w Prologu (nawet dłuższym i bardziej szczegółowym) zarys sytuacji imigrantów i geneza powieści, a w jej treści tylko historia Enrique.

 

Dla Polaków Podróż Enrique powinna być przede wszystkim książką o rozdzieleniu rodziny przez trudne warunki bytowe oraz przestrogą. Nasuwa się tu bardzo aktualne skojarzenie z sytuacją „eurosierot” – dzieci z nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej, których rodzice wyjechali do pracy „na zachód”. Tak jak Lourdes, chcieli polepszyć los swoich rodzin, zapewnić dzieciom lepsze, łatwiejsze życie, możliwość nauki. Ich uczucia nie różnią się od uczuć dzieci na naszej półkuli. Ogromna tęsknota i poczucie odrzucenia, które odczuwał Enrique, stają się udziałem coraz liczniejszego grona eurosierot. Dzieci żywią urazę do swoich matek czy ojców pracujących w Anglii lub Niemczech. Mogłyby na pewno powtórzyć z wyrzutem słowa bohatera książki: „Myślicie, że napełnienie naszych żołądków równa się miłości” (str.271) i byłaby to prawda. Także emigranci z Polski „kiedy ich dzieci mówią : „Porzuciłaś mnie”, w odpowiedzi wyciągają wielki stos pokwitowań za dokonane przelewy” (str.230).

 

Powieść od razu skojarzyła mi się także z filmem Macieja Dejczera „300 mil do nieba” z 1989 roku. Jego bohaterowie, dwaj nastoletni chłopcy, postanawiają uciec od biedy za granicę. Podróż „za chlebem” odbywają pod naczepą ciężarówki, ale nie jadą do rodziców. Jadą właściwie nie wiadomo dokąd, by (inaczej niż Enrique) zostawić ich. Usiekają, by to rodzicom było łatwiej bez nich. A w słuchawce telefonu słyszą od ojca dramatyczne zdanie: „Nie wracajcie tu nigdy”. Opowieść filmowa powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń z roku 1985, ale ten temat okazuje się zaskakująco aktualny. Dziś, dziesięć, trzydzieści lat temu. I na pewno będzie taki również w przyszłości.

 

Ta książka jest jak podróż pociągiem – długa i nużąca. Ale przez większość podróży można „z otwartą buzią” podziwiać pejzaże za oknem. Więc jednak warto.

 

 

 

Sylwia Krieger

uczestnik DKK przy MBP w Pabianicach

 

 

 

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi