Wyszukiwanie:

Logowanie:

Realizatorzy:

Recenzje czytelników klubów DKK

Ogniem i laserem. Recenzja powieści Andrzeja W. Sawickiego pt. Smocze koncerze

Smocze koncerze to moje pierwsze spotkanie z twórczością Andrzeja W. Sawickiego.  Spotkanie, które pozostawiło po sobie niejednoznaczne odczucia, stąd tak dobrany tytuł recenzji odwołujący się do dzieł Bartosza Walaszka, bowiem ta powieść ma równie wiele plusów, co minusów, jakby nad jej powstaniem pracował Bogusław Łęcina razem z panem Wiesiem.

Smocze koncerze opowiadają o inwazji obcych na Turcję w połowie XVII w. , przeciw czemu muszą zjednoczyć się wszystkie potęgi Europy – co doprowadza do Odsieczy Wiedeńskiej na opak – gdy razem z bisurmani husaria i wojska Świętego Cesarstwa Rzymskiego ruszają na Stambuł, który obcy uczynili swym przyczółkiem na Ziemi. Na tle tak dramatycznych wydarzeń przewijają się losy kilkunastu bohaterów z tego i nie z tego świata.

Za duży plus powieści należy uznać sam pomysł inwazji jak i pochodzenie obcych – istot, które funkcjonują w niematerialnym równoległym wymiarze – wymiarze informacji, a co przypomina nieco koncepcję Inmaterium z Warhammera 40 000.

Kolejną zaletą powieści są wiernie oddane realia siedemnastowiecznego Stambułu, dobrze zarysowana została także para głównych bohaterów – Talaz Tayvar i Dorota Falak. Pozostałe postacie, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowe niestety przedstawione zostały o wiele gorzej. I w tym miejscu niestety kończą się plusy powieści, a zaczynają minusy, których jest całkiem sporo. Zacznijmy od postaci przewijających się na kartach książki, które, poza parą głównych bohaterów, zostały zredukowane nierzadko do roli statystów, szybko i mało przekonująco nakreślonych, tańczących jak im autor zagra, bez scen refleksji podejmujących decyzje, które mają popchnąć fabułę w pożądanym kierunku. Właśnie w tym tkwi główny problem fabuły, punkty zwrotne mają miejsce poza narracją, a czytelnik jedynie jest informowany o skutkach, jak wtedy gdy Talaz zostaje zabrany na tortury z rozkazu Kary Mustafy i pojawia się znów, po tym gdy przekonał dowódcę janczarów do zmiany decyzji, ale nie wiemy jak i kiedy to się stało. Czytelnik otrzymuje jedynie informacje, że coś się stało i akcja przeskakuje, jak w kalejdoskopie do kolejnych scen, które gwałtownymi przeskokami w połowie książki prowadzą do punktu kulminacyjnego, czyli sprowadzenia sprzymierzonych armii pod zajęty przez obcych Stambuł. I to jest właśnie główny problem tej książki, brak głębi, akcja jedynie prześlizguje się po wierzchołku wydarzeń jak surfer po powierzchni fali. Być może z uwagi na napięty plan wydawniczy autor stworzył jedynie główną linię fabuły i nie zdążył wypełnić tła pozostałymi scenami.

Również wiele postaci drugoplanowych jest całkowicie zbędnych, pojawiających się jedynie jako tło pary głównych bohaterów. Notabene odniosłem wrażenie, że w trakcie pisania autor postanowił podzielić jednego bohatera na dwóch: Semena Błońskiego i Jakuba Kęsickiego, a którzy tworzą przez całą powieść jedną linię fabularną związaną z postacią Jitki: najpierw Jakub, a następnie Semen.

Choć autor zadbał o poprawność historyczną powieści, to jednak wkradły się drobne, ale rażące błędy, jak określenie, że husarze wyglądali zabójczo, czy nazwanie Jitki przez jednego z bohaterów mianem „głupiej siksy”.

Odnośnie stosowania przez autora nagminnie współczesnego żargonu technicznego nie mam mu tego za zarzut, naprawdę trudno wymyślić zrozumiały dla czytelnika siedemnastowieczny odpowiednik gravitonu, mecha czy exoszkieletu. Inna sprawa, że jakoś nie jestem przekonany, że nawet obca inteligencja, zdolna kształtować informacją materię, byłaby w stanie stworzyć od ręki w oparciu o kuźnie i ludwisarnie broń plazmową i maszyny latające.

Podsumowując, nie jest to wybitna książka, ale przyjemne czytadło. Miał być S.M, Stirling, David Drake czy Harry Turtledove ale wyszło jak zawsze – po polsku. Dlatego daję 4.

Statystyki działalności

Wykaz zakupionych ksiażek

Jak założyć lub dołączyć?

KONTAKT

Kinga Siekierska

Koordynator wojewódzki DKK
Działu Metodyki Analiz i Szkoleń
WBP im. Marsz. J. Piłsudskiego w Łodzi

tel. 42 663 03 53

2011 WiMBP w Łodzi